Piątek, 25 maja 2012 r.
Puls Medycyny
Szukaj »
Nowe media: blaski i cienie
Sekcja: Felietony
Data publikacji: 2008-01-30
Inne artykuły:
Zanim jeszcze Internet stał się powszechny, pojawiły się opinie, że tradycyjne media wkrótce znikną zupełnie, zastąpione przez elektroniczne źródła informacji. Czas zweryfikował te teorie, media drukowane mają się nadal dobrze, ale niewątpliwie Internet stał się ciekawym ich uzupełnieniem, godnym uwagi ze względu na zasięg, szybkość działania, możliwość komunikacji zwrotnej oraz niskie koszty. O ile media tradycyjne z pewnością zwrócą na was uwagę, gdy będziecie mieli kryzys i sensację, o tyle w przypadku normalnej komunikacji być może zdani będziecie właśnie tylko na własną obecność w Internecie.

Jest tu jednak pewien kłopot: polskie źródła podają, że mamy w kraju 15 milionów internautów. Źródła międzynarodowe szacują liczbę internautów w Polsce na dwa do trzech milionów. Różnica wynika z definicji internauty. Na świecie to człowiek, który nie tylko ma dostęp, ale nieustannie korzysta z Internetu. To interesujący odbiorca waszych informacji. W Polsce internautą jest każdy, kto ma nawet iluzoryczny dostęp do Internetu i zagląda do niego okazjonalnie - i jest to oczywiście odbiorca o wiele mniej dla was interesujący, bo przypadkowy.

Polski Internet z punktu widzenia komunikacji ma jeszcze trzy inne specyficzne cechy. Po pierwsze, jest horrendalnie drogi w porównaniu do tego, co oferuje. Po drugie, dużo bardziej niż gdzie indziej jest platformą dla frustratów, ludzi zakompleksionych i ekshibicjonistów, którzy nigdy nie odważyliby się występować z odkrytą twarzą, ale chętnie dyskutują na każdy temat anonimowo. To powoduje, że polski Internet może być tyle użyteczny, co i może stać się przyczyną kryzysów. Po trzecie, polski Internet ulega bardzo łatwo modzie, którą nie zawsze warto naśladować. Na przykład kilkanaście miesięcy temu za najlepsze narzędzie internetowej komunikacji uznano blogi. Rzeczywiście, jest na świecie grupa blogów służących za globalne punkty odniesienia w swoich branżach. W Polsce jednak moda spowodowała lawinowy wzrost ich liczby, połączony z dewaluacją merytoryczną. Każdy, kto nie ma nic do powiedzenia, zakłada dziś blog.

Piszę o tym, żebyście - dostrzegając zalety Internetu - pamiętali także o jego ograniczeniach i nie ulegali ani entuzjazmowi, ani panice, obserwując to, co się w nim dzieje. W dużym biznesie Internet postrzegany jest jako medium bardzo kryzysogenne: firmy monitorują to, co ukazuje się na forach dyskusyjnych i w portalach i często reagują panicznie. Ma to swoje uzasadnienie - światowa reguła mówi, że kryzys sprowadza media, w Polsce - że media sprowadzają kryzys. Ale z punktu widzenia małego biznesu o lokalnym zasięgu Internet trzeba traktować raczej jako źródło wczesnego ostrzegania niż medium kryzysogenne.

Kwestia: do czego Polacy używają Internetu, nie jest jednoznaczna. Jeszcze kilka lat temu badania wykazywały, że niemal wyłącznie do podnoszenia kwalifikacji, zdobywania wiedzy, poszukiwania informacji, później - stopniowo - do kupowania. Dopiero kiedy zanalizowano, jakie słowa wpisywane są najczęściej w wyszukiwarkach i na pierwszym miejscu znalazło się słowo "seks", zaczęto otwarcie mówić, że pornografia, pliki muzyczne i wideo to jest to, czym żyje Internet w Polsce, podobnie jak na całym świecie.

Tak więc mamy medium o potencjalnie powszechnym zasięgu, jednak z trudną do zidentyfikowania grupą odbiorców, zainteresowanych przede wszystkim nie informacją, tylko walorami, powiedzmy, rozrywkowymi. Medium, w którym nie obowiązują reguły prawdy i odpowiedzialności za słowo. Ale jednocześnie jest to medium, które macie cały czas pod ręką. Medium, w którym, jeśli wiecie czego i gdzie szukać - zawsze możecie dotrzeć do potrzebnych informacji. I właśnie z tego powodu jest to medium, które powinniście i śledzić, i być w nim obecni, na przykład przez własną stronę internetową. Ale o tym w następnym odcinku.

Teraz dodam tylko, że kilka lat temu na świecie pojawiła się tendencja, która do nas jeszcze nie dotarła, przynajmniej w takiej formie jak w innych krajach. Chodzi o internetowe media społeczne, czyli redagowane nie przez dziennikarzy, ale przez amatorów. Są to ludzie, którzy w danej dziedzinie wiedzą więcej od innych i chcą się tą wiedzą podzielić. Albo ludzie, którzy chcą coś usprawnić i zwracają na to uwagę. Myślę, że kiedy w polskim Internecie pojawią się prawdziwe społeczne media - warto, żebyście wzięli w nich udział.



  Stopka autorska:
Autor: Piotr Czarnowski,
prezes firmy First PR

Artykuł opublikowany w numerze: PF 2(7)
Data publikacji: 2008-01-30
  Poleć znajomemu artykuł
email znajomego :
Redakcja         Reklama         Prenumerata         Kontakt         Napisz do nas         Nota prawna    
Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów Artykuł dostępny wyłącznie dla lekarzy