Piątek, 25 maja 2012 r.
Puls Medycyny
Szukaj »
Apteka kontra fundusz
Sekcja: Rynek pracy
Data publikacji: 2007-06-13
Inne artykuły:
Narodowy Fundusz Zdrowia potrąca aptekom pieniądze z bieżących wypłat za zakwestionowane refundacje recept. Dzieje się tak, chociaż sądy w tego typu sprawach już kilkakrotnie orzekały, że podstawą odmowy refundacji może być wyłącznie prawomocny wyrok. Monopolista nic sobie z tego jednak nie robi.
Bez refundacji leków przez Narodowy Fundusz Zdrowia żadna apteka nie może istnieć. Co jednak zrobić, gdy jedną decyzją urzędnika zza wygodnego biurka, apteka może wpaść w tak ogromne problemy finansowe, że będzie jej grozić widmo bankructwa? Pozostaje walka z monopolistą przed sądem: długa, uciążliwa i kosztowna. Zwykle jednak zwycięska.
"Nasza Apteka" we wrocławskiej dzielnicy Psie Pole powstała w lipcu ubiegłego roku. "Tyle się mówi, żeby nie wyjeżdżać zagranicę. By spróbować swoich sił w Polsce. Po to przecież studiowaliśmy, by pracować tutaj. Stąd pomysł na swoją aptekę. Kosztowało nas to dużo wysiłku, pracy, o pieniądzach własnych i z kredytu nie wspominając, ale udało się stworzyć coś, z czego jesteśmy dumni" - mówi farmaceuta Dawid Młyński.
Apteka szybko zdobyła sobie liczne grono klientów i zaczęła przynosić zyski. Dobra passa trwała jednak krótko, bo do pierwszej kontroli z Narodowego Funduszu Zdrowia w lutym br.
"Wydało nam się podejrzane, że nowa apteka tak dobrze sobie radzi, ma tyle refundacji" - stwierdził urzędnik, który kontrolował recepty z października i listopada 2006 roku. Zakwestionował on większość recept, bo aż 1770 na łączną sumę refundacji 121 tysięcy 748 złotych i 7 groszy. "Zostaliśmy wezwani do zapłaty z odsetkami około 140 tysięcy złotych, którą to sumę potrącono nam z bieżących refundacji. Postawiło to naszą aptekę w bardzo trudnej sytuacji finansowej" - mówi Dawid Młyński.

Co było podstawą decyzji NFZ?

"Zaczęło się od tego, że nasze drukarki nanoszące otaksowanie na recepty pracowały za głośno. Więc dla komfortu naszego i naszych klientów zrezygnowaliśmy z nich i drukowaliśmy otaksowanie dodatkowo, a następnie przypinaliśmy do recepty. Urzędnik zakwestionował to, że pieczątka i podpis osoby wydającej lek znajdowały się nie na recepcie, a na przypiętym do niej otaksowaniu" - mówi współwłaścicielka "Naszej Apteki" Izabela Jasztold-Howorko.
Rzeczywiście, był to formalny błąd. Zgodnie z art. 15, ust. 2 rozporządzenia ministra zdrowia z dnia 28.09.2004 roku w sprawie recept lekarskich (Dz.U. nr 213, poz. 2164): "Potwierdzenie realizacji recepty dokonywane jest na recepcie i polega na umieszczeniu na niej: 1. Imienia i nazwiska osoby wydającej lek; 2. Odręcznego podpisu osoby wydającej lek".
Złe postawienie pieczątki i złożenie podpisu przez aptekarza wystarczyło urzędnikowi, by zakwestionował całą partię recept.
"Potwierdzenie realizacji recepty stanowi konieczny warunek refundacji, gdyż oznacza, że lek zapisany na recepcie został wydany z apteki ubezpieczonemu. Złożenie podpisu na wydruku z kasy fiskalnej w sposób oczywisty tego warunku nie spełnia" - argumentuje w piśmie Anna Wieczorkowska, p.o. zastępcy dyrektora ds. ekonomiczno-finansowych Dolnośląskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ.
"To jakiś absurd. Recepty wystawiono dla osób uprawnionych, prawidłowo je zrealizowaliśmy i przedstawiliśmy do refundacji, od strony merytorycznej nic nie można nam zarzucić. Przecież NFZ w jednej chwili może sprawdzić, że nie trafiły one do żadnej innej apteki. Pacjenci dostali tańsze leki, bo im się one należały. Tymczasem NFZ odmawia im prawa do refundacji, a to wszystko przez pieczątkę i podpis postawiony w złym miejscu, mały błąd formalny, który zresztą szybko poprawiliśmy. Nasza sprawa, niestety, będzie musiała znaleźć swój epilog w sądzie. Szkoda, bo w podobnych sprawach sądy już rozstrzygały na korzyść aptek" - mówi Dawid Młyński.
Faktycznie, w podobnej sprawie Sąd Rejonowy w Katowicach (syg. akt XVI C 723/05/7) prawomocnym wyrokiem stwierdził, że "żaden z przepisów prawnych regulujących kwestię wydawania leków i środków medycznych nie przewiduje sankcji za realizowanie recepty, która zawiera braki formalne (...) zatem strona pozwana (NFZ) bezpodstawnie zdecydowała o poleceniu stronie powodowej zwrotu przyznanej refundacji, a w konsekwencji potrąciła w dniu (...) z należnej refundacji kwotę (...)". Niestety, w polskim sądownictwie nie ma prawa precedensu.
Dziwne w tej całej sprawie jest jeszcze jedno. Z art. 27, ust. 2 rozporządzenia ministra zdrowia z dnia 28.09.2004 roku w sprawie recept lekarskich wynika bowiem jasno, że NFZ w ogóle nie miał prawa sprawdzać, gdzie postawiona jest pieczątka i podpis wydającego leki aptekarza, bo to nie jest przedmiotem kontroli:
"Kontrola realizacji recept na refundowane leki i wyroby medyczne obejmuje badanie i ocenę prawidłowości działań osób wydających leki, a w szczególności:
1) prawidłowość otaksowania recept;
2) prawidłowość ilości wydawanych leków i wyrobów medycznych, w tym również wielkości wydawanych opakowań;
3) przestrzeganie terminów realizacji recept".

