Leki bez harmonizacji Data publikacji: 2008-04-23Farmaceutyki, które pod względem zasad rejestracji nie odpowiadają wymogom unijnym, mogą być wprowadzane do obrotu do końca 2008 roku, a sprzedawane do daty wygaśnięcia ich okresu ważności - uznało Ministerstwo Zdrowia. Emocje opadły, a producenci leków odetchnęli z ulgą. Obawiali się, że resort zastopuje z początkiem 2009 roku sprzedaż tych produktów, dla których aplikacje zostaną złożone w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych i Produktów Biobójczych po 30 czerwca bieżącego roku. Straty spowodowane nagłym wycofaniem z rynku kilku tysięcy specyfików i ich kosztowną utylizacją mogłyby być liczone w setkach milionów złotych.
Nie koniec sporów
Wyjaśnione zostały sporne kwestie dotyczące farmaceutyków, których producenci, z różnych przyczyn, nie chcą rejestrować. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana w przypadku specyfików, które po prostu nie zdążą przejść urzędniczej procedury do końca 2008 roku. Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych stoi na stanowisku, że półroczny okres to zagwarantowane minimum na rozpatrzenie aplikacji. Tak więc czas analizy dokumentów, w zależności od stopnia złożoności zagadnienia, może być dłuższy.
Bardziej zapobiegliwi producenci już teraz myślą o zintensyfikowaniu produkcji, aby w pierwszych miesiącach 2009 roku zapewnić płynność sprzedaży tych leków, których produkcję będą musieli z końcem 2008 roku okresowo przerwać i czekać na pozytywny rezultat prac weryfikacyjnych.
Gorszy wypiera lepszy
Nie wszyscy podejmują walkę z czasem. Spośród 15 tys. farmaceutyków, które powinny uzyskać akceptację według unijnych zasad, aż 7 tys. nie zostanie zgłoszonych do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych. Nie oznacza to, że wszystkie znikną z rynku. Szacuje się, że około 40 proc. z nich pojawi się w postaci suplementów diety. W tej sytuacji będą zwolnione z obowiązku rejestracji, któremu podlegają leki. I tutaj pojawia się kolejny problem. "Środki te, pozbawione statusu farmaceutyków, będą musiały rywalizować o klienta w tym samym segmencie rynku co nieznanej proweniencji, importowane z Dalekiego Wschodu farmaceutykopodobne specyfiki" - zauważa Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej "Farmacja Polska".
Zgodnie z zasadą, że gorszy pieniądz wypiera lepszy, nietrudno zgadnąć, w którą stronę podąży jakość specyfików, dotychczas mających status farmaceutyków.
Skorzystali z okazji
Na inne negatywne zjawisko towarzyszące procesowi harmonizacji zwraca uwagę Urząd Rejestracji. "Znajdą się firmy, które wykorzystają nadarzającą się sytuację i wstrzymają produkcję farmaceutyków o sztywno ustalonej cenie sprzedaży, bywa, że niepokrywającej kosztów produkcji" - twierdzi Wojciech Łuszczyna, rzecznik prasowy Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych. Chodzi o te specyfiki, których dostawy na rynek uzgodniono na przykład w procesie prywatyzacji podmiotów farmaceutycznych. Część producentów zrezygnuje, dlatego że nakłady na przeprowadzenie procesu rejestracji nie zwrócą się przy mało rentownej produkcji. Byt swój zakończą także produkty lecznicze mające nowsze i bezpieczniejsze odpowiedniki.
Na zarzuty, iż są kraje członkowskie, które nawet nie starały się poddać swoich producentów rygorom harmonizacji, Wojciech Łuszczyna odpowiada, że tak postąpić mogą państwa, w których produkcja leków praktycznie nie istnieje. Można będzie ją - bez negatywnych skutków dla gospodarki - wstrzymać. W Polsce działają producenci znaczący dla krajowego rynku, a jednocześnie zainteresowani obecnością za granicą. Bez spełnienia unijnych kryteriów, ich obecność na farmaceutycznym rynku wkrótce nie będzie możliwa.
Poleć znajomemu artykuł |