Piątek, 25 maja 2012 r.
Puls Medycyny
Szukaj »
Nowoczesne technologie muszą być w rękach doświadczonych lekarzy
Sekcja: Raport
Data publikacji: 2008-06-25
Inne artykuły:
Farmakoekonomiczna ocena leczenia jest sprawą społecznie drażliwą. Leczenie adiuwantowe (chemioterapia uzupełniająca), którego zadaniem jest wspomożenie innych metod (głównie chirurgii), powinno być stosowane jak najszerzej, ponieważ ma wpływ także na odległe wyniki leczenia. Co do terapii paliatywnej sam często mam wątpliwości. W wielu krajach wyznaczono tzw. limity opłacalności.
Osobiście jestem zwolennikiem bardzo wyważonej farmakoanalizy. Jeżeli mamy dowód, że jakieś leczenie wyraźnie przedłuża życie, powinno być stosowane. Co jednak robić, jeśli chodzi o przedłużenie życia o kilka tygodni? Z jednej strony mamy szalone koszty, z drugiej niedobór środków. Wyjściem z sytuacji jest, moim zdaniem, referencyjność ośrodków. Decyzje o rozpoczęciu drogiej terapii powinny być podejmowane wyłącznie przez komitet terapeutyczny złożony z lekarzy kilku specjalności (wśród nich musi być onkolog kliniczny, czyli chemioterapeuta z dużym doświadczeniem). Nie powinna to być decyzja jednej osoby. Jako onkolog, czy nawet jako dyrektor Instytutu Onkologii nie uzurpuję sobie prawa do wszechwiedzy, dlatego w centrum takie decyzje często podejmujemy gremialnie.
Wielokrotnie zdarza się, że ktoś napiera na leczenie ponadstandardowe, terapię o małym dorobku wyników badań klinicznych. Jest to leczenie eksperymentalne - bardzo indywidualna sprawa. Są bowiem przypadki, w których jest to uzasadnione i pieniądze powinny się na to znaleźć. Miałem kiedyś pacjenta, który poprosił mnie, żeby pomóc mu przeżyć jeszcze kilka tygodni, bo chce skończyć książkę, którą pisał. Teraz kończy już drugą, bo akurat w jego przypadku udało się uzyskać spektakularny wynik leczenia paliatywnego. Tak też bywa. Ale niestety nie zawsze.
Opinie środowiska są bardzo rozbieżne: są bardzo żarliwi zwolennicy wdrażania w życie decyzji Agencji Oceny Technologii Medycznych i są tacy, którzy patrzą na to po "obywatelsku", czyli w kategoriach "koszt i ewentualny zysk". Ja jestem zwolennikiem nowoczesnych technologii, pod warunkiem, że są one w rękach doświadczonych lekarzy, którzy nie należą do grona nowinkarzy.
W każdym przypadku trzeba pamiętać o tym, że także chorzy muszą wiedzieć, na czym polega leczenie i z czym przy zastosowaniu danej terapii muszą się liczyć. Niektórzy nie akceptują bowiem zagrożenia albo dotkliwych powikłań i zdarza się, że z ich powodu, już w trakcie podawania bardzo drogich leków, rezygnują z terapii.
Jest wiele sposobów, by "zaoszczędzić" w onkologii. Na przykład trzeba dążyć do tego, aby jak najwięcej chorych leczyć w systemie ambulatoryjnym - co jest korzystne nie tylko dla systemu, ale i dla samych chorych (udowodniono naukowo, że przebywanie wśród bliskich sprawia, że chory lepiej znosi terapię). Brakuje jednak szpitali dziennych, a te istniejące są bardzo przeciążone. Z zaplanowanych kiedyś kilkudziesięciu wlewów dziennie dziś wykonuje się u nas 150-180. Żeby wybrnąć z sytuacji, leczymy chorych na korytarzach niektórych klinik, bo to lepsze niż odmówienie leczenia. Ale to nie wszystko: leczenie ambulatoryjne, dużo tańsze niż szpitalne, jest możliwe przy zastosowaniu specjalnej, jednorazowej pompy. Nie są one jednak refundowane przez NFZ, mimo istotnej korzyści, również z ekonomicznego punktu widzenia.
Inny przykład. Narodowy Fundusz Zdrowia pozwala onkologowi zlecić jedną kompleksową wizytę w ciągu roku. Tymczasem zgodnie z zasadami dobrej praktyki klinicznej powinny odbyć się cztery lub nawet więcej badań kontrolnych. To zresztą byłoby z pożytkiem dla wszystkich: dla chorego, któremu w razie potrzeby zmieniono by terapię, ale i dla systemu, bo nie narażamy płatnika na bezsensowne ciągnięcie nieskutecznej terapii.
Dysponujemy już bardzo nowoczesnymi narzędziami do sprawdzania, czy w konkretnym przypadku leczenie zadziała. Mam na myśli absolutną nowość - test molekularny do zastosowania w przypadku nowotworów jelita grubego (jestem przekonany, że wskazania prędko się rozszerzą). Można w ten sposób zbadać geny, polimorfizmy, mutacje i otrzymujemy odpowiedź, np. na temat nadwrażliwości na leki. Dzięki temu jesteśmy w stanie podjąć w pełni świadomą decyzję: czy rozpoczynać leczenie, czy będzie ono nieskuteczne. Jest to o tyle ważne, że w niektórych nowotworach na 100 chorych odpowiada na leczenie jedynie kilkunastu. Ale będzie to możliwe tylko wtedy, gdy NFZ zdecyduje się refundować koszty (cena takiego testu to 500 zł). Czy tak się stanie?







  Stopka autorska:
Autor: prof. Marek Nowacki,
kierownik Kliniki Nowotworów Jelita Grubego, dyrektor Centrum Onkologii w Warszawie

Artykuł opublikowany w numerze: 12 (175)
Data publikacji: 2008-06-25
  Poleć znajomemu artykuł
email znajomego :
Redakcja         Reklama         Prenumerata         Kontakt         Napisz do nas         Nota prawna    
Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów Artykuł dostępny wyłącznie dla lekarzy