Sytuację uzdrowiłoby posiadanie przez lekarzy dostępu do informacji, jaka jest odpłatność ordynowanego leku. Dziś taką wiedzę ma farmaceuta, a to lekarz powinien otrzymywać obligatoryjnie takie wydawnictwo. Ułatwiłoby to zaproponowanie pacjentowi terapii skutecznej, ale jednocześnie odpowiadającej jego możliwościom finansowym - uważa
Irena Rej, prezes "Farmacji Polskiej" .
Ministerstwo Zdrowia przygotowało nowe listy leków refundowanych. Zniknie 140 preparatów, które nie są produkowane lub zostały wycofane z obrotu, a na ich miejsce trafią 23 nowe. Zabraknie jednak wśród nich leków innowacyjnych. Podobnie jak w ciągu ostatnich 8 lat, na listy refundacyjne - poza ubiegłorocznym wykazem grudniowym - trafią generyki. Jak pani ocenia tę decyzję?
- Nie jako producent, ale jako pacjent uważam, że lek innowacyjny daje większe możliwości pokonania choroby. Jest bardziej skuteczny i często skraca czas leczenia. Nowocześniejsze leki mają też mniej działań niepożądanych. Natomiast podczas terapii preparatami odtwórczymi niejednokrotnie trzeba dodatkowo przyjmować np. leki osłonowe czy zmniejszające zawroty głowy. A to podnosi koszt leczenia.
Zmierzam do tego, że należy zawsze zadawać sobie pytanie nie tylko o koszt leku, ale o koszt całej terapii. A stanowi ona wydatek nie tylko dla budżetu, ale i dla pacjenta. Dopłaca on coraz więcej, bo kwoty przeznaczane przez państwo na refundację nie tylko nie rosną, ale nawet są zmniejszane. Dodam, że na producentach wymuszane jest ciągłe obniżanie cen oferowanych leków, a przecież koszty wytwarzania rosną. Podnoszą je między innymi opłaty związane z harmonizacją dokumentacji preparatów leczniczych do wymagań unijnych.
Jakich zatem zmian oczekuje pani po przygotowywanej przez resort zdrowia nowelizacji przepisów regulujących refundację leków?
- Uważam, że najważniejsza jest transparentność. Musi istnieć możliwość odwołania się przez producenta od decyzji Ministerstwa Zdrowia, a terminy powinny obowiązywać nie tylko firmy, ale i resort zdrowia.
Moim zdaniem, należy oddzielić dwie procedury: ocenę - przez ekspertów - czy lek, który producent zgłasza na listę refundacyjną, rzeczywiście przynosi korzyści terapeutyczne i odpowiedź na pytanie, czy budżet stać na refundację danego leku.
Powinny istnieć trzy listy refundacyjne: podstawowa, uzupełniająca i taka, na której znalazłyby się leki na choroby przewlekłe. Natomiast farmaceutyki na tzw. choroby rzadkie nie powinny trafiać na listy refundacyjne, ale znaleźć się w programach terapeutycznych, bo ludzie cierpiący na takie schorzenia muszą mieć dostęp do leków. Wiadomo, że pieniędzy w budżecie nie starcza na zaspokojenie wszystkich potrzeb i trzeba dokonywać wyboru. Warto jednak pamiętać, że wszyscy płacimy składki, każdy zatem ma prawo do korzystania z leków refundowanych przez państwo. Ważne są wszystkie grupy terapeutyczne i, moim zdaniem, przynajmniej jedna substancja na każdą z nich powinna się znaleźć na liście leków refundowanych.
Nie znamy dokładnie projektu resortu zdrowia, ale opublikowany został projekt ustawy regulującej wszystkie kwestie refundacyjne autorstwa INFARMY. I ja się podpisuję pod zawartymi w nim zmianami, gdyż implementuje on przepisy obowiązujące w krajach Unii Europejskiej i jednocześnie odpowiada na zarzuty stawiane nam przez Komisję Europejską, chociażby właśnie o brak transparentności.
Wiceminister zdrowia Marek Twardowski zapowiedział na naszych łamach, że resort ma w planach przychylenie się do postulatów aptekarzy i wprowadzenie sztywnych marż i cen detalicznych na leki refundowane. Nie wykluczył też dyskusji w sprawie tzw. geografii i demografii aptek. Czy wprowadzenie takich ograniczeń uważa Pani za słuszne?
