Dopuszczenie nieokreślonej liczby aptek zagraża bezpieczeństwu tych, którzy w tym systemie pracują. Wszystkie dane mówią, że jeśli na aptekę przypada mniej niż 4-5 tys. mieszkańców, to taka placówka nie jest w stanie się utrzymać. Sprawa liczby aptek to jest trudny problem, będziemy na ten temat rozmawiać - zapowiada Marek Twardowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia.
Czy złożył już pan oświadczenie do Rejestru Korzyści?
- Rejestr Korzyści rzeczywiście już obowiązuje. Obecnie doprecyzowujemy, która osoba zostanie wyznaczona przez dyrektora generalnego Ministerstwa Zdrowia do przechowywania tych dokumentów, ustalamy też termin, w jakim należy je złożyć. Myślę, że pracownicy Departamentu Gospodarki Lekowej i Farmacji - ze mną jako ministrem odpowiedzialnym za jego pracę - będą mieli bardzo czystą i przejrzystą kartotekę, czyli że nasz rejestr będzie pusty. Od listopada 2007 roku przyjęliśmy zasadę, że ani ja, ani żaden z pracowników tego departamentu nie będzie przyjmował żadnych prezentów od firm farmaceutycznych, nawet o nikłej wartości, bo nie ma takiej potrzeby.
I dlatego swoje urzędowanie w resorcie zdrowia rozpoczął pan od ogłoszenia regulaminu kontaktów z firmami farmaceutycznymi?
- Wiem, że jednym się to podobało, innym nie, ale teraz te zasady są bardzo przejrzyste. Po pierwsze, firma, która chce się z nami spotkać, zwraca się do nas na piśmie, przedstawiając propozycję spotkania, jego tematykę oraz termin. W spotkaniu z naszej strony uczestniczy trzech przedstawicieli Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji, ja jestem czwartą osobą. Jest ono nagrywane, protokołowane i firma otrzymuje w ciągu 14 dni protokół, który ze względu na tajemnicę handlową nie jest upubliczniany. Na stronie internetowej jest jednak informacja, że takie spotkanie miało miejsce.
Ministerstwo Zdrowia, przygotowując nowe listy refundacyjne, po raz pierwszy opublikowało projekt limitów cen na leki refundowane. Jak ten pomysł się sprawdził?
- Rzeczywiście, zgodnie z ostatnią nowelizacją prawa farmaceutycznego, firmy farmaceutyczne otrzymały 7 dni na ewentualne nowe propozycje cenowe. I ku naszemu dużemu zadowoleniu, nastąpiło wiele obniżek cenowych z wolnej i nieprzymuszonej woli producentów leków. A zatem wniosek jest taki - potrzebne jest nie sterowanie ręczne przez państwo, tylko postępowanie zgodnie z zasadą, że konkurencja sama reguluje rynek. Jeżeli leki będą tańsze w danej grupie terapeutycznej, to zaoszczędzone w ten sposób środki będziemy mogli przeznaczyć na finansowanie w następnych propozycjach list refundowanych innych schorzeń, na które leki do tej pory nie były refundowane.
Kiedy planowane są kolejne zmiany w prawie farmaceutycznym?
- Zgodnie z przyjętym harmonogramem prac, nową ustawę Prawo farmaceutyczne kierownictwo resortu powinno przyjąć w czerwcu tego roku. Jeżeli dobrze pójdzie, to w drugiej połowie roku projekt przyjmie rząd, a potem zostanie przesłany do laski marszałkowskiej.
Jakie to będą zmiany?
- Ustawa nie jest jeszcze gotowa, trudno więc w tej chwili przesądzać, jaki będzie miała ostateczny kształt. Na pewno będą zapisy, wprowadzające tzw. pionizację inspekcji farmaceutycznej, czyli wprowadzenie podległości wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych głównemu inspektorowi farmaceutycznemu. Jest to niezwykle istotne. Jesteśmy zgodni z minister Zofią Ulz, że jeżeli główny inspektor farmaceutyczny decyduje o tym, jak szybko lek może być wycofany, to musi mieć możliwość wyegzekwowania tej decyzji, bo inaczej mamy do czynienia z fikcją. Gdy podległości ustawowej nie ma, to GIF nie może na przykład korzystać ze świetnie wyposażonych laboratoriów w województwach. To jest marnotrawienie środków publicznych.
