Piątek, 25 maja 2012 r.
Puls Medycyny
Szukaj »
Apteka Pod Słońcem
Sekcja: Rynek pracy
Data publikacji: 2008-09-17
Inne artykuły:
Przetrwała I i II wojnę światową, nie zniszczyły jej wojska niemieckie i sowieckie. Nie zmiotła jej też powódź w 1997 roku. Na 100-lecie istnienia wrocławskiej apteki Pod Słońcem jej obecna właścicielka, mgr farm. Irena Knabel-Krzyszowska zaprosiła wszystkich byłych pracowników. Na uroczystościach pojawili się też przedstawiciele niemieckiej izby aptekarskiej, bo pierwszym właścicielem placówki był Paul Joppich z Breslau.
"100-lecie istnienia apteki obchodziliśmy w 1996 roku, na rok przed powodzią - opowiada Irena Knabel-Krzyszowska. - Byli pracownicy przyjechali nawet z zagranicy. Zadałam sobie trud i odszukałam wszystkich. Bardzo mi zależało, żeby pokazać ciągłość w działaniu i dobre tradycje farmaceutyczne".
Irena Knabel-Krzyszowska objęła kierownictwo apteki - mieszczącej się od stu lat w tym samym miejscu - w grudniu 1986 roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Wtedy placówka należała jeszcze do PZF Cefarm we Wrocławiu. "To była tzw. apteka wiodąca, z priorytetowym zaopatrzeniem, miała stałe dyżury nocne" - wspomina właścicielka. Nie bez znaczenia był fakt, że mieściła się, tak jak obecnie, naprzeciwko pogotowia ratunkowego i dużego szpitala - dziś Dolnośląskiego Szpitala Specjalistycznego im. T. Marciniaka - Centrum Medycyny Ratunkowej. "W tamtych czasach oznaczało to, że dostawałam przydziały, np. pół wagonu waty lub zagraniczne specyfiki gdzie indziej niedostępne, i ludzie ustawiali się w długich kolejkach, by dostać deficytowy towar. Wtedy było w sprzedaży około 2,5 tysiąca pozycji w sztywnych, od lat niezmienianych cenach - wszystkie znałam na pamięć" - opowiada pani Irena.

Spełnione marzenie

Jej marzeniem była własna apteka, w której samodzielnie mogłaby decydować o asortymencie czy organizacji pracy. Marzenie spełniło się w 1990 roku, kiedy apteka została sprywatyzowana. Irena Knabel-Krzyszowska mogła już prowadzić placówkę samodzielnie, choć początkowo w dzierżawionym od miasta lokalu. Rozpoczęła generalny remont, od razu zakładając, że zachowa oryginalne zabytkowe wnętrza izby ekspedycyjnej z pięknymi, prawdopodobnie cedrowymi meblami. Chciała przeznaczyć więcej miejsca na leki, a pomieszczenia zabudować bardziej ergonomicznie. Irena Knabel-Krzyszowska dba nie tylko o lokal apteki. "Z sąsiadką z góry staramy się odrestaurować kamienicę, która pochodzi z 1895 roku. Ale w budynku za dużo udziałów należy do wspólnoty, której nie stać na tak kosztowną renowację".
Powódź w 1997 roku dotkliwie dała się we znaki aptece Pod Słońcem. Mimo iż do lokalu wchodzi się po schodkach, w pomieszczeniach apteki i tak zebrało się 40 cm wody. Wszystkie meble na zapleczu się rozleciały, tylko te zabytkowe cedrowe zachowały się jak kamienie. Woda zalała piwnice wraz z całym archiwum. W takiej samej sytuacji byli zresztą wszyscy właściciele lokali przy ul. Traugutta, przez którą przetoczyła się jedna z wielkich fal powodziowych. Powódź była przeżyciem traumatycznym, ale, paradoksalnie, stała się też sprawdzianem dla ludzi tu pracujących. Klęska zintegrowała zespół. Szczęściem w nieszczęściu okazał się też fakt, iż miasto zaproponowało dzierżawcom zdewastowanych lokali ich wykup po preferencyjnych cenach, by ich właściciele nie bali się wyłożyć gotówki na kosztowne remonty.

