Czwartek, 9 lutego 2012 r.
Puls Medycyny
Szukaj »
Konieczne kryteria nowoczesnych terapii
Sekcja: informacje
Data publikacji: 2008-09-17
Inne artykuły:
Ceny leków odtwórczych znajdujących się na listach refundacyjnych są zbyt wysokie w stosunku do kosztów ich wytworzenia. Wynika to między innymi stąd, że mamy wiele preparatów generycznych udających leki innowacyjne - uważa Jerzy Toczyski, prezes zarządu i dyrektor generalny GlaxoSmithKline Pharmaceuticals.
Na opublikowanych w lipcu listach leków refundacyjnych znowu nie znalazły się preparaty innowacyjne.

- Mamy jednak obiecujące sygnały ze strony resortu zdrowia. W grudniu ubiegłego roku takie cząsteczki - stosowane m.in. w terapiach chorób ośrodkowego układu nerwowego - trafiły na listy. Dzięki powołaniu Agencji Oceny Technologii Medycznych pojawiły się bardziej klarowne procedury związane z oceną leków, które mają być finansowane ze środków publicznych. A to, jeśli chodzi o transparentność całego procesu, przybliża nas do standardów zachodnich. Mam nadzieję, że zgodnie z zapowiedziami Ministerstwo Zdrowia jeszcze w tym roku przygotuje kolejną nowelizację list i umieści na nich leki innowacyjne. Nowoczesne farmaceutyki odtwórcze oczywiście także powinny być finansowane ze środków publicznych, bo są tańsze od innowacyjnych, a to jest korzystne zarówno dla płatnika, jak i pacjenta. Nie wolno zapominać, że chociaż refundacja leków innowacyjnych jest inwestycją kosztowną, to w dłuższej perspektywie opłacalną.

Czy jednak przy obecnej wysokości środków, jakie w polskim budżecie przeznaczane są na ochronę zdrowia, można spodziewać się refundacji nowych cząsteczek?

- Nie ulega wątpliwości, że nakłady na ochronę zdrowia Polaków rzędu 4 procent PKB - podczas gdy na Zachodzie wydatki te standardowo sięgają 6-7 procent PKB - są zbyt niskie. W rezultacie polski pacjent dopłaca za leki średnio 60 procent, najwięcej w Europie. Mimo to widzę rezerwy.
Moim zdaniem, ceny leków odtwórczych znajdujących się na listach są zbyt wysokie w stosunku do kosztów ich wytworzenia. Wynika to między innymi stąd, że mamy wiele preparatów generycznych udających leki innowacyjne. Wydatki na ich promocje są podobne jak w przypadku leków innowacyjnych, a to podnosi koszty, co potem znajduje odzwierciedlenie w cenie. Takie leki powinny być wprowadzane na rynek bez akcji promocyjnych. Oszczędności mogłyby być reinwestowane w leki innowacyjne.
Jako przedstawiciel firmy, która ma preparaty oryginalne i generyki, wolałbym obniżyć ceny na leki odtwórcze, aby dzięki temu innowacyjne zyskały dostęp do list. Na przykład w tym roku GSK wprowadziło do sprzedaży Cervarix, szczepionkę przeciwko rakowi szyjki macicy, i Tyverb - lek na raka piersi. Żaden z tych leków nie jest obecnie refundowany. Czekamy na rozpoczęcie procesu oceny preparatu na raka piersi. Liczymy, że znajdzie się sposób na jego refundację. Obecnie leki te stosowane są w terapii indywidualnej lub finansowanej przez niektóre samorządy. Mam też nadzieję, że jesienią na listach refundacyjnych pojawią się terapie kombinowane w leczeniu astmy i przewlekłej obturacyjnej choroby płuc (POChP). Leki te są standardami w leczeniu, ale bez refundacji są zbyt drogie i pacjentów na nie nie stać.

Obejmując w czerwcu stanowisko szefa GSK w Polsce, mówił pan o potrzebie budowy partnerskich i przejrzystych relacji producenta leków z płatnikiem. Na czym powinny one polegać?

- Jak już powiedziałem, transparentność procesu wprowadzania leków na listy refundacyjne poprawia się, ale wciąż nie ma dialogu między producentami a Ministerstwem Zdrowia. Na świecie stosuje się rozwiązania dzielące ciężar refundacji między płatnika i firmę innowacyjną. Nasza firma ma wiele pomysłów, które odciążyłyby budżet resortu zdrowia. Tymczasem jego przedstawiciele unikają spotkań z producentami, co utrudnia nam przedstawienie oraz szczegółowe omówienie naszych propozycji. Brak zaufania skutkuje brakiem dialogu.

