Pulsmedycyny Medicine Today

Sobota, 26 maja 2012 r.
Znam wartość Polf
Sekcja: informacje
Data publikacji: 2009-11-11
Nie ma się co łudzić, że zakłady produkcyjne, w tym produkujące leki, przetrwają w obecnych lokalizacjach, w centrach miast. Za kilka czy kilkanaście lat będą to tereny deweloperskie. My sprzedajemy Polfy tylko inwestorom branżowym - mówi w rozmowie z Pulsem Farmacji Artur Woźniak, prezes Polskiego Holdingu Farmaceutycznego.
Ruszyła prywatyzacja kolejnej - po Polfie Pabianice - spółki Polskiego Holdingu Farmaceutycznego. Pod koniec października ponad 90 polskich i zagranicznych producentów otrzymało zaproszenie do składania ofert na zakup Polfy Warszawa. Do kogo zostały skierowane?

Tylko do firm z branży, co jest zgodne ze strategią prywatyzacji trzech Polf, wchodzących w skład PHF. Są to duże spółki, liczące się na rynku, bo i przedmiotem transakcji jest przedsiębiorstwo o sporym potencjale. Z około 700 firm działających w tej branży na świecie wyselekcjonowaliśmy prawie 200 znajdujących się w kręgu naszego zainteresowania. A listę tę weryfikujemy za każdym razem przygotowując się do prywatyzacji kolejnej Polfy.

Czy znalazły się na niej firmy, które chcą też kupić Polfę Pabianice?

Tak, większość z nich otrzymała zaproszenie.

Oczekuje pan dużego zainteresowania udziałem w prywatyzacji Polfy Warszawa?

Tak, większego nawet niż pabianicką spółką. Z analiz jasno wynika, że Polfa Warszawa ma dobre perspektywy rozwoju. Dodam, że na koniec 2009 roku spodziewamy się uzyskać przychody brutto sięgające 340 milionów złotych, a zysk netto może wynieść nawet 35 milionów złotych. Atutem Polfy Warszawa jest przede wszystkim oferta trafiająca do szerokiego grona odbiorców. Są w niej preparaty na receptę i OTC, a wśród nich tak popularne, jak Laremid czy Alertec. Istotne są też duże, niewykorzystane moce produkcyjne. Dla potencjalnego inwestora atrakcyjne mogą być należące do Polfy Warszawa spółki Sanfarm i Ipochem. Sanfarm, zlokalizowany na terenie Tarnobrzeskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, ma duże, nie w pełni wykorzystane zdolności produkcyjne, co daje możliwość szybkiego rozpoczęcia produkcji na dużą skalę. Ipochem wytwarza substancje na potrzeby przemysłu farmaceutycznego.

Do kiedy inwestorzy mogą zgłaszać wstępne oferty?

Teoretycznie do końca roku, praktycznie - ze względu na święta Bożego Narodzenia - do 22 grudnia. Potem zajmiemy się przygotowaniem krótkiej listy firm, które rozpoczną badanie spółki. Przewiduję, że stanie się to na początku stycznia.

Kiedy planuje pan podpisanie umowy prywatyzacyjnej?

W pierwszym półroczu roku 2010.

Czy uda się sfinalizować sprzedaż pierwszej z prywatyzowanych spółek PHF - Polfy Pabianice - przed końcem tego roku?

Oceniam, że przed końcem tego roku osiągniemy porozumienie z potencjalnym inwestorem i parafujemy umowę. Potem trzeba będzie jeszcze poczekać prawie trzy miesiące na zgodę Urzędu Antymonopolowego. Ale chcę podkreślić, że nie ma presji czasowej, bo te pieniądze i tak nie zasilą budżetu państwa w tym roku.

Oferty wiążące na zakup pabianickiego zakładu złożyły polskie spółki Adamed, Polpharma, Polfarmex oraz włoska Recordati, czyli wszystkie, które dokonały due diligence. Jak pan to tłumaczy?

Polfa Pabianice jest co prawda najmniejszą ze sprzedawanych przez nas spółek, ale została zrestrukturyzowana (także w sensie zatrudnienia), jest dobrze zarządzana, ma atrakcyjne portfolio oraz potencjał produkcyjny. Jej atutem są m. in. leki stanowiące duży udział w eksporcie do krajów Europy Środkowo-Wschodniej (byłej RWPG). Na przykład Biseptol od lat jest znany i ceniony na tych rynkach, szczególnie na Ukrainie zauważamy ogromny popyt na ten preparat. Poza tym sprzedaż ostatnich firm z danego sektora, a w przypadku branży farmaceutycznej mamy właśnie taką sytuację, zawsze cieszy się największym zainteresowaniem potencjalnych inwestorów.

Co będzie brane pod uwagę przy wyborze inwestora?

Nie ulega wątpliwości, że podstawowym kryterium będzie cena, ale bardzo ważne jest stworzenie fabryce możliwości rozwoju: wprowadzenie nowych produktów i szansa na osiągnięcie efektu synergii.

A co z Polfą Tarchomin, ostatnią z trzech państwowych spółek wchodzących w skład PHF? Początkowo miała być prywatyzowana w pierwszej kolejności. Dlaczego tak się nie stało?

