Polski farmaceuta na Wyspach Data publikacji: 2008-05-14Praca farmaceuty w Wielkiej Brytanii znacznie różni się od wykonywanej przez aptekarzy w naszym kraju. W zakres obowiązków brytyjskich farmaceutów wchodzi wiele czynności, których nie świadczy personel polskich aptek, takich jak współpraca z klinikami uzależnień, szczepienia przeciw grypie, udzielanie porad w profilaktyce otyłości, wydawanie tabletek postkoitalnych. Na sprostanie takim wymaganiom decydują się najczęściej ludzie młodzi, którzy chcą sprawdzić swoje możliwości, nauczyć się czegoś nowego i pogłębić znajomość języka angielskiego. Trójka z nich opowiedziała nam o tym, co ich skłoniło do wyjazdu z Polski oraz o swojej pracy i życiu na emigracji. Rzeczywistość inna od wyobrażeń
Łukasz Walijewski z Aldridge - w Wielkiej Brytanii od połowy 2007 roku.
Wyjechałem pracować do Anglii, ponieważ chciałem udowodnić sobie, że sprostam temu wyzwaniu. W podjęciu decyzji pomogła mi żona. Byłem też przekonany, że jako farmaceuta będę dostawał dość duże pieniądze za ciekawą i mało stresującą pracę. Na miejscu okazało się jednak, że rzeczywistość różni się nieco od moich wyobrażeń.
Miesięcznie zarabiam średnio dwa tysiące funtów - dostaję wypłatę, a do tego co jakiś czas bonus. Życie tu nie jest drogie. Na rachunki muszę przeznaczyć około 800 funtów. Nie oszczędzam na jedzeniu, na zakupy dla siebie i żony wydaję co miesiąc 200 funtów. Niestety, bardzo drogi jest transport. Nawet jeśli kupię bilet miesięczny, to opłaty za dojazdy i tak wynoszą dużo. Jak doliczę do tego wydatki na ubrania, co jakiś czas zakup prezentów dla rodziny oraz bilety na samolot do Polski, to pensja się rozchodzi.
W Anglii pracuję od czerwca 2007 roku. Najpierw przeszedłem dwumiesięczny trening w dość ruchliwej aptece, dzięki czemu mogłem nauczyć się wykonywania wszystkich czynności, które należą do obowiązków farmaceuty. Później trafiłem do apteki, która od dwóch lat poszukiwała magistra farmacji. Miałem w niej bardzo dużo obowiązków - m.in. wymagano ode mnie przeprowadzania wielu Medicines Use Review (MUR), czyli konsultacji pacjentów, które polegają na udzielaniu informacji o przyjmowanych lekach, upewnianiu się, że chorzy przyjmują medykamenty regularnie i zgodnie z zaleceniami. W zakres tej usługi wchodzi również doradzanie lekarzowi w wyborze leków zastępczych - na koniec konsultacji pacjent dostaje raport od farmaceuty w dwóch kopiach, z czego jedną przekazuje lekarzowi prowadzącemu.
W styczniu tego roku znalazłem zatrudnienie w bardzo spokojnej aptece w miejscowości Aldridge. Wprawdzie obecnie placówka działa na granicy opłacalności, ale wierzę w jej rozwój.
Z moich doświadczeń wynika, że farmaceucie obcokrajowcowi nie jest łatwo znaleźć pracę w atrakcyjnym miejscu. W Anglii polscy farmaceuci traktowani są raczej jako ?zapchajdziury", mimo że poważniej podchodzą do pracy niż Brytyjczycy. Według mnie, Anglicy są dość leniwi, mało zorganizowani, bałaganiarscy.
Na szczęście nie narzekam na brak towarzystwa Polaków. Z kraju wyjechałem z żoną. Niedaleko nas mieszka Polka, także farmaceutka. Często pomagamy sobie w pracy. Znam również innych farmaceutów z Polski, z którymi czasem mailuję albo kontaktuję się przez Gadu-Gadu. W sprawach zawodowych wszyscy możemy na siebie liczyć.
Wzajemna pomoc jest szczególnie cenna na początku pracy na Wyspach. W Anglii do obowiązków farmaceuty należy wiele zadań, których nie wykonuje się w polskiej aptece. Poza wydawaniem leków udziela on porad dotyczących rzucania palenia, leczenia otyłości, wykonuje pomiary ciśnienia, badania poziomu glukozy i cholesterolu. Farmaceuta wydaje też tabletki postkoitalne, które w Wielkiej Brytanii można dostać bez recepty, oraz przygotowuje tacki z lekami dla pensjonariuszy domów opieki społecznej. Aptekarze współpracują z klinikami leczenia uzależnień - m. in. wydają metadon i nadzorują jego przyjmowanie na terenie apteki. Coraz więcej farmaceutów wykonuje testy na obecność chlamydii oraz szczepi pacjentów przeciw grypie.