Dla pacjentów oznacza to ograniczony dostęp do najnowocześniejszych terapii. W jakich schorzeniach sytuacja jest najtrudniejsza?

- W chorobach powszechnie występujących, takich jak choroby układu krążenia czy gastrologiczne nie ma zbyt wielu przełomowych, innowacyjnych terapii. Największy problem jest z chorobami onkologicznymi oraz rzadkimi, tzw. sierocymi. W tych przypadkach bez nowoczesnych terapii ludzie umierają. Takie leczenie jest drogie, bo koszty badań są wysokie. Kontrowersje budzi pytanie: ile budżet może zapłacić za leczenie - czy jest jakaś granica? Ale ten dylemat mają także najbogatsze kraje. Uważam, że powinny zostać ustalone jasne kryteria stosowania drogich, ale najnowocześniejszych terapii, bo obecnie w Polsce nie mamy dostępu do pełnej ich oferty. Często są one refundowane na indywidualny wniosek. To trzeba uporządkować, aby zbliżyć pod tym względem nasz kraj do standardów zachodnich.
Mimo tych ograniczeń, wierzę, że dobry lekarz jest w stanie znaleźć drogę, aby skutecznie walczyć z chorobą. Większy problem jest z profilaktyką i wczesnym wykrywaniem chorób. Jeśli chodzi o raka szyjki macicy czy piersi, to w tym zakresie jesteśmy w ogonie Europy. Dlatego właśnie nasza firma realizuje kampanię społeczną mającą poprawić udział kobiet w badaniach profilaktycznych raka piersi.

Do kogo kierowana jest ta i inne kampanie edukacyjne GSK?

- Nasze kampanie, zarówno najnowsza "Wystarczy tak niewiele...", promująca profilaktykę raka piersi u Polek, jak i wcześniejsze "Żółty tydzień", której celem jest edukacja na temat profilaktyki wirusowych zapaleń wątroby typu A i B, czy "Stop rakowi szyjki macicy" dotyczą chorób leczonych lekami na receptę, dlatego skierowane są do lekarzy i pacjentów. Tylko w niewielkim zakresie pracujemy z aptekami; jedynie przy wprowadzaniu nowych leków staramy się wspierać sprzedaż w aptekach, ale jest to margines naszej działalności.

Czy to oznacza, że jest Pan przeciwnikiem sprawowania przez aptekarzy opieki farmaceutycznej i udzielania porady dotyczącej zamiany leku znajdującego się na recepcie?

- Jako lekarz z wykształcenia zawsze traktowałem farmaceutę jak partnera. Powinien być przygotowany na przykład do wychwycenia możliwych interakcji leków i przeciwdziałania temu. Czym innym jest natomiast ingerencja w ordynację lekarską. Zamiana leku - na przykład w przypadku preparatów przeciwpadaczkowych - może nie być obojętna dla organizmu. Ale jeśli ze względu na cenę pacjent miałby nie wykupić w ogóle leku, to oczywiście lepiej, aby farmaceuta polecił mu najlepszy, według swojej wiedzy, zamiennik.
Moim zdaniem, zakres sprawowania opieki farmaceutycznej wiąże się także z tradycją danego kraju. W Polsce rola farmaceuty nigdy nie sięgała tak daleko jak w krajach anglosaskich. Ważne jest natomiast, aby farmaceuta pomagał pacjentowi zinterpretować decyzję lekarza i udzielał porady, ale po wizycie chorego u lekarza, a nie przed. Oczywiście znacznie większą rolę odgrywa porada farmaceuty w przypadku sprzedaży leków OTC. Aptekarz powinien też reagować, gdy zauważy, że pacjent próbuje samodzielnie leczyć schorzenie, które wymaga wizyty u lekarza.

Wracając do ogłoszonych w lipcu list refundacyjnych, to nie trafiły na nie leki innowacyjne, ale pierwszy raz znalazły się na nich leki z importu równoległego.

- Nie widzę korzyści z tego tytułu dla kogokolwiek poza samymi importerami. To są mity, że preparaty takie kosztują dużo mniej, ponieważ ich sprzedaży towarzyszy zwykle wyższa marża i nie korzysta na tym ani pacjent, ani płatnik refundujący lek. A import równoległy niesie ze sobą potencjalne zagrożenia. I nie mam tu na myśli tylko niebezpieczeństwa wprowadzenia do sprzedaży podróbek leków, gdyż nie dysponuję żadnymi solidnymi danymi na ten temat, ale wyobrażam sobie, że takie zagrożenie istnieje. Nas taka działalność niepokoi z innej przyczyny. Wiele leków sprzedawanych w Polsce - na przykład heparyny drobnocząsteczkowe stosowane w zakrzepicy - ma niskie ceny. Na naszym rynku brakuje obecnie leków z tej grupy, a dodatkowo w ramach eksportu równoległego są one wywożone do innych krajów. W efekcie my jako producent nie jesteśmy w stanie zapewnić dostaw, które pokryłyby lokalny popyt. A to zagraża bezpieczeństwu pacjentów.

