
Wydaje się, że opatrzność nad nami czuwała i dzięki ciężkiej pracy koalicji różnych organizacji i ludzi dobrej woli, wyszliśmy obronną ręką z całej tej awantury o tzw. ustawę antynikotynową. Pozostaje jednak bardzo dużo niesmaku po tym, jak to się odbywało. Wydawać by się mogło, że głos ludzi odpowiedzialnych za Polskę powinien być jednobrzmiący, a kierunek na maksymalne ograniczenie możliwości palenia w miejscach publicznych - oczywisty i bezdyskusyjny. A tak nie było.
Ostateczne decyzje, które zostały podjęte - w tym wycofanie się z zapisów umożliwiających tworzenie palarni w szpitalach, szkołach i na uczelniach oraz dających możliwość wyboru, czy lokal gastronomiczny jest dla osób palących czy niepalących - nie kompromitują nas w oczach świata. A co najważniejsze, przyczynią się do tego, że przestrzeń publiczna będzie bardziej wolna od dymu niż dotychczas.
Mam natomiast pewne wątpliwości co do kompromisu, który został zawarty w przypadku lokali gastronomicznych, umożliwiającego restauratorom tworzenie sali dla palących, ale zobaczymy, jak realizacja tego zapisu będzie wyglądała w praktyce. Niewykluczone, że wielu z nich - z uwagi na koszty utworzenia palarni - nie podejmie takiego wysiłku. I być może przepis ten okaże się na tyle martwy, że w efekcie gastronomia będzie przestrzenią dla niepalących.