Piątek, 25 maja 2012 r.
Puls Medycyny
Szukaj »
Zmiany na rynku leków: jest dyskusja, nie ma decyzji
Sekcja: Rynek leków
Data publikacji: 2006-04-05
"Chcemy wyczyścić listy refundacyjne z leków o wątpliwej jakości terapeutycznej, potem dokonać przeglądu cen. Gdyby udało się je obniżyć, będziemy mogli spróbować umieścić w wykazach leków refundowanych nowe cząsteczki, cenne z punktu widzenia terapeutycznego i zrobić to w ramach obecnego budżetu NFZ na refundację leków na poziomie 6,7 mld zł" - mówi Bolesław Piecha, sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, w rozmowie o nowej polityce lekowej, planowanych zmianach w systemie refundacji oraz możliwościach realizacji postulatów samorządu aptekarskiego.
- Prace zespołu ds. nowelizacji prawa farmaceutycznego, któremu przewodniczył Wojciech Giermaziak, zakończyły się w terminie, ale protokołem rozbieżności. Czego one dotyczą?
- Rozbieżności odnoszą się do dwóch kwestii: długości okresu przejściowego dotyczącego ochrony patentowej, umożliwiającej posiadanie na wyłączność danych dotyczących leku oryginalnego oraz zaszłości związanych z traktatem akcesyjnym w kontekście okresów przejściowych na uzupełnienie dossier rejestracyjnego leków zarejestrowanych w Polsce przed akcesją do struktur UE. Gdyby przyjąć obecny wariant, w którym do czasu wygaśnięcia ochrony patentowej dane dotyczące leku oryginalnego nie są dostępne, to w zasadzie Polski producent leku generycznego rozpoczynałby proces rejestracji dopiero w momencie wygaśnięcia ochrony patentowej. Natomiast wiadomo, że są takie kraje UE, gdzie na drugi dzień po wygaśnięciu ochrony na lek innowacyjny pojawia się na rynku lek generyczny. Czyli proces rejestracyjny i badania biorównoważności toczą się równolegle.
Obydwie kontrowersje to kwestia rozstrzygnięć politycznych. Rząd polski musi podjąć decyzję, czy wchodzić w spór z Unią Europejską i ocenić, jakie są szanse na obronienia naszego stanowiska w Komisji Europejskiej.

- Samorząd aptekarski domaga się szybkiej nowelizacji ustawy Prawo farmaceutyczne w części dotyczącej aptek. Korporacji zależy szczególnie na usunięciu zapisu, który nakłada na wszystkie apteki obowiązek dostosowania się do wysokich wymagań lokalowych, m.in. z wydzieloną częścią recepturową.
- Ostatni pomysł jest taki, żeby jednak zrezygnować z obligatoryjności części recepturowej w każdej aptece. Rozsądnym rozwiązaniem wydaje się pójście w kierunku aptek, które mają część recepturową rozbudowaną jako tzw. laboratorium galenowe. Przy czym wszystkie inne apteki w danej dzielnicy czy miejscowości, które współpracowałyby z NFZ, musiałyby mieć z taką apteką podpisaną umowę o współpracy. Gdyby była taka potrzeba, lek recepturowy zostałby tam wykonany i dostarczony pacjentowi w określonym czasie.

- A inne pomieszczenia dodatkowe?
- Sadzę, że można by złagodzić wymagania techniczno-sanitarne dotyczące pomieszczeń aptecznych wprowadzając jeden obowiązujący typ apteki.

- Korporacja domaga się także ostrzejszych zapisów antykoncentracyjnych. Teraz, zgodnie z prawem, w województwie nie może być więcej niż 1 proc. aptek zorganizowanych w sieci. Aptekarze twierdzą, że rzeczywistość jest zupełnie inna.
- Z danych, które są w oficjalnym rejestrze aptek wynika, że poza siecią aptek cefarmowskich zapis ten jest przestrzegany. Ale nie wiemy, czy polska rzeczywistość, pomimo zapisów antykoncentracyjnych, nie jest przypadkiem inna niż byśmy sobie tego życzyli. Z posiadanych przez nas informacji wynika bowiem, że duża część aptek - ok. 30-40 proc. - korzysta z usług jednego dostawcy hurtowego i pewnie ma mniej lub bardziej oficjalny program lojalnościowy. A zatem na dobrą sprawę to asortyment hurtowni decyduje o asortymencie apteki. I pojawia się pytanie: czy to już jest sieć, czy to jest jeszcze niezależna apteka danego aptekarza?