Blaski i cienie

"Ten pierwszy okres prywatyzacji to był dobry czas dla farmaceutów - uważa Irena Knabel-Krzyszowska. - Mogliśmy realizować swoje marzenia o tym, by samemu decydować, co włączyć do asortymentu apteki. A ja zawsze wiedziałam, co chcę mieć u siebie i robiłam wszystko, żeby to zdobyć. Wtedy można było się indywidualnie zaopatrywać u producentów, prowadzić import docelowy. Jeździliśmy po całym kraju, aby zdobywać medykamenty dla naszych pacjentów. Dziś w produkty lecznicze można się zaopatrywać jedynie w hurtowniach farmaceutycznych. Korzystam z usług sześciu".
W aptece Pod Słońcem realizuje się także pełny zakres leków recepturowych, włącznie z możliwością wykonania leków w warunkach jałowych. "Wszystkie apteki mają obowiązek wykonywać leki recepturowe, ale nie wszystkie to robią" - dodaje właścicielka. Jej zdaniem, znacznie podraża to koszty działalności.
W opinii Ireny Knabel-Krzyszowskiej, obecnie w branży farmaceutycznej panuje ogromna konkurencja. Apteka Pod Słońcem, mimo usytuowania w pobliżu dużych placówek medycznych, musi walczyć o pacjentów. Pojawiły się bowiem apteki sieciowe, które są otwarte całą dobę. "Z powodu zagęszczenia aptek w okolicy, obroty spadły nam o połowę - dodaje pani Irena. - Byłam nawet swego czasu zmuszona obniżyć pensje moich pracowników, ale tylko jedna osoba odeszła".
Większa liczba aptek nie gwarantuje klientom, że dostaną odpowiedni lek w momencie, kiedy go potrzebują. "Cała przestrzeń aptek bywa załadowana kosmetykami, a leków, czyli tego, co powinno się w takim miejscu znajdować, często brakuje" - ubolewa pani Irena.

Samodzielny magister

Właścicielka apteki Pod Słońcem chętnie zdradza receptę na to, jak mieć stały i zaangażowany w pracę zespół. "Obecnie zatrudniam 9 osób. Nie mam problemu ze znalezieniem ludzi, mimo iż zdają sobie sprawę, że nie mogą dużo zarobić. Wiedzą natomiast, że u mnie magister farmacji sam podejmuje decyzje i odpowiada za to, co pacjentowi wyda, czy też zaproponuje. Jeśli decyzje farmaceuty są niezgodne z moją linią prowadzenia apteki, wtedy rozmawiamy i dochodzimy do konsensusu. Nie narzucam natomiast sprzedawania jednego leku, bo akurat ten udało się kupić taniej w większej ilości. To jest procedura, która weszła bocznymi drzwiami przez tzw. marketing apteczny. Nam bardziej niż na dużej sprzedaży zależy na zaopatrywaniu pacjentów w leki najlepsze z dostępnego na rynku asortymentu" - mówi Irena Knabel-Krzyszowska.
Pani Irena deklaruje, że nie ma zamiaru otwierać innej apteki. Stawia na jakość swoich usług i na budowanie zaufania pacjentów. Dzięki temu apteka nie upadła i ma swoich stałych klientów, którzy potrafią przyjechać tu z drugiego końca miasta.

Liczy się etos zawodu

"Uważam, że pacjent powinien być objęty opieką farmaceutyczną. Zresztą on sam chce rozmawiać z konkretną panią magister, która zna i jego, i historię jego dolegliwości - dodaje pani Irena. - Pacjentowi trzeba poświęcić czas, być skoncentrowanym na tym, czym w istocie powinien zajmować się farmaceuta, czyli właściwej obsłudze klienta. Nie zmuszam moich pracowników do wykonywania czynności, na które szkoda ich wykształconych głów. Wiem, że w wielu aptekach bywa inaczej, jeśli jednak farmaceuta zajmuje się w aptece wszystkim, to trudno mu uniknąć błędu".
Właścicielka apteki Pod Słońcem uważa, że dobra apteka, to taka, która ma w swoim asortymencie odpowiednie leki i personel, który potrafi doradzić, zaopiekować się pacjentem, mieć dla niego czas. "W mojej aptece farmaceuta nigdy nie jest pozostawiony z trudną decyzją sam sobie. Zawsze może się skonsultować. Wszystko dla dobra pacjenta. Tak pojmuję etos tego zawodu i jego misję" - podkreśla Irena Knabel-Krzyszowska.






  Stopka autorska:
Autor: Aldona Andrulewicz
Artykuł opublikowany w numerze: PF 13(18)
Data publikacji: 2008-09-17
  Poleć znajomemu artykuł
email znajomego :
Redakcja         Reklama         Prenumerata         Kontakt         Napisz do nas         Nota prawna    
Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów Artykuł dostępny wyłącznie dla lekarzy