Czy dystrybucja bezpośrednia - do której przymierza się w Polsce AstraZeneca, a na rynku brytyjskim i hiszpańskim już wprowadził Pfizer - jest sposobem obrony producentów przed importem równoległym? Czy spodziewa się pan, że w niedalekiej przyszłości czekają nas zmiany w sposobie dystrybucji leków?

- Dystrybucja bezpośrednia to jeden z mechanizmów, który może chronić rynek przed niekontrolowanymi brakami leków. Takie sytuacje podważają wiarygodność producenta. Dzięki dystrybucji bezpośredniej preparat przeznaczony do polskich aptek trafia tam rzeczywiście, a nie za granicę, co zapobiega niedoborom na krajowym rynku. Poza tym dystrybucja bezpośrednia stwarza lepsze możliwości przygotowania atrakcyjnej oferty dla aptek i szybszej reakcji na zmiany popytu. Wśród wielu zalet wymienić można też skrócenie procesu dystrybucji i poprawę bezpieczeństwa pacjenta. Producent bez problemu może sprawdzić, gdzie znajduje się jego lek, dlatego w rzadkich, ale zdarzających się przypadkach, kiedy istnieje potrzeba wycofania preparatu, ten system daje szansę, że proces zostanie szybko przeprowadzony. Jednak nie jest to model do końca sprawdzony. Stanowi on duże wyzwanie pod względem logistycznym, ponadto jest dość drogi. Powinien się finansować z marż hurtowych, które w Polsce są realnie dość niskie. Kiedy parę lat temu przymierzaliśmy się w Polsce do niego, po policzeniu kosztów okazało się, że nie był on wtedy opłacalny.
Trudno zatem wyrokować, czy czekają nas w najbliższym czasie większe zmiany w dystrybucji leków. Decyzja każdej firmy wynika z priorytetów biznesowych.

W Poznaniu GSK ma placówkę badawczo-rozwojową. Czy są w niej prowadzone badania nad nowymi lekami? W jakich grupach terapeutycznych?

- Pięćdziesięciu naukowców pracujących w Poznaniu uczestniczy w projektach międzynarodowych w takich obszarach, jak nowe formulacje leków na choroby ośrodkowego układu nerwowego czy gastrologiczne. Nasza firma wciąż inwestuje w badania nad nowymi lekami i mają w tym swój udział zarówno polscy uczeni, jak i klinicyści.

Jaka jest wartość tych inwestycji?

- Ogółem od 1998 roku, łącznie z zakupem fabryki w Poznaniu, zainwestowaliśmy w Polsce ponad 1 mld zł. A w ciągu ostatnich trzech lat wydaliśmy ponad 70 mln zł na stworzenie w Poznaniu nowych linii produkcyjnych oraz centrum logistycznego, skąd leki są wysyłane do innych krajów. Jest to zresztą jedna z naszych najlepszych fabryk w Europie pod względem jakości pracy i efektywności. Poznań znalazł się wśród ośrodków branych pod uwagę przy planowaniu kolejnych dużych inwestycji. Dotyczyłby one linii produkcyjnych, rozbudowy infrastruktury logistycznej i centrum IT. Szczegółów nie mogę jednak na razie zdradzić.

Czy wszystkie leki znajdujące się w portfelu GSK zostaną poddane procedurze harmonizacji?

- Mamy 136 unikatowych cząsteczek i 470 produktów. Są wśród nich zarówno preparaty innowacyjne, jak i generyczne, z których część przejęliśmy wraz z poznańską Polfą. Te najstarsze, które mają swoje nowocześniejsze odpowiedniki, znikną z rynku. Jest wśród nich 11 molekuł, a w sumie 16 prezentacji. Jednak żaden z tych preparatów nie stanowi limitu refundacyjnego, więc pacjenci będą płacić przez to więcej za leczenie.



  Stopka autorska:
Autor: Lidia Sosnowska-Smogorzewska
Artykuł opublikowany w numerze: PF 13(18)
Data publikacji: 2008-09-17
  Poleć znajomemu artykuł
email znajomego :
Redakcja         Reklama         Prenumerata         Kontakt         Napisz do nas         Nota prawna    
Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów Artykuł dostępny wyłącznie dla lekarzy