- A jeśli uznamy, że to już jest sieć, to...?
- To znaczy, że przepisy antykoncentracyjne zawarte w polskim prawie farmaceutycznym nie są precyzyjne, a tym samym stoją w sprzeczności z ideą ustawodawcy wyrażoną w haśle ?jedna apteka dla jednego aptekarza".

- Samorząd zabiega także o ograniczenie liczby aptek.
- Rynek apteczny nie rozwija się już tak dynamicznie, ale jednak z roku na rok obserwujemy wzrost liczby aptek. Oczywiście konsumpcja leków też rośnie, ale nie w takim stopniu, by usprawiedliwiało to powstawanie tak dużej liczby nowych placówek aptecznych. Pojawił się więc bardzo trudny postulat, by w Polsce, podobnie jak np. w Austrii, aptekarz miał zaznaczony swój teren działania. Można to nazwać modelem populacyjnym apteki, porównywalnym do poz, albo tzw. geografią aptek. I jedno, i drugie rozwiązanie budzi ogromne dyskusje. Pojawiają się bowiem niezwykle trudne pytania: jak zaznaczyć aptekę w środowisku 5 tys. czy 10 tys. mieszkańców i co ma się stać z resztą aptek, które nie zmieszczą się w opisanym terenie. Być może apteka musiałaby mieć podpisaną umowę z płatnikiem - podobnie jak poz - na objęcie opieką mieszkańców danej dzielnicy czy obszaru gminy.
To jest kwestia do dyskusji. Uważamy, że dobrze byłoby znaleźć rozwiązania prawne, które byłyby lepsze od obecnego zapisu antykoncentracyjnego. Chcemy indywidualnym aptekarzom pomóc. Jednocześnie nie chcielibyśmy, żeby umożliwić tworzenie się nowej zamkniętej i ?okopanej" korporacji, mającej w ręku wszystkie instrumenty decydujące o tym, kto, kiedy i na jakich zasadach może otworzyć aptekę. Mam tu na myśli obecne praktyki samorządu aptekarskiego, polegające na odmowie rękojmi kandydatom na kierowników aptek po to, by zablokować otwarcie nowej apteki. Docierają do nas sygnały, że są takie miejsca w kraju, gdzie taka gra się toczy, np. na ląsku, w dużych miastach, gdzie jest duże zagęszczenie placówek. Ten mechanizm jest absolutnie subiektywny, mało tego - korupcjogenny. Nie chodzi o łapówki, pieniądze, ale o zupełną uznaniowość: komuś nie dam, a komuś dam pozwolenie.

- Kiedy zmienione przepisy prawa farmaceutycznego mogłyby wejść w życie?
- Zdajemy sobie sprawę, że dyskusja na temat zmian w prawie farmaceutycznym będzie olbrzymia. Obecnie jesteśmy na etapie zwoływania spotkań uzgodnieniowych, żeby - zgodnie z ustawą o działalności lobbingowej - zaprosić do współpracy wszystkich zainteresowanych. Zależałoby nam na tym, żeby wszyscy zainteresowani: organizacje społeczne, łącznie z pacjentami i lekarzami, ale również cała obsługa przemysłu farmaceutycznego, czyli aptekarze i hurtownie byli w stanie osiągnąć konsensus przynajmniej na jakimś minimalnym poziomie.
Sądzę, że projekt nowelizacji już wkrótce powinien być gotowy do konsultacji społecznych. Chcielibyśmy, żeby w czerwcu-lipcu, czyli jeszcze przed wakacjami, zajął się nim Sejm.

- Z pana publicznych wystąpień wynika, że na pewno resort zamierza spełnić jeden postulat aptekarzy - wprowadzenie urzędowych cen na leki refundowane. Kiedy to nastąpi?
- Na toczącej się obecnie wojnie cenowej w lekach refundowanych na pewno nie korzysta płatnik publiczny, czyli NFZ. Ba, nawet traci. Dlatego rzeczywiście rozważamy zmniejszenie liczby poziomów refundacji, wprowadzenie sztywnych cen na leki refundowane. Być może za wydanie leku, niezależnie od jego ceny, aptekarz powinien otrzymywać jedynie opłatę administracyjną. Chodzi o to, żeby była to opłata manipulacyjna za wydanie leku przepisywanego w określonej chorobie; wtedy nie ma miejsca na walkę na ceny leków. Pozwoliłoby to usztywnić ceny, apteki nie konkurowałyby ceną leków refundowanych, ale pacjent nie miałby też możliwości kupienia leku taniej. rodki publiczne byłyby bardziej chronione i absolutnie przewidywalne. Sądzę, że o takim rozwiązaniu będziemy mogli dyskutować dopiero w II półroczu br.
Ale zanim to nastąpi, chcemy listy refundacyjne wyczyścić wreszcie z leków o wątpliwej jakości terapeutycznej, potem dokonać przeglądu cen. Gdyby udało się je obniżyć, będziemy mogli spróbować umieścić w wykazach leków refundowanych nowe cząsteczki, cenne z punktu widzenia terapeutycznego i zrobić to w ramach obecnego budżetu NFZ na refundację leków na poziomie 6,7 mld zł.
Zależy nam także na tym, by listy zmieniały się regularnie co kwartał, a cała procedura umieszczania leków na liście była transparentna. Dzisiaj naszym problemem jest kumulacja wniosków o wpisanie leków na listy refundacyjne, często wzajemnie się znoszących.
Gdyby jeszcze w tym roku udało się utrzymać systematyczny rytm zmian na listach, odpowiadając na potrzeby i oczekiwania pacjentów, z jednoczesną ochroną pieniądza publicznego, to byłby duży sukces. Pierwszą ?przewietrzoną" i zrewidowaną listę refundacyjną chcemy ogłosić w maju.