Przykład z Gdańska

W maju przed Sądem Okręgowym V Wydział Cywilny Odwoławczy w Warszawie zakończyła się czteroletnia batalia (sygn. akt. V Ca 715/07) z NFZ o zwrot refundacji, zabranej za błędy formalne w wystawionych przez lekarzy receptach. Sprawa została wytoczona przez Fundację "Zdrowie Kolejarzy", która posiada kilka aptek w województwie pomorskim. NFZ zakwestionował refundację leków w jednej z aptek prowadzonych przez fundację na łączną sumę 18 tysięcy złotych.
"Chcieliśmy się porozumieć z Narodowym Funduszem Zdrowia, wychodziliśmy bowiem z założenia, że ma on dobrą wolę. Nic z tego. Natknęliśmy się tylko na arogancję urzędników. Tak mnie to rozeźliło, że postanowiłem im nie odpuścić. Cała sprawa trwała aż cztery lata. Na początku NFZ udowadniał, że nie ma zdolności procesowej, później - że powinniśmy odmówić wydania refundowanego leku, chociaż wyraźnie zabrania nam tego prawo. Sąd przychylił się do naszych racji" - mówi Jerzy Kazimierski, prezes Fundacji ?Zdrowie Kolejarzy".
Fundacja sprawę wygrała, sąd nakazał NFZ oddanie jej kwoty niezapłaconej refundacji, powiększonej o odsetki i koszty zastępstwa procesowego. W orzeczeniu stwierdzono, że rozporządzenie ministra zdrowia z dnia 18 października 2002 r. w sprawie wydawania z apteki produktów leczniczych i wyrobów medycznych nie pozwala aptece odmówić wydania leków, gdy pacjent ma receptę z błędem.
"Nie żałuję ani chwili spędzonej w sądzie. Warto było walczyć dla samej satysfakcji, że prawo w Polsce działa i jesteśmy wobec niego równi. Miłe jest, że mam tyle telefonów w tej sprawie od wielu farmaceutów. To świadczy tylko o tym, jak proceder zabierania jedną decyzją urzędnika pieniędzy z refundacji za zakwestionowane recepty, które zostały zrealizowane w przeszłości, jest powszechny. Wygląda to jak ściąganie haraczu, a kondycja ekonomiczna naszych aptek jest coraz słabsza. Moja rada w takich przypadkach: nie bać się i walczyć przed sądem" - mówi Jerzy Kazimierski.


Pilnujemy publicznych pieniędzy
Rozmowa z Joanną Mierzwińską, rzecznikiem prasowym Dolnośląskiego Oddziału NFZ:

Czy dwa tysiące recept na sumę 140 tysięcy złotych wraz z odsetkami zakwestionowanych przez dolnośląski oddział NFZ to rekord?
- Blisko rekordu. Około dwa lata temu zakwestionowana suma refundacji w jednej z aptek w Lubaniu wyniosła 150 tysięcy złotych, które następnie jej potrąciliśmy. Takich spraw, mniejszych lub większych, jest kilkadziesiąt rocznie. Rzadko jednak kończą się w sądzie; obecnie mamy dwie sprawy w sądzie. Jedna dotyczy sumy 11 tys. zł i tu wygraliśmy w pierwszej instancji, druga 3 tys. złotych.

