Motywująca atmosfera współpracy Data publikacji: 2008-05-14Ostatnio moje weekendy składają się z części służbowej i części prywatnej. Część służbowa weekendu zaczyna się w piątek wieczorem, a kończy w sobotę po południu. Wówczas to, w różnych polskich ośrodkach prowadzę zajęcia dla lekarzy - szefów, a tematem zajęć jest motywacja i motywowanie. Ponieważ są to zajęcia o charakterze warsztatowym, mam okazję wysłuchać wielu ciekawych historii z życia oraz profesjonalnie o nich podyskutować. Dziś chciałbym się z państwem podzielić jedną z nich, gdyż rzecz zdarzyła się w aptece. Otóż sprawy wyglądały tak:
Do nowoczesnej, ekskluzywnej i prężnie działającej apteki w dużym mieście wszedł dystyngowany pan. Obsługa nie wiedziała, że ów pan to profesor - znany w mieście i szanowany lekarz. Osoba, a raczej jej pozycja nie ma wpływu na zasadniczy smak owej historii - no, może od pewnego momentu jest przyprawą. Pan profesor zaszedł do apteki przy okazji. Był razem z żoną na "spacerze handlowym" po galerii. Uprzejmie poprosił obsługującą go panią technik (co wynikało z identyfikatora) o lek przeciwbólowy, plaster z opatrunkiem, dezodorant, krem do rąk i jeszcze kilka podobnych produktów. Łącznie otrzymał siatkę pełną drobiazgów, paragon i prośbę o zapłatę kwoty około 250 zł. Zerknął więc na paragon i zobaczył, że znajduje się tam krem pod oczy, o który nie prosił. Mało tego, rzeczonego kremu nie było w siatce. Profesor uprzejmie zwrócił się do pani technik mówiąc, że może "nabijając" krem do rąk, omyłkowo wpisała pozycję obok na liście produktów lub popełniła podobną, niegroźną pomyłkę.
Niestety, zestresowana i być może przepracowana intensywnym weekendem pani technik nie przyznała się do błędu. Znacznie gorzej. Pani technik próbowała udowodnić klientowi, że to on się myli, bo skoro dostał krem, to dlatego, że o niego poprosił. Ponadto - jeśli nie chce zabrać kremu - pani technik musi iść po kierowniczkę (panią magister). Tylko kierowniczka może wycofać produkt z paragonu, bo taką mają procedurę w aptece. Po chwili więc pani kierownik pojawiła się przy pierwszym stole. Ona również nie znała klienta. Poprosiła o przedstawienie sytuacji i usłyszawszy wyjaśnienie... "wsiadła" przy klientach na panią technik, używając słów typu: "niekompetentna", "zagubiona", "znowu", "rozkojarzona", "nieuprzejma", "jak zwykle". Ton jej wypowiedzi nadał dodatkowego znaczenia wszelkim tym sformułowaniom. Nawet klient - który (jakoby) był właśnie broniony - osłupiał i poczuł się nieswojo. Próbował coś powiedzieć, aby tak zupełnie nie pognębiać młodej pracownicy, ale nie został dopuszczony do słowa. Na nieszczęście dla tejże do awantury przyłączyła się właścicielka apteki, która - o zgrozo - rozpoznała profesora. Gdy właścicielka usłyszała o co chodzi, a kierowniczka dowiedziała się, że klient to pan profesor...
Od czego to ja zacząłem? A, już wiem. Od motywacji i motywowania. Życzę państwu motywujących szefów i zmotywowanych pracowników. I dobrej, motywującej atmosfery współpracy w aptece.
Poleć znajomemu artykuł |