Bardzo drogie leki za jeden grosz Data publikacji: 2006-06-28Nie będzie zakazu akcji marketingowych typu "leki za grosz". Ustawodawca proponuje wprowadzenie kilku innych zakazów, które mają ograniczyć wydatki Narodowego Funduszu Zdrowia na leki refundowane. Nowelizując ustawę o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych, resort zdrowia chce uszczelnić wydatki funduszu na refundację kosztów zakupu leków. Resort nie zakaże jednak akcji marketingowych typu "leki za grosz", ponieważ uznał, że nie prowadzą one do kreowania sztucznego popytu na leki refundowane, a wpływają tylko na decyzję pacjenta dotyczącą wyboru apteki. Ministerstwo nie planuje także wprowadzenia zapisu o sztywnych cenach urzędowych na leki refundowane, czego domagają się aptekarze. W planach resortu jest za to wprowadzenie do nowelizowanej ustawy zdrowotnej zakazów przyjmowania korzyści majątkowych przez lekarzy wypisujących recepty, pacjentów, aptekarzy i osoby zaopatrujące w leki szpitale i przychodnie, jeśli miałoby to kreować nieuzasadniony medycznie wzrost popytu na leki refundowane.
Podejrzana korzyść
"Chcemy ograniczyć sytuację, kiedy chory pacjent odwiedza w ciągu dnia czterech lekarzy i od każdego dostaje dokładnie taką samą receptę po to, aby zrealizować ją w określonej aptece, która zapłaci mu za to np. 100 zł" - wyjaśnia Aneta Gęsiarz-Krasucka, radca prawny w Departamencie Ubezpieczenia Zdrowotnego MZ. Pacjent nie będzie mógł także przyjmować korzyści majątkowej (np. wziąć gotówki) korzystając z akcji promocyjnej apteki. Z kolei pracownicy apteki - według planów MZ - nie będą mogli przyjmować żadnych korzyści majątkowych od hurtowni za promocję mającą na celu sprzedaż jak najwięcej leków refundowanych. Za złamanie zakazów będzie grozić odpowiedzialność karna, szczegółowo opisana w art. 193 ww. projektu. Kara zostanie wymierzona zarówno temu, który będzie wręczał, jak i temu, który przyjmie korzyści majątkowe.
Jednocześnie, zgodnie z art. 63 planowanej nowelizacji, kierownik apteki będzie miał obowiązek udostępnić kontrolerowi NFZ wszelkie informacje na temat umów zawartych z hurtownią farmaceutyczną. "Chodzi nam przede wszystkim o wykrycie sytuacji, kiedy od ilości sprzedanych aptece leków refundowanych uzależnia się upusty na leki nierefundowane" - tłumaczy A. Gęsiarz-Krasucka.
Sztywne ceny?
Właściciele aptek, z którymi rozmawialiśmy, problem nieuzasadnionych wydatków na leki refundowane widzą jednak trochę inaczej. Od ustawodawcy spodziewali się nie zakazów, ale raczej wprowadzenia zapisu o sztywnych cenach urzędowych i rozwiązań uniemożliwiających manipulowanie opłatami ryczałtowymi za leki. "Gdyby ceny urzędowe były stałe, a apteki przestrzegały ustalonego ryczałtu, nie byłoby nieuczciwej konkurencji" - twierdzi Katarzyna Kaniut, właścicielka apteki w Opolu. ?To byłby ruch w dobrym kierunku" - zgadza się Kazimierz Łukawiecki, dyrektor opolskiego oddziału NFZ.
Według aptekarzy, szczególnie starszego pokolenia, właścicieli małych, rodzinnych aptek, przejawem nieuczciwej konkurencji, na którą zezwala obecne prawo, jest np. pomysł sprzedaży "leków za grosz".