Musimy dookreślić w ustawie możliwość posiadania określonej liczby aptek w jednym ręku. Planujemy też wprowadzenie cen urzędowych i sztywnych marż na leki refundowane.
Ale przed chwilą mówił pan, że na rynku leków dobrze sprawdzają się mechanizmy konkurencji, a nie ręczne sterowanie...
- I ręcznego sterowania nie ma, a wprowadzenie cen urzędowych i sztywnych marż jest dopuszczone prawem i tak się czyni w krajach UE.
Aptekarze ponownie domagają się wprowadzenia geografii aptek. Czy resort zdrowia dopuszcza powrót dyskusji na ten temat?
- W demokratycznym państwie prawa dyskusja zawsze powinna być dopuszczona, dlatego że nikt nie posiada monopolu na mądrość. Rozmawiać na pewno trzeba, wysłuchiwać argumentów różnych stron. Rzeczywiście, dopuszczenie nieokreślonej liczby aptek zagraża bezpieczeństwu tych, którzy w tym systemie pracują. Wszystkie dane mówią, że jeśli na aptekę przypada mniej niż 4-5 tys. mieszkańców, to taka placówka nie jest w stanie się utrzymać. Sprawa liczby aptek to jest trudny problem, różnie rozwiązany w różnych krajach. Jeżeli zajdzie taka potrzeba, będziemy na ten temat rozmawiać, nie przesądzam jednak, jakie zapadną ostateczne decyzje. Jesteśmy otwarci na rozmowy ze wszystkimi środowiskami, trzeba wypracować taki model, żeby był powszechnie aprobowany.
Farmaceuci wciąż oczekują na ustawę o zawodzie farmaceuty.
- W naszej ocenie taka ustawa jest potrzebna. Musieliśmy jednak nakreślić pewne priorytety, a to, o co farmaceuci najbardziej zabiegali, zostało już wpisane do noweli ustawy o prawie farmaceutycznym. Jest tam doprecyzowane, kto może wykonywać zawód farmaceuty, na jakiej zasadzie może pracować w Polsce farmaceuta, który przyjeżdża z kraju należącego do Unii Europejskiej i spoza niej itd. Wpisaliśmy również w ustawie opiekę farmaceutyczną. To jest novum. Oczywiście spotkało się to z różnym odbiorem niektórych środowisk niefarmaceutycznych. Przeciwko takiemu zapisowi - i to w sposób bardzo wyraźny - była Naczelna Rada Lekarska. Prezes Konstanty Radziwiłł zaproponował nawet w Senacie, żeby go odrzucić. My staraliśmy się podejść do problemu obiektywnie, czyli nie zwracać uwagi na sugestie polskich farmaceutów, lekarzy czy innych grup, tylko wziąć przykład z UE, a tam opieka farmaceutyczna od dawna funkcjonuje.
Lekarze boją się, że aptekarze zaczną leczyć.
- Rzeczywiście farmaceuci w wielu krajach w pewnym ograniczonym zakresie mają wpływ na przyjmowanie leków przez pacjentów. A jeżeli oni rzeczywiście ten wpływ mają, to odbywa się to tylko z korzyścią dla zdrowia pacjentów, a nie odwrotnie. Największym niebezpieczeństwem jest niekontrolowana liczba reklam, wmawiających ludziom, że na wszystko muszą zażyć jakiś lek.
Przy obecnej zbyt małej liczbie lekarzy w Polsce i nawale pracy nie każdy z nich ma czas, żeby pacjentowi wszystko dokładnie wyjaśnić. Jeżeli aptekarz ma możliwość dopowiedzenia pacjentowi pewnych informacji, to tylko mu pomoże, a nie zaszkodzi. W wielu krajach jest tak, że pacjent z dolegliwościami, z którymi niekoniecznie musi iść do lekarza, przychodzi do apteki. I tu pomocny jest aptekarz, który doradzi, jakie leki ma wziąć na przykład na przeziębienie.