- Hurtownicy są przeciwni wprowadzeniu kilku poziomów degresywnej marży hurtowej. Twierdzą, że takie rozwiązanie, podobnie jak w przypadku przemysłu i aptek, zniszczy hurt.
- Wszyscy twierdzą, że na tym tracą. Dziwne tylko, że rynek leków w dalszym ciągu dobrze się rozwija i nadal jest ogromne zainteresowanie przemysłu, podmiotów odpowiedzialnych, hurtowni i aptek, żeby na tym rynku być. Chciałbym tylko przypomnieć, że wszędzie w Europie marże są regulowane. Działający w Polsce hurtownicy boją się marż degresywnych, bo wiadomo, że im większa wartość opakowania, tym mniejsza marża. Ale obserwując obecną sytuację, wydaje się, że to właśnie oni rządzą rynkiem. To hurt, a nie apteka jest w stanie sfinansować programy lojalnościowe, to hurt - nie apteka, jest w stanie wygospodarować pieniądze na nagrodę rzeczową w postaci fiata punto.

- Także wprowadzenie nowej kategorii leków refundowanych, tzw. leków specjalistycznego stosowania, nie będzie łatwe. Pomysł nie cieszy się popularnością, szczególnie wśród lekarzy. Dlaczego więc forsujecie takie rozwiązanie?
- Dla racjonalizacji wydatków na leki konieczne jest wprowadzenie leków specjalistycznego stosowania. W dotychczasowych dyskusjach podstawowym problemem było to, czy każdy lekarz będzie mógł zapisać taki lek w określonych wskazaniach, czy też będzie to możliwe dopiero wtedy, gdy pierwsza ordynacja została dokonana w specjalistycznym ośrodku przez specjalistę. I na dodatek pod warunkiem, że będzie dostęp do tej recepty online w Internecie. Jestem zwolennikiem tego drugiego rozwiązania, ale jego wprowadzenie będzie możliwe dopiero wtedy, gdy NFZ będzie w stanie kontrolować na bieżąco ordynację tak wydanych leków. Oceniamy, że dziś ok. 30 proc. aptek ma już połączenia internetowe. Wydaje się, że jeśli takie możliwości techniczne będzie miało ok. 80 proc. aptek, to w zupełności wystarczy do wprowadzenia nowych rozwiązań, bo nie każda apteka musi wydawać te specjalistyczne leki. Byłby to początek postulowanej od wielu lat kontroli ordynacji lekarskiej w czasie rzeczywistym, a nie tylko na podstawie faktur ex post.
Gdyby wszedł system internetowej kontroli, czyli zarządzania lekiem, to po pierwsze udałoby się wyeliminować recepty fałszowane, np. ksero, które krążą w systemie, oraz recepty wydane przez lekarzy w kilku egzemplarzach, którymi handluje się na warszawskim Stadionie X-lecia. Po drugie, udałoby się też wyeliminować nadmierne wydatki w grupach uprawnionych, np. inwalidów wojennych.

- Czy to oznacza, że wprowadzenie numeru PESEL nie dało spodziewanych efektów?
- Wydatki obniżyły się dość znacznie, bo o ok. 40-50 proc., ale w dalszym ciągu jedna setna uprawnionych korzysta z 6 proc. całości środków przeznaczonych na refundację leków.



  Stopka autorska:
Autor: Ewa Szarkowska
Artykuł opublikowany w numerze: 8 (131)
Data publikacji: 2006-04-05
  Poleć znajomemu artykuł
email znajomego :
Redakcja         Reklama         Prenumerata         Kontakt         Napisz do nas         Nota prawna    
Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów Artykuł dostępny wyłącznie dla lekarzy