Import równoległy: rynek z potencjałem Data publikacji: 2008-02-27Od kilku tygodni atmosfera wokół unijnego handlu równoległego jest nerwowa. Günter Verheugen, komisarz Unii Europejskiej do spraw przemysłu i przedsiębiorczości uznał na podstawie wstępnych raportów badających tzw. alternatywne kanały dystrybucji farmaceutyków, że obecne regulacje prawne nie zapewniają wystarczającego poziomu bezpieczeństwa w zakresie eliminowania w tym obrocie podróbek.
W ocenie Güntera Verheugena, procedury przepakowywania leków są dodatkowym ogniwem, które może być miejscem powstania niezamierzonych nawet błędów, groźnych w skutkach dla osób zażywających takie leki. Co komisarz UE proponuje w zamian? Otóż nawołuje do rozważenia politycznych opcji, zapewniających stabilne dostawy farmaceutyków i gwarantujących powszechne wyrównanie cen na unijnym rynku. Import równoległy przestałby mieć wówczas rację bytu.
Skala problemu
Roczny obrót lekami z importu równoległego w UE szacowany jest na 4,2 mld euro. Polska - z około 2-3-procentowym udziałem tego segmentu w wartości całego rynku farmaceutycznego szacowanego w 2007 r. na ponad 21 mld zł - nie należy do potentatów w tym segmencie. Jednak przy założeniu, że leki z importu równoległego są średnio o 10 proc. tańsze od standardowej oferty, w kieszeniach klientów aptek powinno pozostać ok. 35 mln zł w skali roku. Dlatego także w Polsce temat ten budzi emocje. Paweł Sztwiertnia, dyrektor biura Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma powiedział Pulsowi Farmacji, iż problem wprowadzania podróbek leków do obrotu w Europie jest bardzo poważny, szczególnie z punktu widzenia bezpieczeństwa pacjentów. Według danych Ministerstwa Finansów, w 2007 r. zatrzymano na polskiej granicy 1356 opakowań podrobionych leków, w całej UE tylko w I półroczu 2007 r. - 2 mln opakowań. W kontekście tych informacji, inicjatywa Komisji Europejskiej przygotowania raportu dotyczącego handlu równoległego wydaje się uzasadniona. "Mamy nadzieję, że raport ten pozwoli na realne i rzetelne oszacowanie skali problemu. Dzięki temu także łatwiej będzie sformułować propozycje zmian w tym zakresie. Regulacje prawne w stosunku do importerów równoległych są znacznie łagodniejsze niż w odniesieniu do producentów leków" - przekonuje Paweł Sztwiertnia.
Tymczasem Piotr Jóźwiakowski, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Aptekarskiej ocenia, że w realiach polskiej gospodarki tzw. import równoległy farmaceutyków ma wymiar marginalny. "Uważam, że stan ten jest efektem upodobań lub przyzwyczajeń społeczeństwa, które w przypadku produktów bezpośrednio wpływających na stan zdrowia nie jest skłonne do eksperymentowania i stawia na markowe produkty w oryginalnych opakowaniach" - mówi Piotr Jóźwiakowski. Wpływ na tego typu postawę konsumencką w pewnym stopniu miały zapewne złe doświadczenia wynikające z pojawiania się w Polsce podejrzanych specyfików leczniczych zza wschodniej granicy. Zdaniem Piotra Jóźwiakowskiego, leki co prawda należą do tej grupy wyrobów, którą można określić jako łatwo "podrabialną", jednak uregulowania prawne, warunkujące realizowanie w Polsce importu równoległego, są na tyle kompleksowe i precyzyjne, że w zasadniczy sposób zabezpieczają interesy konsumentów.
Wynik nacisków?
Firmy zajmujące się importem równoległym wypowiedź Güntera Verheugena oceniają natomiast jako wyraz nacisków ze strony koncernów farmaceutycznych, postrzegających to zjawisko jako działalność uderzającą w ich przychody. Dr Marek Bagniewski, współwłaściciel spółki Forfarm zajmującej się importem równoległym leków i preparatów medycznych dodaje, że sprawa wypłynęła na forum Komisji Europejskiej m.in. po ujawnieniu przypadku sfałszowana większej liczby specyfików medycznych w jednym z tzw. starych państw członkowskich. "W moim przekonaniu, przypadek ten jest podnoszony przede wszystkim przez potentatów na rynku leków, którzy wykorzystują sytuację, aby ukrócić konkurencję ze strony niezależnych dystrybutorów. Naszą zasadą jest to, iż staramy się zaopatrywać w specyfiki na stabilnych, przewidywalnych rynkach, takich jak Wielka Brytania, Hiszpania, Portugalia i Grecja. Znajomość rynku jest gwarancją ochrony przed nieuczciwymi praktykami" - dodaje Marek Bagniewski.
Leszek Jamiołkowski, specjalista ds. importu równoległego firmy Blau Farma dodaje, że oświadczenia płynące z Komisji Europejskiej tworzą niekorzystną atmosferę wokół importerów równoległych, gdyż bezpodstawnie zrównują legalny i ekonomicznie pożądany import równoległy z patologicznym zjawiskiem fałszowania produktów leczniczych. Przypomina, że podmioty dokonujące przepakowania produktów sprowadzanych w ramach importu równoległego, muszą posiadać koncesję na wytwarzanie oraz spełniać wymogi Dobrej Praktyki Wytwarzania. "Spełniamy więc dokładnie te same wymogi co wytwórcy leków i podlegamy dokładnie temu samu mechanizmowi nadzoru sprawowanego przez organa administracji państwowej. Twierdzenie zatem, że próby wprowadzania fałszowanych specyfików dokonywane są na etapie przepakowywania leków w formule importu równoległego, jest nieuzasadnione" - mówi Leszek Jamiołkowski. Jego zdaniem, zmiany w prawie w zakresie importu równoległego powinny być wprowadzane, ale muszą iść w kierunku umożliwienia pacjentom szerszego dostępu do tańszych leków oraz przeciwdziałania czynom nieuczciwej konkurencji, stosowanym przez koncerny farmaceutyczne, takim jak podwójne ceny czy ograniczenia dostaw. Polskie firmy zajmujące się importem równoległym popierają rozwiązania prawne zmierzające do wyeliminowania z rynku leków podrabianych, które stanowią zagrożenie dla pacjentów i są efektem nielegalnego procederu. Nie chcą jednak, aby odbywało się to kosztem samego importu.
W małych wolą tańsze
Przedstawiciele kilku innych firm zajmujących się importem równoległym, pytani przez redakcję Pulsu Farmacji o niebezpieczeństwa płynące z wprowadzania na rynek leków w systemie importu równoległego, prosząc o anonimowość, wskazują na bardzo zróżnicowany odbiór ich oferty przez rynek apteczny. Część właścicieli aptek nie chce wprowadzać specyfików w nieoryginalnych opakowaniach. Leki takie są tańsze, a więc z reguły naliczana od nich marża nie jest zbyt pokaźna. Zdarzają się także obiekcje natury estetycznej, a mianowicie, iż mało atrakcyjna strona wizualna przepakowywanych produktów burzy wystrój aptecznego wnętrza. Oczywiście, żeby rynek mógł funkcjonować, musi być także popyt. Tworzą go głównie aptekarze z małych miejscowości, mający wśród swoich stałych pacjentów osoby, które mogą pozwolić sobie na zakup jedynie najtańszych leków.
Poleć znajomemu artykuł |