Farmaceuci, podobnie jak lekarze, są zobowiązani do dokształcania zawodowego i zbierania świadczących o tym punktów edukacyjnych. W tym roku zaledwie jedna trzecia z nich przejęła się tym obowiązkiem. Farmaceuci narzekają na kiepską organizację szkoleń, ich wysoką cenę i konieczność dojazdu.
Cztery miesiące temu zakończył się pierwszy pięcioletni okres, w którym farmaceuci zatrudnieni w aptekach i hurtowniach farmaceutycznych mieli w różnych formach kształcenia uzyskać określoną liczbę punktów edukacyjnych. Choć nie ma jeszcze pełnych danych, już wiadomo, że magiczne 100 punktów zdobyło tylko około 30 procent zobowiązanych do tego osób.
Zdaniem doktora Marka Jędrzejczaka, wiceprezesa Naczelnej Rady Aptekarskiej, nie jest to "tylko" 30 procent, lecz aż tyle. "Był to pierwszy okres szkoleń, czas nauki dla nas wszystkich - takich systemów edukacyjnych nie tworzy się z dnia na dzień, więc generalnie wynik nie jest zły. Zwłaszcza że przynajmniej drugie tyle farmaceutów zakończy cykl szkoleń lada dzień, bo brakuje im po kilka, najwyżej kilkanaście punktów" - twierdzi dr Jędrzejczak.
Lawina próśb o przedłużenie terminu
Sytuacja w poszczególnych izbach jest dość zróżnicowana. Niektóre osiągnęły wynik powyżej średniej, inne znacznie poniżej. W jednych farmaceuci składali prośby o przedłużenie terminu zdobycia punktów już w połowie ubiegłego roku, są też tacy, którzy do dziś nie przejęli się zbytnio ustawowym obowiązkiem.
(...)
Cały artykuł znajduje się w Pulsie Farmacji nr 8 (32) z 13 maja 2009 r.
AKTUALNA OFERTA PRENUMERATY PULSU FARMACJI