Samoobsługa w aptece Data publikacji: 2007-10-03Amerykanie nazywają aptekę „drugstore", czyli dosłownie „sklep z lekami". Nic dziwnego, że szybko odkryli zalety samoobsługowych aptek. Także w Europie są one standardem. Coraz częściej z takim systemem obsługi spotkać się można także w polskiej aptece.
Badania rynku wskazują, że klienci, którzy mają bezpośredni dostęp do półek z lekami OTC, kupują je chętniej. Zachęca ich do tego także coraz więcej samoobsługowych nowinek.
Chwyty reklamowe
W Australii aptekarze instalują w aptece komputery z dostępem do Internetu po to, aby pacjenci mogli na miejscu sprawdzić, jakie specyfiki najlepiej pomogą w zwalczeniu schorzenia, na które się leczą. W aptekach w USA Lifeclinic International wprowadza podłączone do sieci automaty (tzw. health kiosks), które służą do badania np. ciśnienia krwi, a przy okazji informują o specyfikach, które mogą się przydać badanej osobie.
W Nowym Jorku niektóre apteki, ale także firmy, jak CitiGroup, FoxNews czy Time Warner, są zaopatrzone w specjalny interaktywny sprzęt do wideokonferencji, który umożliwia kontakt z farmaceutą, zamówienie leków, wreszcie bezpłatną dostawę do domu 24 godziny na dobę.
W Polsce tak daleko idące pomysły to ciągle niedostępna ekstrawagancja, jednak samoobsługa staje się coraz bardziej popularna i to nie tylko w aptekach usytuowanych w wielkich centrach handlowych, ale także w aptekach osiedlowych.
Mydło i powidło
„To jest trend światowy - tłumaczy Michał John, rzecznik prasowy Polskiej Grupy Farmaceutycznej. - Coraz więcej osób dba o swoje zdrowie. Ludzie próbują się najpierw leczyć sami, dopiero kiedy leki OTC nie pomagają i pojawia się potrzeba wykonania badań, idą do lekarza". PGF chce wykorzystać coraz większą skłonność Polaków do zaopatrywania się w leki OTC. Firma zamierza zarówno w swoich aptekach, jak i w placówkach prywatnych współpracujących z PGF w ramach programu partnerskiego „Dbam o zdrowie" wprowadzić działy samoobsługowe. Klienci będą mogli swobodnie wybierać i kupować leki bez recepty. M. John nie chce zdradzić, w ilu aptekach znajdzie się dział samoobsługowy i jak będą finansowane. „Nigdy nie jest tak, że koszty ponosi tylko jedna ze stron" - zapewnia M. John. Rzecznik PGF przekonuje także, że firma nie będzie nikogo zmuszać do wprowadzania samoobsługi. „Nie będziemy naciskać. To jest kwestia decyzji farmaceutów, aby oni czuli się dobrze w swoim środowisku pracy" - przyznaje M. John.
To rzeczywiście delikatna materia. Wielu polskich farmaceutów uważa aptekę za rodzaj placówki medycznej, gdzie świadczona jest opieka farmaceutyczna i wypełniana ważna misja społeczna. „Właścicielem apteki powinien być farmaceuta, bo to nie jest sklep - przekonuje farmaceutka prowadząca aptekę w Kępnie w Wielkopolsce. - Osiąganie zysków za wszelką cenę nie jest celem istnienia apteki. Tego nas nie uczono". Jej zdaniem, wprowadzenie w polskich aptekach samoobsługi, czyli jak mówi mydła i powidła, jest jednak nieuchronne, bo taki jest światowy trend. „Mimo to uważam, że źle dobrane leki OTC mogą wyrządzić pacjentowi krzywdę, dlatego powinien je sprzedawać farmaceuta" - dodaje.
Apteka musi zarabiać
Tam, gdzie farmaceuci już zaryzykowali i wprowadzili samoobsługę, takich niechętnych nowinkom opinii jest mniej. „Ten model się u nas przyjął - uważa Anna Romanowska, kierownik apteki przy ul. Górnośląskiej w Warszawie, uczestniczącej w programie „Dbam o zdrowie", w której wiosną br. pojawił się dział samoobsługowy. - Taka forma sprzedaży nie kłóci się z misją apteki. Myślę, że wręcz sprzyja edukacji pacjentów, którzy swój wybór i tak ostatecznie konsultują z farmaceutą". W tej warszawskiej aptece nie ma mowy o zbyt nachalnej reklamie i marketingu. A. Romanowska sama decyduje, jak wyeksponować towar. „Nie wystawiamy żadnych ulotek, ale oczywiście muszę dbać o to, aby towar się sprzedał. Apteka musi zarabiać" - tłumaczy A. Romanowska. Producenci także o to dbają.
Według Krzysztofa Kouyoumdjiana, PR managera w Teva Polska, producenci mają do wyboru: albo postawić na „medyczny" wizerunek leku bez recepty, kojarzonego przez nabywców wyłącznie z aptekami, lub próbować zyskać więcej klientów na rynku otwartym. „W tym drugim przypadku konkurencja przenosi się bezpośrednio na półki punktów sprzedaży samoobsługowej - tłumaczy K. Kouyoumdjian. - Większe znaczenie odgrywa np. rodzaj opakowania, które staje się bardziej atrakcyjne. Innym zabiegiem jest dołączanie do suplementów diety - zwłaszcza dla dzieci - gadżetów (np. radyjek lub figurek), co obserwujemy już od jakiegoś czasu". Maciej Jarosz, kierownik ds. aptecznego marketingu handlowego w Polpharmie, uważa, że sposobem na dostosowanie się producentów do sprzedaży samoobsługowej jest przejście na opakowania z małą ilością tabletek, umieszczonych w większym opakowaniu. „To odpowiedź na zachowania konsumentów, którzy w sklepie kupują leki tylko doraźnie" - uważa M. Jarosz. Wszystkie te zabiegi sprawiają, że w aptece samoobsługowej zwiększa się sprzedaż. Tak jak w supermarkecie klienci kupują po prostu więcej niż zamierzali.
Dział samoobsługowy w aptece to także szansa dla farmaceutów na większą aktywność. PGF obiecuje, że w przyszłości wprowadzi w aptekach możliwość skorzystania z konsultacji z farmaceutami. Nic dziwnego, wyciągnięcie aptekarza zza lady to na świecie standard. W aptekach Alliance Boots, działających w siedmiu krajach, m.in. w Wielkiej Brytanii, farmaceuci i inni specjaliści doradzają klientom, jak stracić na wadze, jak przeciwdziałać wypadaniu włosów czy wreszcie, jak rzucić palenie. Polscy farmaceuci już powinni zacząć się szkolić.
Poleć znajomemu artykuł |