Zamieszanie wokół listy refundacyjnej trwa. Poprawioną listę opublikowano 30 grudnia ub.r. o godz. 23.30. W porównaniu z poprzednią jej wersją (z 23 grudnia) dodano 11 leków (łącznie jest ich teraz 2700) oraz 15 wyrobów medycznych (obecnie jest ich 221). Napływają jednak kolejne protesty i listy od towarzystw naukowych, zwracających uwagę, że ciągle nie ma na niej leków niezbędnych chorym.

Protestuje Polskie Towarzystwo Diabetologiczne, bo wbrew publicznym zapewnieniom ministra zdrowia kobiety, które zachorowały na cukrzycę ciążową (3-4 proc. wszystkich ciężarnych), nadal nie mogą kupić na ryczałt pasków do mierzenia poziomu cukru we krwi. „Liczę, że to tylko pomyłka i będzie szybko usunięta” – mówi „Gazecie Wyborczej” prof. Leszek Czupryniak, prezes PTD.
Pediatrzy apelują do ministra, ponieważ na liście refundacyjnej nie znalazł się Nutramigen. Problem dotyczy od 2 do 5 proc. dzieci uczulonych na mleko krowie. „Nutramigen nie zawiera laktozy, dlatego u dużej części tych dzieci nie da się go niczym zastąpić. Jego zniknięcie z listy to dla ich rodziców naprawdę kłopot. Zamiast kilkunastu złotych zapłacą teraz 40 zł, a może nawet 50 zł za opakowanie” – mówi „Gazecie Wyborczej” prof. Mieczysława Czerwionka-Szaflarska, kierownik Klinki Pediatrii, Alergologii i Gastroenterologii w Szpitalu im. Jurasza w Bydgoszczy.
„Cena zalecanego preparatu stanowić będzie barierę nie do pokonania dla większości polskich rodzin dzieci z alergią na białka mleka krowiego” – napisał w apelu prof. Maciej Kaczmarski z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Ministerstwo odpowiada, że Nutramigen wypadł z listy i już na nią nie wróci, bo producent chciał zbyt wysokiej ceny. Znajdzie się tam za to inny preparat tego samego producenta z niższą ceną.
Problem mają także pacjenci z chorobami reumatycznymi – część z nich od 1 stycznia musi płacić 100 proc. za swoje leki. Powód: wraz z nową ustawą refundacyjną wszedł w życie przepis pozwalający lekarzowi na wypisanie leku tylko zgodnie ze wskazaniami, jakie wymieniono przy jego rejestracji w Unii Europejskiej. I tak np. cyklosporyna to lek zapobiegający odrzucaniu obcego narządu stosowany u chorych po transplantacji. Od lat stosują ją jednak także reumatolodzy, m.in. u dzieci z tzw. idiopatycznym zapaleniem stawów, mimo że producenci nie zarejestrowali cyklosporyny jako leku dla dzieci z tą chorobą (potrzebne są do tego kosztowne badania). „Setki, o ile nie tysiące naszych pacjentów będą teraz musiały płacić za swoje leki 100 proc. Wielu nie będzie na to stać” – mówi prof. Piotr Wiland, prezes Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego.
Podobny kłopot mogą mieć pediatrzy i ich niektórzy pacjenci, bo sporo leków przepisywanych dotąd dzieciom – niektóre antybiotyki, krople do oczu oraz maści – zarejestrowanych jest tylko dla dorosłych.