Życzliwość w praktyce Data publikacji: 2008-03-05Od kilku tygodni prowadzę w całym kraju warsztaty dla lekarzy na temat komunikacji z pacjentem i jej wpływu na efekt terapeutyczny w leczeniu chorób przewlekłych. Temat cieszy się dużym zainteresowaniem, a wszelkie możliwe wytyczne terapii nam sprzyjają. Postanowiłem podzielić się z Państwem kilkoma przemyśleniami, o których mówię podczas warsztatów, a które w mojej ocenie znajdują swoje zastosowanie również w aptece.
Zacznę od tego, że okoliczności przyrody i idąca za nimi zachorowalność sprawiają, iż ostatnio wyjątkowo często bywam w aptece - głównie ze względu na syna i żonę. Miałem więc okazję na własnej skórze odczuć, czym jest i jak działa autorytet farmaceuty, o którym pisałem ostatnio. Dziś dodam kilka słów na temat życzliwości. Życzliwość jest moją ulubioną postawą i zagadnieniem, o którym mógłbym mówić i pisać bez końca. W niniejszym felietonie spróbujmy zastanowić się jedynie nad tym, czym jest (może być) życzliwość w praktyce farmaceuty.
Najprościej tłumaczy się życzliwość jako "życzyć dobrze innym". To dość oczywiste. Jeśli ktoś świadomie wybiera taki zawód, jak farmaceuta czy lekarz, ma spore predyspozycje, aby tą postawą się charakteryzować. Ale jest jeszcze jedna, znacznie ciekawsza strona życzliwości. Otóż zadajmy sobie pytanie, czy siedemdziesiąty szósty dziś pacjent ma takie same szanse na mój uśmiech jak pierwszy? Czy zdenerwowany i bardzo wymagający pacjent może u mnie liczyć na dobre słowo i jak tłumaczę sobie jego zachowanie? Czy potrafię oddzielić człowieka od problemu po to, by być twardym dla problemu, a miękkim dla ludzi? Pewien amerykański psycholog, niejaki Marshall Rosenberg, stworzył teorię pod nazwą "komunikacja bez przemocy". Teoria ta uczy, jak życzliwie rozmawiać z drugim człowiekiem i jak - dzięki rozmowie - radzić sobie z najtrudniejszymi nawet sytuacjami interpersonalnymi. Kiedy w Polsce ukazała się pierwsza książka Rosenberga, wydawnictwo zaprosiło go na spotkanie autorskie. Na tymże spotkaniu Rosenberg zaczął od przedstawienia się i prośby, aby podczas jego 1,5-godzinnego wykładu nikt nie siedział z nogą założoną na nogę. Potem zaczął mówić. A gdy minęło około 10 minut zapytał słuchaczy, co pomyśleli o jego prośbie. Słuchacze nieśmiało zaczęli dzielić się swoimi ocenami: "Pomyślałem, że to było ekscentryczne", "Uznałam, że jest pan dziwakiem". Wreszcie jeden ze słuchaczy, ośmielony nieco oznajmił: "Ja pomyślałem, że jest pan zarozumiałym bucem, który uważa się za nie wiadomo kogo i jeszcze nam mówi, jak mamy siedzieć". Rosenberg grzecznie podziękował za wszystkie oceny i odpowiedział z uśmiechem: "Niektórzy z nas urodzili się życzliwi lub tę życzliwość w sobie wytrenowali. Ci z was, słysząc moją dwuznaczną prośbę, aby nie zakładać nogi na nogę uznali, że mogę troszczyć się o wasze zdrowie. Przecież 1,5-godziny w takiej pozycji to zabójstwo dla nóg. Pozostali - nieżyczliwi - mogli uznać, że jestem dziwakiem, ekscentrykiem lub zarozumiałym bucem. Macie pełen wybór - pytanie tylko, pozostając przy którym z tych wyborów będziecie mieli w życiu łatwiej".
Postanowiłem podzielić się z Państwem tą historią, ponieważ (jako częsty klient-pacjent w aptece) wiem, że każdego dnia jesteście stawiani kilkadziesiąt razy w różnych, bardzo dwuznacznych sytuacjach. I wówczas sami decydujecie, czy Waszą drogą jest życzliwość, czy jej brak. Życzę Państwu wyłącznie życzliwych pacjentów.
Poleć znajomemu artykuł |