Leki biopodobne to oszczędność dla NFZ Data publikacji: 2009-11-25Wiele osób w Polsce patrzy na służbę zdrowia jak na mitycznego potwora, który pożera absolutnie wszystko, co jest w zasięgu jego macek. Powszechnie panuje przekonanie, że wszelkie środki wrzucone do systemu zostaną pożarte bez specjalnego efektu czy specjalnych korzyści. Moim zdaniem ten pogląd jest całkowicie mylny, a pieniędzy w polskim systemie ochrony zdrowia jest ciągle za mało. Niestety, następuje załamanie pozytywnej tendencji, która miała miejsce w ostatnich kilku latach. Wielkość nakładów na służbę zdrowia poprzez system Narodowego Funduszu Zdrowia w przyszłym roku się zmniejszy. Może więc warto by racjonalniej je wykorzystywać.
Na 52,6 mld zł wydanych w tym roku przez NFZ około 17 proc. stanowią koszty refundacji leków, w tym pewna część jest przeznaczana na refundację biofarmaceutyków. Specjaliści zapewniają, że leki biopodobne w swoim działaniu niczym nie różnią się od leków patentowych. Ale jako ekonomista powiem, że jest jedna różnica. Leki biopodobne są od leków patentowych tańsze. Ta różnica nie jest może tak wielka, jak w przypadku leków generycznych w stosunku do leków innowacyjnych (potrafi być nawet ponad dwukrotna), ale zawsze jest to 10, 15, a nawet 20 proc. mniej. Wydaje się więc, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby lekarze zapisywali leki biopodobne, bo są one oficjalnie zarejestrowane w Polsce, sprawdzone i bezpieczne. Może są one zbyt mało rozpropagowane. Gdyby polscy lekarze mieli więcej informacji o lekach biopodobnych, częściej by je zapisywali swoim pacjentom, a to z kolei przełożyłoby się na kilkadziesiąt milionów oszczędności. Być może to jest właśnie kwota, która pomogłaby pacjentom w innych przypadkach.
Poleć znajomemu artykuł |