Zrozumienie roli naszego samorządu to duży problem. Kojarzenie go jako reprezentanta wyłącznie właścicieli aptek powinno skończyć się raz na zawsze. Samorząd reprezentuje wszystkich farmaceutów, którzy wykonują swój zawód na różnych stanowiskach - mówi wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Wojciech Giermaziak w rozmowie o oczekiwaniach samorządu związanych z ustawą o zawodzie farmaceuty. W rozmowie uczestniczy także prezes NRA Andrzej Wróbel.
Są bardzo duże szanse, że jeszcze jesienią tego roku polscy farmaceuci będę mieli swoją ustawę. Jej projekt trafił już do Komitetu Europejskiego Rady Ministrów. Czy spełnia on oczekiwania samorządu aptekarskiego?
W. Giermaziak - Samorząd aptekarski zabiegał o taką ustawę od 15 lat, czyli od chwili reaktywowania izb aptekarskich. Od wielu lat sprawa ta była podnoszona na każdym Krajowym Zjeździe Aptekarzy. Uważamy, że w zmieniających się warunkach trzeba w sposób jednoznaczny ustawowo opisać wszystkie czynności zawodowe wykonywane przez farmaceutę, czyli osobę, która kończy studia na kierunku farmacja. Generalnie zgadzamy się z projektem przygotowanym przez Ministerstwo Zdrowia, choć uszczegółowienia wymaga, naszym zdaniem, specyficzna funkcja, jaką pełni Naczelna Rada Aptekarska zarówno w edukacji, jak i w prowadzeniu Centralnego Rejestru Farmaceutów.
Nie będzie łatwo o konsensus. W kilku kwestiach Polskie Towarzystwo Farmaceutyczne prezentuje odmienne poglądy. Spore kontrowersje budzi m.in. zapis powierzający samorządowi nadzór nad szkoleniami z zakresu kształcenia ustawicznego.
A. Wróbel - Nie wyobrażamy sobie, by ustawa była tworzona bez udziału PTF i dlatego rozmawiamy z towarzystwem w tej sprawie. Szanujemy ich stanowisko, niemniej jednak uważamy, że skoro ustawiczne szkolenie jest przypisane ogółowi farmaceutów, a samorząd skupia wszystkich przedstawicieli tego zawodu, to jest jak najbardziej uprawniony do tego, żeby taką kontrolę sprawować. Tu nie chodzi o to, że organizator np. kursu zgłasza szkolenie i czeka na decyzję rady izby. Samorząd absolutnie nie chce w ingerować w organizację szkoleń czy też udzielanie akredytacji jednostce szkolącej. Ale skoro jesteśmy odpowiedzialni za rozliczanie farmaceutów z punktów edukacyjnych, chcemy wiedzieć, ile i jakie szkolenia są prowadzone. Stąd w ustawie zapis o rejestrze szkoleń, który prowadzi izba.
W.G. - Taki rejestr umożliwi koordynację informacji o kursach. Dzięki niej na przykład kolega ze Szczecina będzie mógł dowiedzieć się o interesującym go szkoleniu w Krakowie. I ktoś to musi robić. Dobrze, by robił to samorząd aptekarski, skoro ma ocenić, czy dany farmaceuta daje rękojmię właściwego wykonywania zawodu.
Projekt ustawy wprowadza możliwość wizytacji i oceny wykonywania zawodu przez przedstawiciela samorządu w miejscu pracy farmaceuty.
A.W. - To wypełni lukę w prawie, która do tej pory istnieje. Obecnie, by ocenić, czy ktoś dobrze wykonuje zawód, posługiwaliśmy się praktycznie tylko dokumentacją papierową i w zaciszu gabinetów decydowaliśmy, czy ktoś jest dobry zawodowo, czy zły, czy popełnił błąd, czy nie. Możliwość wizytowania w miejscu wykonywania zawodu umożliwi nam podjęcie właściwych decyzji. Tu nie chodzi o żadną działalność represyjną, tylko o stwierdzenie stanu faktycznego, a w niektórych przypadkach wręcz wzięcie w obronę samych farmaceutów. Chociażby w relacjach farmaceuty wykonującego zawód i właściciela apteki, który nie zawsze jest farmaceutą. Dokonanie konkretnych wizytacji będzie zlecać rada według określonej procedury również w przypadku wątpliwości, które ma rzecznik odpowiedzialności zawodowej albo sąd aptekarski, czyli organy, które są odpowiedzialne za właściwy nadzór nad wykonywaniem zawodu.