Zgodnie z harmonogramem trafi do sprzedaży najpóźniej w pierwszym kwartale 2010 roku. Spółka miała być prywatyzowana jako pierwsza, gdyż przynosiła straty i chodziło o szybkie znalezienie inwestora, aby mogła odzyskać płynność finansową. Plany trzeba było zmienić z powodu nieuregulowanej sytuacji własnościowej gruntów. Jest ich niemało, bo ponad 70 ha na 300 działkach. Obecnemu zarządowi udało się przyspieszyć proces wyjaśniania kwestii własnościowych gruntów.

Byłby to łakomy kąsek dla dewelopera...

Sprzedamy ją jednak tylko inwestorowi branżowemu. Oczywiście w przyszłości nabywca może dojść do wniosku, że produkcję należałoby przenieść poza granice Warszawy, a działki na Tarchominie sprzedać. Nie możemy mu takiego rozwiązania zabronić. Nie ma się co łudzić, że zakłady produkcyjne przetrwają w obecnych lokalizacjach, w centrach miast. Tak kiedyś budowano, teraz jednak inwestycje w centrum nie mają racji bytu. Za kilka czy kilkanaście lat będą to tereny deweloperskie. Zatem także nabywca Polfy Warszawa - dysponującej 4,5-hektarową działką w centrum Warszawy - może przenieść produkcję leków w inne miejsce.

Jakie atuty poza atrakcyjnymi gruntami ma Polfa Tarchomin?

Polfie Tarchomin udało się w 2009 roku poprawić swoją sytuację finansową, jest już na plusie. Tak jak pozostałe Polfy, ma ciekawą ofertę z wieloma preparatami o ugruntowanej pozycji, poza tym jest jednym z dwóch krajowych producentów insuliny z kilkuprocentowym udziałem w rynku. Ma nowoczesny park maszynowy, na wielu odcinkach na światowym poziomie, na przykład niedawno zmodernizowana została tabletkarnia. Swój potencjał produkcyjny wykorzystuje tylko w kilkudziesięciu procentach.

A jeśli któryś z inwestorów zechce kupić wszystkie prywatyzowane spółki?

Nie zamykamy drogi przed inwestorami mającymi takie możliwości finansowe i pomysł na rozwój firm.

Polski Holding Farmaceutyczny powstał w 2004 roku - w celu stworzenia podmiotu, który jako większy i silniejszy lepiej będzie mógł konkurować z dużymi zagranicznymi graczami. Dlaczego ten plan się nie powiódł? Jego udział rynkowy szacuje się dziś na 3 procent.

Gdyby ten pomysł został wprowadzony w życie w połowie lat 90., a na czele stanął jeden szef z szerokimi kompetencjami, to może udałoby się go zrealizować. Tymczasem ani zarządy, ani załogi nie były zainteresowane zacieśnianiem współpracy. Jedyne wspólne działania to zakupy telefonów czy samochodów dla przedstawicieli handlowych, ale głębiej to nie poszło, nie udało się uzyskać efektu synergii.

Czy krajowi producenci farmaceutyczni mieli w ogóle jakieś szanse w starciu ze światowymi graczami?

Moim zdaniem tak. W każdej firmie powinna była powstać rada naukowa składająca się z autorytetów w tej branży. Spółki powinny intensywnie inwestować w nowe licencje generyków, zatrudnić sprawnych przedstawicieli medycznych, którzy sprzedawaliby i nowe produkty, i te już sprawdzone na naszym rynku i chętnie stosowane. Polacy wciąż mają dobrą opinię o rodzimych farmaceutykach.

Analitycy szacują wartość trzech Polf na prawie 1 miliard złotych. Nie mylą się?

Trwa proces prywatyzacji, więc nie mogę ani potwierdzić, ani zaprzeczyć. Jedno jest pewne - te spółki mają ogromny potencjał, przynoszą zyski, działają w rozwojowej branży. Zrobiliśmy porządne analizy. Żeby nie było wątpliwości, wyceniliśmy wszystkie marki, wiemy zatem, na czym stoimy. Zapewniam, że znam się na prywatyzacji i nie sprzedam spółek poniżej ich wartości. Zwłaszcza że czas nas nie pogania. Wystarczy zakończyć cały proces w 2010 roku.

Wtedy PHF zostanie zlikwidowany?

Tak.

Gdzie będzie pan wówczas pracował?

Nie myślę dziś o tym, jestem skoncentrowany na realizacji bieżących zadań holdingu.

A jak pan - inżynier mechanik trafił do farmacji?

Przez wiele lat pracowałem w Instytucie Mechaniki Precyzyjnej. Na początku lat 90. zacząłem szukać nowej pracy. Trafiłem do Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, gdzie zajmowałem się dużymi prywatyzacjami, między innymi przemysłu tytoniowego, energetyki. Prezesem PHF zostałem w ubiegłym roku po wygraniu konkursu na to stanowisko.

Nie obawiał się pan branży farmaceutycznej?

Oczywiście, że się obawiałem. A teraz bywa, że budzę się w nocy i jeszcze raz wszystko analizuję, planuję... To nie jest tak, że po człowieku spływają takie emocje. Ale mam swój cel - dobrze sprywatyzować, na nic się nie oglądając.


  Stopka autorska:
Autor: Rozmawiała Lidia Sosnowska-Smogorzewska

Artykuł opublikowany w numerze: PF 16(40)
Data publikacji: 2009-11-11