Konkurowanie fachową poradą Data publikacji: 2006-09-06Podnoszenie jakości usług przez rozwijanie opieki farmaceutycznej nad pacjentami to, zdaniem Mariana Gromady, farmaceuty z Białegostoku, przyszłość polskich aptek. Wojna cenowa, która trwa od dłuższego czasu na Podlasiu, jego zdaniem, kiedyś musi się skończyć. Byle tylko potem nie weszły tu duże sieci apteczne... Rodzinny biznes
O rodzinie Gromadów pisaliśmy w Pulsie Medycyny w 2003 roku (nr 13). Marian Gromada z żoną Barbarą (emerytowaną nauczycielką polskiego) oraz synami: Marcinem i Tomaszem prowadzą w Białymstoku dwie apteki. Jedną od 15, drugą od 10 lat. Farmaceutką była mama pani Barbary - Janina Weremiej-Marianowska, takie studia skończył też jeden z synów Gromadów: Marcin. W aptece pracuje także Tomasz, po studiach informatycznych, bez którego cała rodzina nie wyobraża sobie normalnego działania. Farmaceutą jest również brat Mariana, Stanisław i jego córka Emilia, którzy mają aptekę w Suwałkach.
Prowadzący od ponad 30 lat apteki Gromadowie mówią otwarcie: czasy są ciężkie. Borykają się z codzienną biurokracją, wymaganiami Narodowego Funduszu Zdrowia. "Wystarczy nie tak postawiony podpis na recepcie, aby fundusz zakwestionował nam jej refundację" - mówią.
Coraz większa konkurencja i... bieda
Gromadowie muszą też liczyć się z coraz większą konkurencją na rynku. "Leki za grosz, promocje, upusty - przerabialiśmy już wszystko - opowiada Marian Gromada. - W czasie tych najbardziej ostrych promocji ze strony innych aptek część klientów straciliśmy. Teraz, gdy ta wojna trochę się uspokoiła, wrócili do nas. Niestety, dużym problemem jest bieda panująca w naszym społeczeństwie. Ludzie są w stanie jechać na drugi koniec miasta po lek tańszy o kilka groszy. Liczą każdą złotówkę. A chorują, jak wiadomo, głównie ludzie starsi, którzy bogaci nie są".
"Aptek jest zdecydowanie za dużo - nie ma wątpliwości Marian Gromada. - Wokół naszej apteki przy ul. Bohaterów Monte Cassino jest 6 czy 7 placówek, na Storczykowej chyba 4. Każda nowo otwierana to dla nas jakieś zagrożenie, chociaż ciągle mamy wiernych klientów, którzy przychodzą do nas od lat".
Choć w Białymstoku w ostatnim czasie wiele aptek stworzyło własne sieci, Gromadowie nie byli zainteresowani tą formą współpracy. "Jeśli się jest w takim układzie, to trzeba się dostosowywać do ustaleń grupy, nie zawsze może lojalnych - mówi pan Marian. - Jeśli sam stanowię o sobie, to jest lepiej. My staramy się cały czas utrzymywać niskie ceny na leki refundowane, jest taka możliwość dzięki współpracy z hurtowniami dającymi jakieś upusty. Ale nie można obniżać cen w nieskończoność. Aptekę trzeba utrzymać, zapłacić czynsz, dać pensję personelowi".
Fachowa porada w aptece
Według pana Mariana, rozwiązaniem, choć nie do końca dobrym, byłoby ustalenie sztywnych cen urzędowych na leki. "Może lepiej ustalić ceny minimalne i maksymalne, żeby nie było żadnych możliwości manewru" - zastanawia się.
Zdaniem państwa Gromadów, przyszedł czas na inną formę walki o klienta - nie cenową, wyniszczającą, ale idącą w kierunku opieki farmaceutycznej.
"Dążymy do tego, aby pacjent w aptece mógł uzyskać fachową poradę, poświęcać mu więcej czasu. Jeśli będą ku temu warunki lokalowe, to można by nawet stworzyć w aptece pomieszczenie do takich konsultacji" - mówi Marian Gromada.
Jednak pacjenci nie są na razie przyzwyczajeni do takich działań w aptece. "Próby już podejmowaliśmy. Chcieliśmy objąć opieką pacjentów chorych na cukrzycę. Wydaliśmy im specjalne książeczki, w których mieli notować wyniki pomiarów cukru. Potem chcieliśmy im na tej podstawie stworzyć gotowy wykres komputerowy, z którym mogliby udać się do lekarza - opowiada M. Gromada. - Ale jakoś nie bardzo to wypaliło. Książeczki owszem rozdaliśmy, ale żaden pacjent ich już nie przyniósł".
Dlatego, jego zdaniem, do zmiany mentalności pacjentów aptek potrzebna będzie współpraca z lekarzami. A także doprecyzowanie prawa, które jasno określi, co wolno aptekarzowi, aby nie wkraczał on w kompetencje lekarza.
"Ale z optymizmem patrzymy w przyszłość" - oceniają Gromadowie. Najważniejsze to nie dać się, walczyć, ale nie niszczyć przy tym drugiego. I wybrać z tego wszystkiego to, co najlepsze dla pacjenta.
Poleć znajomemu artykuł |