![]() Sobota, 26 maja 2012 r. |
Refleksje doświadczonego farmaceuty Sekcja: Opinie i listy Data publikacji: 2009-11-25Po przeczytaniu Pulsu Farmacji nr 15 (39) z 28 października 2009 roku nasunęło mi się kilka refleksji. Wynikają one z wieloletnich doświadczeń moich i mojej żony. Oboje jesteśmy magistrami farmacji i prowadzimy obecnie dwie apteki. Wcześniej prowadziłem także kilka punktów aptecznych. Uważam, że mimo ograniczeń asortymentu mogą się one utrzymać na rynku pod warunkiem, że będzie je prowadził technik farmaceutyczny, który jest jednocześnie właścicielem. Jeśli jednak będą one własnością kogoś spoza branży, kto będzie musiał zatrudnić technika, to na pewno nie wystarczy zysku na utrzymanie dwóch osób!
Mam też uwagę do tekstu prezesa Piotra Kuli. Chodzi mi o stwierdzenie, że na sztywnych cenach leków refundowanych stracą małe apteki. Uważam, że jest to złe rozumowanie. Opiszę to na przykładzie apteki mojej żony w Gdańsku. Otóż obok jej apteki - dwa przystanki tramwajem - 1,5 roku temu otworzyła się apteka sprzedająca leki refundowane za 1 grosz. Od tego czasu pacjenci zupełnie nie są zainteresowani zakupem m.in. insulin w aptece żony, bo ona nie wydaje ich za 1 grosz. Dlatego moja żona - jak i inni aptekarze, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji - ma powody, aby liczyć, że po zmianie prawa pacjenci z receptami na te leki do niej wrócą. I problem trzeci, dotyczący ministerialnego rozporządzenia w sprawie recept. Moim zdaniem najprostszym rozwiązaniem byłoby umożliwienie farmaceutom nanoszenia poprawek czy uzupełnień. W końcu jesteśmy magistrami farmacji po równie ciężkich studiach jak medycy. A tak na marginesie, to apteki musiały się szybko skomputeryzować i nikt nas nie pytał, czy mamy za co dokonać takiej inwestycji. Może teraz należałoby zdyscyplinować lekarzy, aby wreszcie zaczęły funkcjonować recepty wypisywane na komputerze? Stopka autorska:Autor: Andrzej Szandrach
Artykuł opublikowany w numerze: PF 17(41) Data publikacji: 2009-11-25 |