Czyli rękojmia wydana dla kierownika będzie autentyczna, a nie oparta np. na opiniach krążących w środowisku.
W.G. - Dokładnie tak. Zależało nam na tym, zwłaszcza że to nie jest nic nowego, tylko kontynuacja zapisów, które były w ustawie o zawodzie farmaceuty z 1938 r. Od czasu, kiedy w Polsce powstał samorząd aptekarski, zawsze miał uprawnienia do tego, żeby oceniać jakość pracy swoich członków.
Ustawa powierza NRA prowadzenie rejestru centralnego farmaceutów.
A.W.- Jest to rozwiązanie, które usprawni przepływ informacji nie tylko w samej korporacji, ale przede wszystkim będzie służyć instytucjom zewnętrznym, w tym ministrowi zdrowia. Obecnie jeśli minister zdrowia chce uzyskać jakieś dane z rejestru, zwraca się do naczelnej izby, a ta musi prosić z kolei wszystkie izby okręgowe o przesłanie tych informacji. Rejestr centralny zdecydowanie skróci tę zbyt długą, naszym zdaniem, procedurę. Jeśli wszyscy farmaceuci będą figurowali w rejestrze centralnym, nie trzeba będzie korespondować między izbami o dokonanie pewnych wyjaśnień czy poświadczeń, bo dane będą dostępne z każdego miejsca w Polsce. A zatem wniosek o potwierdzenie prawa wykonywana zawodu w Rzeszowie aptekarza, który właśnie zakończył pracę w Szczecinie, nie będzie żadnym problemem. Zakładamy, że tak jak w przypadku centralnego rejestru lekarzy, każdy będzie mógł sprawdzić, czy dana osoba jest członkiem samorządu, czy ma wszelkie uprawnienia do wykonywania zawodu farmaceuty.
Ustawa zobowiąże też wszystkich farmaceutów do bycia członkiem samorządu aptekarskiego.
W.G. - Taki obowiązek istnieje już od 2002 r. Ale obecnie tylko nieliczni farmaceuci nieaptekarze pracujący w inspekcji farmaceutycznej, przemyśle, nie mówiąc o uczelniach, należą do izby aptekarskiej. Zrozumienie roli naszego samorządu to duży problem. Kojarzenie go jako reprezentanta wyłącznie właścicieli aptek powinno skończyć się raz na zawsze. Samorząd reprezentuje wszystkich farmaceutów, którzy wykonują swój zawód na różnych stanowiskach. To nie jest tak, że mamy specjalne aspiracje. Przygotowywana ustawa nie jest dla pewnej określonej grupy zrzeszonej w korporacji, tylko dla wszystkich, zarówno dla aptekarza pracującego w ogólnodostępnej aptece, jak i farmaceuty pracującego w koncernie farmaceutycznym. Jeśli wejdzie w życie, samorząd będzie działał dużo sprawniej, dużo lepiej będzie opiekował się wszystkimi farmaceutami.
Czy powstająca ustawa wymusi na uczelniach zmiany w programie kształcenia podyplomowego? Jakie są szanse, że nowe pokolenia farmaceutów będą uczyły się opieki farmaceutycznej już podczas studiów?
A.W. - Po raz pierwszy opieka farmaceutyczna została wpisana w ustawę i to daje nam podstawę do tego, żeby optymistycznie myśleć o przyszłości i oczekiwać, że wszystkie uczelnie zmodyfikują swoje programy nauczania. Do tej pory nie było wypracowanych w Polsce żadnych wzorców, a przecież nie wszystko da się wprost przełożyć z Francji, Niemiec czy Anglii. Wiodącymi w zakresie opieki farmaceutycznej są ośrodek krakowski i poznański. Tego typu działania podjęto też w Warszawie, Gdańsku i we Wrocławiu. Z ich oceną należy jeszcze poczekać. To wymaga czasu, nabrania pewnych nawyków, również uświadamiania społeczeństwa, że może korzystać z tego typu usług farmaceutycznych.
