Środa, 23 maja 2012 r.
Puls Medycyny
Szukaj »
Grypa opanowana
Sekcja: informacje
Data publikacji: 2009-12-17
Inne artykuły:
Lekarze rodzinni zauważają, że im większe jest medialne zamieszanie wokół grypy wywołanej wirusem A/H1N1, tym więcej mają pracy, bo pacjenci zgłaszają się nawet ze zwykłym katarem. Sonda Pulsu Medycyny pokazuje jednak, że mamy grypę pod kontrolą.
Lekarze nie pierwszy raz stanęli przed takim wyzwaniem, jak wzrost zachorowań na grypę. W tym sezonie sytuację skomplikowało pojawienie się nowego wirusa A/H1N1.

Wojciech Perekitko jest kierownikiem NZOZ Primum w Kożuchowie koło Nowej Soli, małym miasteczku, gdzie nie ma poradni specjalistycznej, a do szpitala trzeba jechać kilkanaście kilometrów. Prowadzi praktykę dla 3 tys. pacjentów. Przyznaje, że w związku ze „świńską" grypą na początku panował chaos informacyjny. „Z Ministerstwa Zdrowia nadchodziły same niejasne informacje na temat tego, jak diagnozować, w jaki sposób postępować z chorym, czy w ogóle ten wirus jest w Polsce, czy go nie ma, a jeśli jest, to jakie niesie ze sobą zagrożenia. Byliśmy zdezorientowani - mówi Wojciech Perekitko. - Ostatecznie sami szybko oceniliśmy sytuację i po prostu zachowujemy się jak zwykle".

Zdaniem Wojciecha Perekitko, lekarze kontrolują sytuację. Nawet w jego miejscowości, gdzie mieszkał młody ksiądz, który tuż po zdiagnozowaniu u niego wirusa A/H1N1 zmarł w szpitalu w Gorzowie, nie było paniki wśród mieszkańców.

Spokój i zdrowy rozsądek

Katarzyna Stein-Sedlak, współwłaściciel i kierownik NZOZ Tyniec w Tyńcu koło Krakowa, uważa, że teraz najważniejszy jest spokój i zdrowy rozsądek. „Nie można wprowadzać paniki w społeczeństwie, bo natychmiast skutkuje to kolejką pacjentów ze zwykłym katarem. A instrukcje postępowania są jasne i proste" - mówi Katarzyna Stein-Sedlak. Lekarka ma pod opieką ponad 3 tys. pacjentów. Jak dotąd z ciężkimi objawami grypy i podejrzeniem wirusa pandemicznego skierowała do szpitali tylko cztery osoby. „Nie zrobiłam tego wyłącznie z powodu złego stanu pacjentów, ale też na podstawie wywiadu. Były to między innymi kobieta, która wróciła z podróży do Kanady, i pacjentka z silnymi objawami grypy, astmą i do tego w ciąży" - mówi Katarzyna Stein-Sedlak.

Zgodnie z instrukcjami przekazanymi przez służby sanitarne, lekarka poleciła podejrzanym o infekcję wirusem A/H1N1 dojazd do szpitala prywatnym środkiem transportu. „Podkreśliłam, by poczekali w aucie aż osoba, która ich odwiezie, poinformuje oddział zakaźny o takim przypadku. Dzięki temu moi pacjenci nie pojawili się w ogóle w szpitalnej poczekalni, lecz zostali od razu zabrani do izolatki. Postępowanie krakowskich szpitali było bez zarzutu" - podkreśla. Szybko została powiadomiona o wyniku badań wirusologicznych i działaniach szpitala - czy pacjent pozostał na oddziale, czy mógł wrócić do domu. Tylko u jednej osoby potwierdzono obecność wirusa typu A.

Leki nie dla każdego

Z sondy Pulsu Medycyny wynika, że niewielu lekarzy miało dotąd potrzebę przepisywania specjalistycznych leków przeciwgrypowych. Najtrudniejsze przypadki trafiają do szpitali, „zwykłe" leczy się tradycyjnie. Jacek Krajewski z prywatnej Praktyki Lekarza Rodzinnego „Udanin" na Dolnym Śląsku na kilkuset pacjentów, których przebadał w ostatnim czasie, przypadków grypy zdiagnozował niewiele. „Tamiflu przepisałem dwa razy: młodej dziewczynie z nadczynnością tarczycy, która pojechała od razu do szpitala, zanim wykupiła receptę, a drugi pacjent został w domu i po wzięciu leku poczuł się lepiej" - mówi Jacek Krajewski.

W Myślenicach panika mogła być większa niż w innych regionach, bowiem oficjalnie potwierdzono tu przypadki zakażenia wirusem A/H1N1. Efekt - pacjenci przychodzą do lekarzy nawet z najbanalniejszym przeziębieniem. „Jednak grypy też jest więcej. Wiemy, jak działać, wytyczne służb sanitarnych są jasne. W każdym razie, kierując kogoś do szpitala, biorę pod uwagę zarówno ciężki przebieg infekcji, powikłania, jak i schorzenia współistniejące" - podkreśla Monika Strug, lekarz i kierownik NZOZ Praktyka Lekarza Rodzinnego w Myślenicach.

Podstawowa opieka zdrowotna w Myślenicach i okolicznych wioskach jest w komfortowej sytuacji - dysponuje własną karetką. Dlatego nie ma kłopotów z transportem chorych. „Jedyny problem, jaki może się pojawić, to niepotrzebne, moim zdaniem, życzenie szpitala, by chory przeszedł najpierw przez SOR, co wydłuża czas i naraża innych. Ja od razu kieruję na oddział zakaźny" - mówi lekarz rodzinny.

(...)

Cały artykuł na ten temat znajduje się w Pulsie Medycyny nr 20 (203) z 16 grudnia 2009 r.

AKTUALNA OFERTA PRENUMERATY PULSU MEDYCYNY



  Stopka autorska:
Autor: Jolanta Grzelak-Hodor, Urszula Ludwiczak, Monika Wysocka
Artykuł opublikowany w numerze: 20 (203)
Data publikacji: 2009-12-17
  Poleć znajomemu artykuł
email znajomego :
Redakcja         Reklama         Prenumerata         Kontakt         Napisz do nas         Nota prawna    
Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów Artykuł dostępny wyłącznie dla lekarzy