Praca farmaceuty w brytyjskiej aptece nie jest lekka, ale mimo to polecam ją kolegom, którzy chcą sprawdzić swoje umiejętności i nauczyć się czegoś nowego. Ja pracuję od 9 do 18, nie mam więc zbyt dużo wolnego czasu. Po powrocie do domu najczęściej oglądam telewizję lub spędzam czas przed komputerem, czasem coś poczytam. Planuję zostać tutaj kilkanaście lat. Na pewno kiedyś wrócę do Polski, ponieważ tęsknię za rodziną. Praca w polskiej aptece zupełnie mi nie odpowiada. Mam wrażenie, że w niektórych nadrzędnym celem jest jedynie sprzedaż jak największej liczby leków, a ja nie po to studiowałem 5,5 roku, aby teraz po prostu handlować medykamentami.
W poszukiwaniu przygody
Ewa Koprowska - w północno-wschodniej Anglii pracuje już ponad rok.
Do Anglii przyjechałam w połowie lutego 2007 roku. Najpierw przez trzy miesiące miałam tzw. trening, a od końca maja 2007 r. pracuję już jako samodzielny farmaceuta. Wyjechałam do pracy za granicę, ponieważ chciałam zdobyć nowe doświadczenia, przeżyć przygodę oraz w pełni się usamodzielnić. Oczywiście, możliwość wysokich zarobków również była istotna.
Już w trakcie stażu byłam w kontakcie z firmą rekrutacyjną. Dzięki skorzystaniu z usług "A-Team" załatwienie wszelkich formalności i znalezienie interesującej oferty było dość proste. Krótkie interview z przedstawicielką przyszłego pracodawcy i 4-częściowy egzamin UBELT, który sprawdza znajomość farmaceutycznego języka angielskiego, odbyły się jednego dnia w siedzibie firmy rekrutacyjnej. Po uzyskaniu pozytywnych wyników zaczęłam kompletować dokumenty: tłumaczenia dyplomu i prawa wykonywania zawodu, deklarację zdrowia oraz wniosek o rejestrację w Królewskim Towarzystwie Farmaceutycznym (RPSGB). Resztą zajął się "A-Team". Ja czekałam tylko na propozycje lokalizacji.
Chciałam pracować w północno-wschodniej Anglii, ponieważ byli tam moi znajomi ze studiów. Po kilku miesiącach dostałam ofertę z miejscowości, na której najbardziej mi zależało. Wyjechałam wiedząc, że nie będę na miejscu sama. Większość pracujących w tej okolicy farmaceutów to osoby młode, które przyjechały tu do pracy od razu po studiach. Nie znam takich, którzy mogliby pochwalić się dłuższym stażem w polskiej aptece.
Na początku pracy w Anglii miałam wiele pytań. Dużo pomogły mi rozmowy telefoniczne z kolegą z innej apteki - dzięki nim mogłam upewnić się, czy nie popełniam błędu, co oszczędziło mi dodatkowego stresu w pracy. Widząc jak bardzo cenna jest pomoc znajomych po fachu, stworzyłam stronę dla polskich farmaceutów, którzy pracują na Wyspach lub rozważają podjęcie takiej decyzji. Forum służy głównie wymianie doświadczeń z pracy, ale można tu również znaleźć pomoc w radzeniu sobie z problemami życia na emigracji. Poza tym oczywiście scala nasze środowisko, bo łączą nas nie tylko sprawy zawodowe. Trzymamy się razem, choć nie izolujemy od innych - najczęściej bawimy się w międzynarodowym towarzystwie, nie tylko polsko-angielskim.
Zanim wyjechałam do Wielkiej Brytanii do pracy, już wcześniej bywałam w tym kraju. Podczas tych wizyt zwiedziłam Londyn oraz południe Anglii. Wydawało mi się, że znam nieźle Anglików. Okazało się jednak, że wciąż potrafią mnie zadziwić. Na północy kraju ludzie są bardziej bezpośredni i przyjaźni. Poza Newcastle, przeważają tu niewielkie miasteczka, w których większość mieszkańców zna się przynajmniej z widzenia. Zawód farmaceuty jest tu doceniany i szanowany. Anglicy często mają nawet większe zaufanie do farmaceuty niż do lekarza. To właśnie do apteki kierują pierwsze kroki w przypadku jakichkolwiek dolegliwości i pytań, tym bardziej że okres oczekiwania na wizytę w przychodni jest dość długi. Farmaceuci z Polski są lubiani i postrzegani jako kompetentni.
