W Polsce zaczyna brakować aptekarzy Data publikacji: 2008-01-16W ciągu ostatnich kilku lat gwałtownie wzrosła liczba aptek. Do tego zagraniczni pracodawcy coraz bardziej interesują się polskimi farmaceutami. Tymczasem wydziały farmacji nie zwiększyły naboru na studia. Skutek - coraz trudniej zatrudnić magistra farmacji. "Jedna z moich pracownic po zakończeniu pracy zostawiła fartuch, ubranie, obuwie na zmianę, ale jeszcze tego samego dnia wróciła do apteki i powiedziała, że znalazła sobie nową pracę. Tak jakby w ogóle nie istniała instytucja wypowiedzenia umowy o pracę" - skarży się Kazimierz Koźmiński, właściciel dwóch aptek na Śląsku: w Świętochowicach i w Siemianowicach. Od miesiąca bez skutku szuka farmaceuty do siemianowickiej placówki. Do końca grudnia zgłosiła się jedna osoba, na dodatek spoza regionu. "Zagęszczenie aptek na Śląsku jest tak duże, że ciężko namówić kogoś do zmiany pracy, bo farmaceutom konkurencyjne placówki oferują bardzo dobre warunki" - twierdzi Kazimierz Koźmiński. Pensje na Śląsku są dosyć wygórowane. Farmaceuta zarabia netto od 2,5 tys. zł (niedoświadczony pracownik) do 4 tys. zł. "Na tym nie koniec. Stawka górna jest nieokreślona, ponieważ na Śląsk wchodzą apteki sieciowe, które stać na to, by przynajmniej przez pierwsze lata - dopóki konkurencja się nie wyniszczy - stosować dumping. Skutek jest taki, że pracownicy zwalniają się z pracy niemalże z dnia na dzień" - uważa Kazimierz Koźmiński, który ewentualnemu pracownikowi może zaoferować jedynie 2,5-3 tys. zł.
Regionalne różnice
Podobne problemy ma coraz więcej pracodawców w tej branży. Najbardziej rozpieszczani przez rynek są farmaceuci w tych miejscowościach, gdzie mają lokalizację apteki sieciowe. Są też jednak duże regionalne różnice. Najbardziej brakuje farmaceutów w północno-zachodniej Polsce. "Duże ośrodki akademickie, które kształcą farmaceutów, nie mają tak wielkich problemów, jak Szczecin czy Koszalin. Przyczyna jest jedna: Pomorska Akademia Medyczna, jako jedyna uczelnia medyczna w kraju, nie ma wydziału farmacji. To jest w tej chwili największy punkt zapalny. Niejednokrotnie już słyszałem o sytuacjach, gdy właściciel apteki nie był w stanie unieść kosztów wynagrodzenia doświadczonego magistra ze względu na bardzo wyśrubowane stawki w tym regionie" - mówi Tomasz Farana, dyrektor zarządzający A-Team Recruitment. Spore braki kadrowe są też w Lubuskiem. Tutejsza izba aptekarska nie chce promować ofert agencji rekrutacyjnych. "Izba narzeka na brak farmaceutów w tym regionie i boi się, że agencje rekrutacyjne zmotywują i tak już nielicznych magistrów farmacji do wyjazdu w inne rejony Polski lub za granicę" - mówi Katarzyna Barańska, dyrektor operacyjny firmy A-Team Recruitment. Są jednak takie regiony Polski, gdzie farmaceutów jest dużo, a pracy dla nich zdecydowanie mniej.
Pewną informacją o sytuacji na rynku pracy są zgłoszenia, które napływają do firm rekrutujących farmaceutów do pracy za granicą. "Nie mamy prawie wcale zgłoszeń z Warszawy, co pokazuje, jak duże są możliwości pracy na tym rynku. Najwięcej chętnych mamy natomiast z południa Polski. Ogromnym zagłębiem farmaceutów jest też Białystok, tam pensje są gorsze, ofert pracy dużo mniej" - twierdzi dyr. Katarzyna Barańska. Regionalne różnice w sytuacji farmaceutów obrazują najlepiej stawki oferowanych im wynagrodzeń. Z danych firmy A-Team Recruiment wynika, że farmaceuta na południu Polski zarabia ok. 2-3 tys. netto, kierownik apteki - 5 tys. netto. Taką samą pensję (do 5 tys. zł), nie pełniąc kierowniczej funkcji, może otrzymać magister farmacji w Zachodniopomorskiem. Dodatkowo oferuje się mu wynajęte mieszkanie.
Technik jest tańszy
Coraz częściej decyzja o zatrudnieniu farmaceuty sprowadza się do suchej, ekonomicznej kalkulacji: czy mnie na to stać? Już w tej chwili wielu właścicieli odpowiedziało sobie na to pytanie negatywnie i zamiast kolejnego magistra farmacji zatrudniają techników, których wynagrodzenia są dwu, a nawet trzykrotnie niższe.