Prawidłowo wystawione i zrealizowane recepty zostały zakwestionowane tylko dlatego, że pieczątka i podpis znalazły się nie w tym miejscu, co trzeba. Nie pozwoliliście na uzupełnienie braków na receptach.
- Prawo jest prawem. Nawet jeśli się z nim nie zgadzamy, to musimy je realizować, stoimy przecież na straży publicznych pieniędzy. Brak pieczątki i podpisu na recepcie powoduje, że nie mamy dowodu, iż lek został wydany.

Ależ to absurd. Przecież farmaceuci chcieli uzupełnić brakujące pieczątki i podpisy, czyli potwierdzić wydanie leków, na co nie pozwoliliście. Po drugie, jak to możliwe, że w ten sposób "przekręcili" dwa tysiące recept refundowanych w ciągu dwóch miesięcy. A nawet jeśli, to jest to sprawa dla prokuratury.
- To farmaceuci powinni udowodnić, że leki zostały wydane. Stoimy na stanowisku, że mamy tytuł prawny do zabierania tych pieniędzy z kolejnych refundacji. Apteka jest jak bank, a recepta jak czek. Źle zrealizowany czek bierze się na własną odpowiedzialność.


Równe prawa stron
Rozmowa z Krystianem Szulcem, radcą prawnym Śląskiej Izby Aptekarskiej w Katowicach, który reprezentuje "Naszą Aptekę".

Czy Narodowy Fundusz Zdrowia ma prawo do dokonania potrąceń ze swoich bieżących należności z tytułu zakwestionowanych recept?
- W mojej opinii absolutnie nie. Zresztą moje zdanie podzielił również Sąd Rejonowy w Katowicach, przed którym niedawno prawomocnie wygrałem sprawę apteka kontra NFZ. W ogóle nie badał on zasadności wyników kontroli recept, stwierdził natomiast, że NFZ nie ma żadnych podstaw prawnych potrącania pieniędzy z bieżącej refundacji należnej aptece. Oparł on się przy tym na wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego, który potwierdził, że NFZ nie jest organem administracji państwowej tylko podmiotem cywilnoprawnym, tak jak apteka. W związku z tym występuje równość podmiotów, nie ma zasady nadrzędności. Skoro tak, to jeśli wyniki kontroli apteki są negatywne i NFZ chce bez jej zgody zabrać pieniądze z refundacji, musi mieć prawomocny wyrok sądu, by uzyskać tytuł prawny do potrąceń.

NFZ mówi do aptekarzy: "udowodnijcie, że z receptami było wszystko prawidłowo, to zwrócimy wam zabraną refundację".
- Nie można żądać od apteki, by udowadniała przed sądem, że nie jest wielbłądem. To zupełnie niezgodne z prawem, np. z art. 6 Kodeksu cywilnego. To NFZ powinien wykazać wadliwość realizacji recept i uzyskać tytuł prawny do potrąceń.

W NFZ usłyszałem, że apteka jest jak bank, musi ponieść koszty nieprawidłowo zrealizowanego czeku, czyli recepty.
- To NFZ jest bankiem, a apteka za niego realizuje transakcje uprawnionym osobom i nie może ponosić np. skutków błędnych wypisywań recept przez lekarzy, gdy zgodnie z prawem nie ma możliwości odmówić choremu realizacji recepty. Apteka to nie kiosk z gazetami. Nie może być tak, że jedna z dwóch współpracujących firm stwierdza nagle, że druga jest jej winna pieniądze i na podstawie swojego protokołu potrąca je z kwot, które winna jest drugiej stronie. Niestety, tak to często w przypadku aptek i NFZ jeszcze wygląda. Mam nadzieję, że NFZ zmieni swoje postępowanie, chociaż wtedy prawnicy będą mieli mniej pracy.

To warto wiedzieć
Par. 5 rozporządzenia ministra zdrowia z dnia 18 października 2002 r.
"Odmowa wydania produktu leczniczego lub wyrobu medycznego może nastąpić, jeżeli:
1) -zachodzi uzasadnione podejrzenie co do autentyczności recepty lub zapotrzebowania;
2) -konieczne jest dokonanie zmian, o których mowa w § 3 ust. 3, oraz określonych w odrębnych przepisach, przy braku możliwości porozumienia się z osobą, która jest uprawniona do wystawiania recept;
3) -od dnia sporządzenia leku upłynęło co najmniej 6 dni w przypadku leku recepturowego lub leku sporządzonego na podstawie etykiety aptecznej;
4) -osoba, która przedstawiła receptę do realizacji, nie ukończyła 13 roku życia;
5) -zachodzi uzasadnione podejrzenie co do wieku osoby, dla której została wystawiona recepta".

  Stopka autorska:
Autor: Marcin Murmyło
Artykuł opublikowany w numerze: 11 (154)
Data publikacji: 2007-06-13
  Poleć znajomemu artykuł
email znajomego :
Redakcja         Reklama         Prenumerata         Kontakt         Napisz do nas         Nota prawna    
Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów Artykuł dostępny wyłącznie dla lekarzy