Jako pierwsza na rynku akcję "leki za grosz" wprowadziła litewska sieć Euro Apteka, działająca w Polsce od 2002 r., która zaoferowała w tej cenie kilkadziesiąt leków. "Inni uczą się tego od nas" - chwali się firma na swojej stronie internetowej. Promocja stosowana najpierw przez Euro Aptekę dotyczy zazwyczaj drogich, zagranicznych leków refundowanych przez państwo, na które minister zdrowia ustalił ryczałt w wysokości 3,2 zł. Teoretycznie pacjent płaci kwotę wynikającą z różnicy ceny i limitu powiększoną o ryczałt, czyli w przypadku leku za 100 zł płaci tylko kilka złotych. W rzeczywistości w wielu aptekach leki ryczałtowe są sprzedawane za 1 gr. "Z tego powodu spożycie tych leków wzrosło niebotycznie - przyznaje K. Łukawiecki. - Takie ceny pobudzają w pacjentach chęć gromadzenia leków, które potem, przeterminowane trafiają do kosza". Prawdopodobnie leki te, trafiają też na czarny rynek. A to oznacza większe wydatki płatnika. Na Opolszczyźnie wydatki na leki refundowane w 1999 r. wynosiły 68 mln zł, ale już w zeszłym roku 148 mln zł.
W ciągu zaledwie dwóch lat akcja "leki za grosz" rozszerzyła się na cały kraj. Inne apteki, także małe, skopiowały pomysł Litwinów, jak podkreślają, w obronie swoich interesów. "Euro Apteka znajduje się 200 metrów od mojej - wyjaśnia K. Kaniut. - Nie miałam wyboru". Podobnie uważa Zbigniew Karczewski, właściciel apteki na Opolszczyźnie i członek tamtejszej Okręgowej Izby Aptekarskiej. "Zdarzało się, że pacjenci oskarżali jakiegoś aptekarza o złodziejstwo, bo nie sprzedawał leków za grosz, a w aptece obok już od dawna było to możliwe" - opowiada Z. Karczewski.
Cena maksymalnie wysoka
Aptekarze zdają sobie sprawę, że akcja "leki za grosz" spowodowała często lawinowy przyrost popytu na leki refundowane. "Dla apteki to nie jest taka wielka strata, bo różnica między opłatą ryczałtową a 1 groszem jest niewielka i można to sobie zrekompensować jakimś rabatem w hurtowni. Ale chodzi o to, że ludzie marnują leki" - przyznaje Z. Karczewski i zwraca uwagę na inne konsekwencje obowiązującego obecnie prawa. Jego zdaniem, nieracjonalne z punktu widzenia płatnika jest utrzymywanie zapisu o maksymalnej cenie urzędowej. ?Wiele firm farmaceutycznych, kiedy wygasa im patent na jakiś drogi lek i na rynek wchodzi konkurencja generyków, obniża w hurtowniach cenę swojego leku, choć wysokość refundacji pozostaje na tym samym, wysokim poziomie - tłumaczy Z. Karczewski. - Żeby tak komuś chciało się porównać ceny urzędowe z tym, po ile naprawdę sprzedajemy te leki w aptece...".
Trudna konkurencja
Za krytyką chwytów marketingowych dotyczących leków refundowanych kryje się oczywiście nie tylko troska o niewydolny finansowo system powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych. Chodzi także o nasilającą się konkurencję między aptekami. Według K. Kaniut, małe apteki upadną, jeśli - jak mówi - "dziki marketing" nie zostanie ograniczony. "Dzięki swej akcji, Euro Apteki weszły przebojem na nasz rynek, tymczasem małych aptek nie stać na ciągłe wykazywanie strat albo kupowanie leków w pakietach od hurtowni, aby uzyskanym rabatem zrekompensować sobie akcje marketingowe" - przekonuje K. Kaniut.
Według Z. Karczewskiego, akcje marketingowe, których skutkiem jest marnotrawstwo leków, nie są konieczne, aby skutecznie konkurować. "Przecież jest cała gama leków OTC czy leków nierefundowanych, gdzie jest miejsce na marketing i promocje - uważa Z. Karczewski. - Trzeba też konkurować jakością obsługi".
Taka konkurencja wyglądałaby zapewne zupełnie inaczej niż teraz. Z danych IMS Poland wynika, że sprzedaż leków refundowanych stanowi 57 proc. wartości sprzedaży rynku aptecznego, leków nierefundowanych na receptę - 19 proc., a leków OTC 24 proc. Dlatego, jak twierdzi Marek Gembal, dyrektor ds. współpracy z aptekami w IMS Poland, wprowadzenie sztywnych cen urzędowych mogłoby znacznie ograniczyć wojnę cenową między aptekami. "Ograniczyłoby również promocje typu ?leki za grosz" czy wypłacanie klientom aptek gotówki" - uważa M. Gembal.
Poleć znajomemu artykuł |