Zdaniem Katarzyny Barańskiej, polską specyfiką staje się to, że technik i farmaceuta wykonują w aptece podobne czynności. "Technicy farmacji, którzy odpowiadają na nasze ogłoszenia o pracy dla magistra farmacji twierdzą, że w poprzedniej pracy robili dokładnie to samo co osoba z dyplomem" - twierdzi dyrektor K. Barańska.
"Technik musi zawsze pracować w towarzystwie magistra. Tak mówią przepisy, ale one oczywiście są łamane w aptekach, bo taka jest rzeczywistość, choć nikt o tym nie mówi. Dla mnie zdecydowanie lepszym pracownikiem jest farmaceuta, bo jego odpowiedzialność jest większa, mogę go zostawić samego w aptece. Szukałam magistra i go znalazłam, choć oczywiście musiałam zaoferować mu większe pobory. Dobremu pracownikowi warto zapłacić dużo, bo w tej pracy trzeba być i farmaceutą, i psychologiem, mieć szeroką wiedzę, a także kindersztubę" - mówi Ewa Lisowska, magister farmacji, właścicielka dwóch aptek w Konstancinie-Jeziornej oraz kierowniczka jednej z nich.
Ucieczka od rutyny
Kolejną przyczyną sporego ruchu kadrowego w aptekach są nowe oczekiwania właścicieli aptek. Ponoszą oni coraz większe koszty zatrudnienia personelu, więc coraz więcej od pracowników wymagają. Dobra komunikacja z pacjentem i umiejętności interpersonalne, nie zawsze doceniane przez starsze pokolenie aptekarzy, dziś są cenione przez zarządzających aptekami. Proszący o anonimowość właściciel jednej z krakowskich placówek, który chce zatrudnić magistra farmacji, powiedział w rozmowie z Pulsem Farmacji, że "zamierza przemieszać swój personel, który za bardzo wpadł w rutynę". Szuka osoby komunikatywnej, lubiącej kontakt z pacjentami, otwartej, bo jak mówi, taka jest potrzeba chwili. Liczy na to, że w lutym, gdy zakończy półroczny staż w aptekach kolejny rocznik młodych farmaceutów, uda mu się odmłodzić personel.
Praca na godziny
W niektórych aptekach niedobory personelu są uzupełniane przez pracowników zatrudnianych na etaty cząstkowe lub umowę zlecenia. Zwykle pracują na etacie w innej placówce. Jest to możliwe przy zmianowym charakterze pracy farmaceuty. Tak zamierza uzupełnić braki kadrowe, najbardziej dokuczliwe podczas urlopów i choroby etatowych pracowników, kierowniczka apteki w Kauflandzie w Piekarach Śląskich. "Ja sama pracowałam w tym systemie. W innej aptece farmaceuta jest zatrudniony na umowę o pracę i może dodatkowo przez parę dni w miesiącu dorobić u nas. Taka osoba może dojeżdżać do pracy w Piekarach Śląskich nawet z innej miejscowości" - twierdzi Patrycja Marusieńska, kierowniczka apteki w piekarskim Kauflandzie. Nie jest tajemnicą, że zatrudnianie na godziny ułatwia organizację pracy w aptekach, które pracują w soboty i niedziele. Ułożenie grafiku dyżurów w takich aptekach z zachowaniem wymogów Państwowej Inspekcji Pracy dotyczących czasu pracy nie jest proste, ponieważ łatwo przekroczyć dopuszczalny limit godzin. "Apteka musi mieć o iluś pracowników więcej, oblicza się więc etaty cząstkowe lub zatrudnia pracowników na godziny, tak by w papierach było wszystko w porządku. Ja mam dwie apteki, sama jestem magistrem farmacji i kierownikiem apteki, ale jestem przeciwnikiem zatrudniania farmaceutów w więcej niż jednej aptece. Mam kolegów, którzy są kierownikami w aptekach, gdzie zatrudnia się osoby "na przychodne" i wiem od nich, że to jest bardzo trudny personel" - mówi Ewa Lisowska. Jej zdaniem, przy takiej organizacji pracy w placówce panuje ogromny bałagan.
Łatwiej o błąd
"Bardzo istotna jest dobra znajomość apteki, rozmieszczenia leków. Pracownik musi wiedzieć, gdzie co leży, ale także jakie są godziny zamówień, jakie są zwyczaje. Gdy w aptece jest dużo pacjentów, łatwo o błąd. Trudno się wdrożyć w cykl pracy, gdy bywa się w aptece tylko "na godziny" - uważa Ewa Lisowska.
Zdaniem specjalistów, sytuacja kadrowa w farmacji szybko się nie poprawi, zwłaszcza jeśli uczelnie medyczne - ograniczone ministerialnymi limitami - nie będą kształcić więcej farmaceutów. Nawet jeśli aptek przestanie przybywać, to będzie się zmieniała organizacja ich pracy. "Apteki w uczęszczanych lokalizacjach będą pracować na kilka zmian, na każdej z nich powinien być dyplomowany farmaceuta. Doświadczenie państw zachodnich uczy, że zapotrzebowanie na farmaceutów będzie rosło" - twierdzi Tomasz Farana. Według niego, już teraz jest to branża, w której pracownicy, a nie pracodawcy rządzą rynkiem.
Poleć znajomemu artykuł |