- Nie wiem, dlaczego ministerstwo chce uniemożliwić pacjentom zakup tańszych leków? Taką możliwość mamy przy zakupie każdego towaru. Oczywiście leki to nie są typowe produkty. Różnica polega na tym, że ich sprzedaży powinna towarzyszyć fachowa informacja o preparacie i porada. Projektowi wprowadzenia sztywnych cen jestem przeciwna, bo jest antyrynkowy.
Co do geografii i demografii, to moim zdaniem decyzje w tej sprawie należy pozostawić samorządom lokalnym. Są różne sytuacje do indywidualnego rozpatrzenia. Na pewno nie może powstawać jedna apteka obok drugiej. Z drugiej strony, apteka służy przecież pacjentom. Dlatego powinna być tam, gdzie jest potrzebna, ale to najlepiej potrafi ocenić samorząd. Przy wydawaniu takich decyzji wskazana byłaby współpraca samorządu lokalnego z izbami aptekarskimi.
Czy farmaceuta może doradzać zakup innego - tańszego - leku niż wypisany na recepcie? Dla niektórych pacjentów to jedyna szansa na rozpoczęcie czy kontynuowanie terapii.
- Aptekarz powinien poinformować pacjenta o możliwości wyboru innego, tańszego leku, ale to lekarz podejmuje decyzję o kształcie terapii. Farmaceuta jedynie wydaje leki i udziela porady. W niektórych sytuacjach powinien po prostu skierować pacjenta ponownie do lekarza. To, aby decyzja na temat terapii nie zapadała w aptece, jest obecnie tym bardziej istotne, że za pierwszym stołem często stoi technik farmaceutyczny, a nie magister.
Myślę, że sytuację uzdrowiłoby posiadanie przez lekarzy dostępu do informacji, jaka jest odpłatność ordynowanego leku. Dziś taką wiedzę ma farmaceuta, a to lekarz powinien otrzymywać obligatoryjnie takie wydawnictwo. Ułatwiłoby to zaproponowanie pacjentowi terapii skutecznej, ale jednocześnie odpowiadającej jego możliwościom finansowym.
Na czym w takim razie powinna polegać opieka farmaceutyczna, zapisana w znowelizowanej ustawie o izbach aptekarskich?
- Moim zadaniem, wpisanie opieki farmaceutycznej do ustawy to jedno z największych osiągnięć ostatnich lat. Porada powinna jednak przede wszystkim dotyczyć preparatów wydawanych bez recepty. Na rynku jest coraz więcej leków i suplementów diety, w rezultacie pacjent często leczy się sam. Trudno jest mu jednak samodzielnie ocenić, który z preparatów jest dla niego najbardziej wskazany. Wówczas porada farmaceuty jest bezcenna. Niewłaściwe zażycie leków może doprowadzić nawet do zapaści. Opiekę farmaceutyczną wyobrażam sobie właśnie jako kształtowanie zdrowego stylu życia.
Czy apteka powinna informować pacjenta o nowych preparatach i oferowanych usługach? Jeśli tak, to w jaki sposób ma to robić?
- Pacjent, który wchodzi do apteki z konkretnym pytaniem, powinien otrzymać wyczerpującą informację, także o nowościach. A zadaniem aptekarza jest zaproponowanie mu najlepszego rozwiązania - postaci, dawki i ceny leku. Jak już wspomniałam, preparatów na rynku przybywa, a na dodatek obserwujemy zamianę leków Rx na OTC, a z kolei OTC na suplementy diety. Producent ma prawo o tym powiadomić, a materiały informacyjne powinny być dostępne w aptece. Najlepiej, żeby się farmaceuta z nimi zapoznał.
Nie jest niczym złym zaproponowanie pacjentowi nowości, jeśli poszukuje preparatu na określoną dolegliwość. Podkreślam - informacja nie jest naganna. Ale powinna dotyczyć jedynie danych znajdujących się w opisie leku. Istotne jest też przekazywanie informacji o działaniach niepożądanych. Nie jest natomiast dozwolone wartościowanie.
Nie należy się też bronić przed powiadamianiem o tym, jakiego rodzaju usług może się pacjent spodziewać w danej placówce czy sieci aptek. I tak każdą informację czy nawet reklamę zweryfikuje rynek. Pacjent ceni rzetelność i uczciwość i idzie tam, gdzie jest traktowany podmiotowo, a nie przedmiotowo. Aptekarz powinien być przyjacielem pacjenta, a to niezwykła misja.