W.G. - Unijny rynek opieki farmaceutycznej spowodował m. in. wytworzenie się swoistego rynku kształcenia ustawicznego, który - czy chcemy, czy nie - ustawia w pewnym rankingu ośrodki szkolące. Zapisy tej ustawy doprowadzą do tego, że każdemu z ośrodków szkolących w Polsce będzie zależało na tym, żeby kształcić jak najlepiej, jak najbardziej efektywnie, z jak najlepszym skutkiem społecznym.
A.W. - Skorzysta też farmaceuta. Będzie rosła jakość szkoleń, będzie więcej chętnych, więc koszt szkolenia będzie spadał. To wymusi konkurencję między uczelniami. Absolutnie niedopuszczalna jest rejonizacja w tym zakresie. Żądamy wręcz przedłożenia szerokiej programowej oferty szkoleń, takich, jakich oczekuje rynek, jakich oczekuje farmaceuta. Na przykład marzy mi się, żeby każda apteka, każdy farmaceuta był ważnym ogniwem monitorowania niepożądanych działań leków, a do tego potrzebna jest teoretyczne i praktyczne przygotowanie. Obecnie świadomość wagi takich zgłoszeń wśród aptekarzy jest niewystarczająca.
Żeby rozmawiać z pacjentem o działaniach niepożądanych, trzeba nauczyć aptekarzy sposobów komunikowani się z pacjentem.
W.G. - Zgadza się. To wymaga zmian zarówno w kształceniu ustawicznym, jak i w programie studiów. Od dawna wiadomo, że studia farmaceutyczne w Polsce są przeładowane wiedzą teoretyczną, a nie dają wiedzy praktycznej. Na IV roku, kiedy student decyduje się na specjalizację, musi wiedzieć, co chce robić. Musi też zdawać sobie sprawę, że bez względu na to, czy będzie pracować w aptece ogólnodostępnej, pracować przy badaniach albo zajmować się zielarstwem, wszędzie zetknie się z ludźmi i z mechanizmami rynkowymi, więc musi być do tego dobrze przygotowany. Po to, by absolwent był zorientowany na nowy rynek, który się tworzy w Polsce, w program studiów farmaceutycznych należałoby wpleść elementy marketingu i zarządzania.
A.W. - W przypadku studiów farmaceutycznych należałoby dobrać odpowiednie proporcje wiedzy uniwersyteckiej i wiedzy zawodowej. To musi współgrać. Nie może jedna lub druga być w przewadze.
W.G. - Nie jest dobrze, jeśli ani jedna uczelnia medyczna w Polsce z kierunkiem farmacji nie ma własnej ogólnodostępnej apteki szkoleniowej. Na przestrzeni ostatnich lat nadzór farmaceutyczny zamknął szkolenia w aptekach szpitalnych. Gdzie więc młody człowiek ma się dowiedzieć, co chce dalej robić? Jeżeli dostanie się na praktyki do apteki ogólnodostępnej, to będzie przestawiał pudełka i metkował towar. Natomiast nie ma możliwości, by magister farmacji, stary aptekarz powiedział: "zrób mi taką maść i pokaż mi, jak byś to zrobił", by sprawdzić, co student wyniósł z przedmiotu farmacja stosowana. Więc pytam się, czy nadal będziemy teoretyzować, czy może raczej utworzymy priorytetowe, wielkopowierzchniowe apteki, które będą szkolić zarówno studentów, jak i farmaceutów odbywających kształcenie podyplomowe?
Ministerstwo Zdrowia powinno wyznaczyć szpitale kliniczne do tworzenia aptek dla kształcenia w kierunku lecznictwa szpitalnego, czyli farmacji szpitalnej i farmacji klinicznej. Obecnie prawda jest taka, że praktycznie nie ma warsztatu pracy, żeby pokazać ludziom, na czym ta praca polega.