Czwartek, 9 lutego 2012 r.
Puls Medycyny
Szukaj »
Dotacje UE także dla farmaceutów
Sekcja: informacje
Data publikacji: 2009-11-26
„Gra niewarta świeczki", „Wolałabym wziąć kredyt w banku", „Obiecywanie i odbieranie marchewki", ale także „Każdemu bym polecił", „Trzeba korzystać z możliwości" - to opinie farmaceutów i właścicieli aptek, których zapytaliśmy o doświadczenia w korzystaniu z unijnych dotacji. Taka pomoc uzależniona jest jednak od wielu warunków, których trzeba ściśle przestrzegać.
Andrzej Wyrkowski decyzję o tym, że chce założyć w Białymstoku aptekę i skorzystać przy tej okazji z pomocy funduszy Unii Europejskiej podjął jako jeden z pierwszych - pod koniec 2003 roku. „Złożyłem odpowiedni wniosek, który pomogła mi sporządzić firma doradcza, a potem uzbroiłem się w cierpliwość, bardzo dużo cierpliwości - wspomina w rozmowie z Pulsem Farmacji. - „Papierologia" trwała do stycznia 2005 roku, kiedy zapadła decyzja o realizacji wniosku i mogłem wziąć się do pracy". Podkreśla, że uzyskanie pozytywnej decyzji wcale nie zamyka sprawy, bo to właśnie ścisła realizacja tego, co się zawarło we wniosku, wymaga największej uwagi.

„Zanim otrzymałem przyznane pieniądze - w marcu 2006 roku - do apteki przyszła kontrola, która sprawdziła z wielką pieczołowitością, czy spełniłem wszystkie warunki zapisane we wniosku o dotację" - mówi Andrzej Wyrkowski. Jak szczegółowa była kontrola? Sprawdzono np. czy przy układaniu posadzki faktycznie wykorzystano trzy rodzaje płytek i czy kolor fugi jest dokładnie taki, jak został opisany, tj. szary. Nie obyło się bez zgrzytu. „Zmniejszono mi dotację o tysiąc złotych, bo kontroler stwierdził, że skoro we wniosku zapisano, że przy stole ekspedycyjnym będą krzesła, to muszą być z nim zintegrowane. Nie przemawiał do niego argument, że takich rozwiązań nie stosuje się w aptekach, jego interpretacja zapisu była najważniejsza" - wspomina Andrzej Wyrkowski. Niezbędnym wymogiem było też np. oklejenie mebli i sprzętu w aptece, kupionego w ramach dofinansowania, specjalnymi naklejkami z informacją o tym fakcie.

Jeszcze raz czy nigdy więcej

Mimo tych doświadczeń Andrzej Wyrkowski, obecnie właściciel apteki Centrum w Białymstoku, zamierza otworzyć wkrótce drugą placówkę i bierze pod uwagę złożenie wniosku o jej dofinansowanie z funduszy UE. „Ma to swoje niedogodności, trzeba walczyć z urzędnikami, zmieniającymi się przepisami, składać sprawozdania, co naprawdę wymaga dużo samozaparcia, ale skoro mamy taką możliwość, to trzeba z niej korzystać" - uważa.

Zdecydowanie inne doświadczenia w korzystaniu z dotacji unijnych ma Mariola Pietras-Truk, właścicielka apteki Vikamed w Lublinie. „Nerwy zjadłam i pochłonęło mi to mnóstwo pieniędzy, nikomu bym nie radziła w to wchodzić. Nie starałam się o duże pieniądze i biorąc pod uwagę wszystkie biurokratyczne procedury, które musiałam przejść, teraz wolałabym wziąć kredyt w banku na 50 tys. zł, niż otrzymać dotację". Podobną opinię na ten temat ma Grzegorz Wiśniewski, właściciel apteki Panaceum w Wąsewie na Mazowszu. „Mam jak najgorsze doświadczenia. To obiecywanie marchewki, a potem jej odbieranie - mówi w rozmowie z Pulsem Farmacji. - Poziom szczegółowości kontroli wykonania wniosku jest niewiarygodny, prawie jak czepianie się koloru długopisu. Pewnie będę musiał zwracać to dofinansowanie".

Możliwości są różne

Z danych Ministerstwa Rozwoju Regionalnego wynika, że w całej Polsce złożono raptem kilkanaście wniosków dotyczących dofinansowania projektów, których autorami są właściciele aptek.

(...)

Cały artykuł na ten temat znajduje się w Pulsie Farmacji nr 17(41) z 25 listopada 2009 r.

AKTUALNA OFERTA PRENUMERATY PULSU FARMACJI


  Stopka autorska:
Autor: Edyta Szewerniak-Milewska
Artykuł opublikowany w numerze: PF 17(41)
Data publikacji: 2009-11-26
  Poleć znajomemu artykuł
email znajomego :
Redakcja         Reklama         Prenumerata         Kontakt         Napisz do nas         Nota prawna    
Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów Artykuł dostępny wyłącznie dla lekarzy