W medycynie nie można wszystkiego zaszufladkować Data publikacji: 2008-06-25Nie jestem zwolennikiem podejścia, zgodnie z którym leczymy w Polsce wszystkimi dostępnymi na świecie lekami, bo to jest nie tylko niemożliwe, ale przede wszystkim nierozsądne. Trudno jednak utrzymywać tezę, że drogie terapie są niedostępne ze względu na ograniczony stan finansów NFZ, skoro fundusz ma nadwyżki finansowe. Potrzebny jest po prostu zdrowy rozsądek, podejście uwzględniające analizy skuteczności leczenia.
Trzeba ograniczyć możliwość powszechnego stosowania drogich terapii. Należy określić odpowiednie kryteria kwalifikujące do takiego leczenia.
Czy zgody indywidualne na leczenie powinny zostać zlikwidowane? Nie jestem lekarzem, więc to jest dla mnie trudne pytanie. Medycyna jest zbyt trudną dziedziną, by dało się w niej wszystko "zaszufladkować", określić standardy i dlatego prawdopodobnie zawsze musi istnieć jakaś forma indywidualnej zgody na leczenie. Także praktyka zarządzania funduszem wskazywała, że są takie potrzeby i pozbawienie lekarzy tego prawa byłoby ze szkodą dla ubezpieczonych.
Jeśli mają być wydawane indywidualne decyzje, to oczywiście na kogoś ten obowiązek trzeba zrzucić. Jako prezes NFZ musiałem rozpatrywać odwołania od decyzji odmawiających zgody na takie leczenie. Ze względu na brak wykształcenia medycznego zawsze w takich sprawach prosiłem o opinię merytoryczną konsultanta krajowego. Ja mogłem wypowiadać się tylko w kwestii możliwości publicznego sfinansowania danej terapii.
Jeśli chodzi o trafność decyzji indywidualnych, to - jak zwykle - wszystko zależy od ludzi, ponieważ nie można ustalić sztywnego rocznego limitu wydatków na ten cel, bo w ochronie zdrowia nieraz trzeba działać naprawdę niestandardowo. Jeżeli konsultant krajowy weźmie odpowiedzialność za część medyczną, ale będzie uwzględniał możliwości ekonomiczne, a osoba odpowiedzialna za finansowanie będzie wrażliwa na względy medyczne, i jeśli jeszcze będzie to duet, który potrafi ze sobą rozmawiać, to zgody indywidualne są do zaakceptowania. Gorzej, jeśli osoby te prezentują podejście ambicjonalne - kto z kim wygra.
Polityka zdrowotna na terenie całego kraju musi być jednakowa. Nie może więc być tak, że miejsce zamieszkania decyduje o szansach na uzyskanie zgody indywidualnej na leczenie. Jeśli jednak tak jest, że sytuacja zdrowotna pacjenta jest jednakowa i jeden dyrektor oddziału NFZ decyduje o sfinansowaniu określonego leczenia, a drugi w innym województwie mówi "nie", to znaczy, że istnieje spór pomiędzy specjalistami wojewódzkimi, bo odmowa leczenia na terenie województwa musi mieć silną podstawę nie finansową, ale medyczną, a medycyna jest jedna czy to na Mazowszu, czy na Dolnym Śląsku.
W żadnym wypadku nie zgadzam się z tezą posła Marka Balickiego, że to minister zdrowia powinien określać zakres świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych czy też grupy leków przysługujące pacjentowi, a płatnik powinien je tylko finansować, nadzorować i rozliczać. ("Publiczne pieniądze na zdrowie muszą być przejrzyście dzielone", Puls Medycyny nr 11/2008 r. - przyp. red.). Takie myślenie jest całkowicie błędne, to jest przyczyna, dla której trzeba było przeprowadzić reformę w 1998 r. i wyłączyć finansowanie służby zdrowia z budżetu państwa. Dopóki bowiem minister zdrowia nie odpowiada za finanse, nie może decydować, na co wydawane są pieniądze ze składek ubezpieczonych. Nie byłoby w rządzie ministra finansów, gdyby ministrowie innych resortów mogli sami decydować o tym, jakie będą mieli wydatki. W podejmowaniu decyzji, jakie świadczenia zdrowotne finansować, płatnik nie potrzebuje polityka, tylko wiedzy krajowego specjalisty.
Poleć znajomemu artykuł |