Grupa naukowców pracująca pod kierunkiem prof. Christophera DeGiorgio, neurologa z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, zakończyła drugą fazę badań klinicznych nad symulacją nerwu trójdzielnego. Dzięki zastosowanemu przez nich urządzeniu przybliża się moment, w którym możliwa będzie skuteczna ochrona przed atakami występującymi w przypadku lekoopornej padaczki. Wyniki testów pokazują, że połowa pacjentów poddanych działaniu stymulatora nerwu trójdzielnego zaobserwowała znaczną redukcję częstości występowania ataków. Zasadniczym elementem tego systemu jest aparat wielkości dużego telefonu komórkowego, który może być trzymany na przykład w kieszeni chorego. Do stymulatora podłączone są dwa cienkie przewody. Przypina się je do skroni pacjenta. Elektrody transmitują sygnał do nerwu trójdzielnego, który z kolei przesyła impulsy do mózgu. Niewielkie elektrody bez trudu można zamaskować nakryciem głowy – czapką bądź chustką.
„Jest to całkowicie bezpieczna metoda stymulacji mózgu” – zapewnia prof. Christopher DeGiorgio. Badania nad tym systemem, alternatywnym do drogiej metody farmakologicznej, prowadzono od 2006 r.
Poleć znajomemu artykuł |