Magister farmacji pracujący w jednej z trójmiejskich aptek. Ceni sobie, że jego pracodawcy wymagają od pracowników kompetencji i biegłej znajomości rynku leków w Polsce. Latem gra w tenisa, zimą szusuje na desce snowboardowej. Wielbiciel muzyki elektronicznej, której słucha wyłącznie w samochodzie, bo tam ma najlepsze nagłośnienie.
9.00
Sopot. Mogę dziś dłużej pospać, bo dyżur w aptece rozpoczynam dopiero w południe. Gorzej, jeśli pracuję na pierwszą zmianę, bo wtedy nie ma zmiłuj, muszę wstać o 6.45.
Dzień rozpoczynam nadmierną ilością kawy i papierosami. Wiem, że to niezdrowe, dlatego zjadam też małe śniadanie. Maszka, terierka, którą przygarnęliśmy trzy lata temu, zachęca do zabawy. Nie muszę jej już wyprowadzać, bo poranny spacer to obowiązek mojej żony — lekarki. Ja wychodzę z sunią po powrocie z pracy.
12.00
Gdynia. Zaczynam pracę w aptece. Mam nadzieję, że dla odmiany będzie to spokojny dzień. Przyznaję, że pracuje mi się tu znacznie lepiej niż w poprzednich aptekach.
Oczywiście, w związku z najnowszą aferą związaną z refundacją leków, mamy trochę więcej pracy, ale bez przesady! Jesteśmy „pro pacjenccy” i nie odrzucamy recept, sprzedajemy leki z uwzględnieniem refundacji. Osobom chorym na cukrzycę wydajemy darmowe glukometry, żeby po zmianie prawa nie zostali z niczym. Dzięki temu mogą dokupić paski, które są refundowane, i nie muszą płacić ponad 50 zł za opakowanie. Poza tym dobrze nam się współpracuje z lekarzami z pobliskiej przychodni, a to pomaga w skutecznej komunikacji z pacjentami.
Co nam utrudnia życie, to wydłużenie czasu „obsługi” klienta. Do tej pory najważniejsze było dobranie odpowiedniego zamiennika zawierającego wskazaną ilość substancji czynnej i liczbę tabletek. Teraz dodatkowo musimy jeszcze uwzględnić cenę urzędową i limit leku, bo zgodnie z przepisami obowiązują nas sztywne ceny i marże.
20.00
Kończę pracę. Wracam samochodem do domu i słucham muzyki. Jako były DJ, rezydent jednego z sopockich klubów muzycznych, mam ogromną słabość do muzyki elektronicznej. Jest już zbyt późno, by załatwić jakiekolwiek sprawy urzędowe, robię więc tylko małe zakupy.
Maszka cieszy się, że już wróciłem, bo wie, że za chwilę pójdziemy na wieczorny spacer. Spadł śnieg, więc będzie jak wariatka biegać za płatkami śniegu. Szkoda, że jest tak zimno, bo moglibyśmy wybrać się na plażę, która jest w pobliżu naszego domu. Niestety, tej zimy zaniedbałem sport. Marzę jednak o wyjeździe w góry na deskę snowboardową. Czekam też na wiosnę, kiedy znowu zacznę grać w tenisa z kolegą.
21.15
Sprawdzam maile, włączyłem też film. Obejrzę go sam, bo żonę ten film nudzi. Za to jutro umówiliśmy się z przyjaciółmi na drinka. Lubimy umawiać się w tygodniu, kiedy w knajpkach jest mniej ludzi i można spokojnie porozmawiać.
23.00
Jednak wyłączyłem film. Wolę powspominać z żoną nasz kilkudniowy wyjazd do Krakowa i Krynicy Górskiej, z którego niedawno wróciliśmy. To był prezent urodzinowy dla nas obojga. Rozmawiamy też o pracy. Opowiadam żonie o trudniejszych sprawach, z którymi musiałem się dzisiaj zmierzyć, ale ona mówi, że to drobiazgi. Hm, pewnie ma rację… W końcu to ona przeżywa dramatyczne chwile, gdy pacjent umiera, bo nie ma odpowiedniego sprzętu ratującego życie. Lubię te nasze rozmowy. Fajnie jest wymieniać się doświadczeniami.