Przeżyłem kontrolę recept Data publikacji: 2009-04-29Po dokonaniu w mojej aptece kontroli recept "IB" i "P" za lata 2005-2006 przez Wydział Gospodarki Lekiem miejscowego Oddziału Wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia i poniesieniu strat finansowych, chciałbym podzielić się moimi odczuciami i spostrzeżeniami z całym środowiskiem aptekarskim. (...)
Ewenementem na skalę kraju (a może i Europy) jest fakt, że apteka nie ma żadnej szansy złożenia odwołania od wyników kontroli do jakiejkolwiek bezstronnej, oprócz sądu, instancji. Regulamin kontroli NFZ przewiduje, zgodnie z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, iż może ona złożyć wyjaśnienia dotyczące okoliczności wydania zapisanych medykamentów, ale tylko w ciągu siedmiu dni od zakończenia postępowania kontrolnego (wliczając w to święta, dni wolne od pracy i soboty, w które i tak kancelaria NFZ jest nieczynna) pod groźbą nierozpatrzenia wyjaśnień złożonych po tym krótkim terminie.
Udana próba złożenia wyjaśnień pozostaje praktycznie bez znaczenia, bowiem składa się je tym samym osobom, które dokonywały kontroli i mają taki, a nie inny sposób widzenia sprawy, zatem szanse uznania zastrzeżeń do ustaleń pokontrolnych są zerowe.
W razie podjęcia jednak próby modyfikacji zaleceń pokontrolnych aptekarz otrzyma odpowiedź, że ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych i związane z nią akty wykonawcze nie przewidują możliwości wnoszenia zastrzeżeń.
(...)
"Wezwanie do zapłaty" przysyłane aptece w wyniku tak absurdalnie pojmowanej kontroli nie jest oparte na żadnym akcie prawnym, który upoważniałby NFZ do jego wystawienia. Również żaden z przepisów prawnych wymienianych w dokumentacji postępowania kontrolnego nie wskazuje na możliwość obciążenia apteki finansową odpowiedzialnością za usterki formalne stwierdzone na receptach na leki wydane w przepisanych ilościach uprawnionym osobom.
Nie ma jednakże szansy odwołania się do instancji nadrzędnej od przysyłanego aptece, w trybie pilnym, nakazu płatniczego obejmującego wartość wydanych na kwestionowane recepty medykamentów wraz z odsetkami naliczonymi od dnia zrealizowania tych recept.
Tak więc nawet maksyma dura lex sed lex jest stosowana w sposób wygodny jedynie dla Narodowego Funduszu Zdrowia. Prawa pacjenta i aptekarza pozostają niedostrzeżone. Natomiast salus aegroti suprema lex esto (zdrowie chorego najwyższym prawem) nie ma żadnego znaczenia. Nie obowiązuje NFZ, który dla dobra ubezpieczonego pacjenta został chyba powołany. (...)
Poleć znajomemu artykuł |