Pracuję jako relief pharmacist - codziennie jestem w innej aptece, w zależności od potrzeb pracodawcy. Zastępuję stacjonarnych farmaceutów, którzy zachorowali albo wzięli dzień wolny. To stanowisko wiąże się z dojazdami, ciągłą zmianą personelu, wśród którego się pracuje, i pacjentów. Mnie jednak taka praca odpowiada - nie grozi mi rutyna.
Mieszkam w niewielkiej miejscowości w północno-wschodniej Anglii. Jest tu dość spokojnie, a poza tym taniej niż w innych rejonach Wielkiej Brytanii. Niestety, jak wszędzie, bardzo drogi jest transport, ale za podróże do aptek koszty zwraca mi pracodawca. Praca sprawia mi przyjemność, jest wciąż pełna wyzwań i na razie mnie nie nudzi. Nie wiem jednak, czy chciałabym zostać na Wyspach na zawsze. Może popracuję tu jeszcze 2-3 lata, a potem przeniosę się gdzie indziej.
Kuszące wysokie zarobki
Mateusz Rosiak z Glossop - na Wyspach Brytyjskich ponad 9 miesięcy.
Nie zaprzeczam, że jednym z głównych powodów wyjazdu do pracy do Anglii była pięciokrotnie wyższa pensja. Ważne były też dodatkowe atuty - rozwinięta opieka farmaceutyczna, pozwalająca wykorzystać w praktyce wiedzę zdobytą na studiach, oraz możliwość szlifowania języka angielskiego na co dzień, nie tylko w sytuacjach zawodowych.
Przed wyjazdem musiałem załatwić niezbędne formalności. Do zarejestrowania się w Królewskim Towarzystwie Farmaceutycznym Wielkiej Brytanii (RPSGB) potrzebne mi były uwierzytelnione tłumaczenia: dyplomu magisterskiego, aktu urodzenia i prawa wykonywania zawodu. Dokumenty te, wraz z zaświadczeniem od lekarza i z Naczelnej Izby Aptekarskiej oraz wypełnionym kwestionariuszem, wysłałem do towarzystwa. Pamiętam, że zaskoczyła mnie wysokość opłaty za zaświadczenia z NIA, stanowiąca równowartość 100 euro. Opłatę rejestracyjną RPSGB pokrył pracodawca, który zajmował się dalszym przebiegiem rejestracji.
Pracując 36 godzin tygodniowo, na rękę dostaję miesięcznie około 1,9 tys. funtów. Z tej sumy około 600 funtów pochłaniają czynsz i rachunki. Zazwyczaj - umiarkowanie zaciskając pasa - udaje mi się na jedzenie i rozrywki nie przekroczyć 300 funtów i odłożyć z wypłaty 1000 funtów. Największym wydatkiem jest opłata za wynajem mieszkania, ale - jeśli dzieli się koszty ze współlokatorem - można płacić znacznie mniej, nawet 250 funtów.
Część pieniędzy na tzw. przyjemności wydaję na treningi jujitsu, filmy DVD oraz weekendowe spotkania ze znajomymi. Jeżeli nie pada, jeżdżę po okolicy na rowerze i robię zdjęcia. Gdy aura nie sprzyja wycieczkom, czytam - głównie materiały CPPE (Centre for Pharmacy Postgraduate Education), brytyjskiej organizacji pomagającej farmaceutom w szkoleniu ustawicznym, w tym również za pomocą systemów e-learning.
Wśród moich znajomych są oczywiście farmaceuci z Polski. Jeśli mam jakiś problem, zawsze mogę do nich zadzwonić. Wszyscy, których poznałem, wyjechali w ciągu ostatnich trzech lat. Są to z reguły ludzie bardzo młodzi, nie spotkałem jeszcze farmaceuty z Polski, który byłby po trzydziestce. Najczęściej, tak jak ja, nie pracują w metropoliach. Polacy są zatrudniani głównie w aptekach sieciowych - tam, gdzie brakuje farmaceutów. Prawie zawsze można wybrać region kraju, ale rzadko konkretną lokalizację. Ja pracuję w Glossop - miejscowości położonej około 30 km od Manchesteru.
Nie zamierzam zostawać w Anglii na dłużej. Planuję wrócić do kraju jak najszybciej, czyli jak tylko wygaśnie piętnastomiesięczny kontrakt. Lepiej czuję się w Polsce, w klimacie kontynentalnym, wśród bliskich mi ludzi i miejsc.
Poleć znajomemu artykuł |