Gdybym jako prezes okręgowej rady zabiegał o zapewnienie stałych cen producentom leków i bardzo wysokiej marży hurtownikom, a jednocześnie godził się na tabelkę marż detalicznych dla aptek na głodowym wręcz poziomie, występowałbym przeciw interesom tych, którzy mnie wybrali i których reprezentuję - mówi Piotr Jóźwiakowski, prezes Okręgowej Rady Aptekarskiej w Krakowie.

Piotr Jóźwiakowski, szef krakowskiej ORA, członek prezydium Naczelnej Rady Aptekarskiej, koordynator Departamentu Farmacji Aptecznej i Edukacji, a do niedawna rzecznik prasowy Naczelnej Rady Aptekarskiej, w marcu złożył rezygnację ze wszystkich funkcji pełnionych w NRA, ta jednak zwolniła go tylko z pracy rzecznika. Pulsowi Farmacji wyjaśnia m.in., jakie były przyczyny jego decyzji oraz dlaczego niewielka liczba farmaceutów zdobyła wymagane punkty na koniec pięcioletniego okresu edukacyjnego.
Kieruje pan jedną z największych izb aptekarskich w kraju i w pewnym sensie odpowiada też za edukację wszystkich polskich farmaceutów. W grudniu ubiegłego roku zakończył się pięcioletni okres edukacyjny. Do 31 marca wszyscy członkowie krakowskiej OIA mieli złożyć certyfikaty. Czy obowiązek zdobycia wymaganych punktów edukacyjnych został wypełniony?
Niestety, nie da się ukryć, że ten wymóg zrealizowano w niewielkim stopniu. 100 punktów uzyskało około 30 procent z 2400 farmaceutów zarejestrowanych w naszej izbie. Jednak to i tak nie jest zły wynik w porównaniu ze średnią krajową. Są izby, gdzie odpowiedniej liczby punktów nie uzbierało nawet 10 procent zobowiązanych do tego.
Czyżby farmaceuci w ogóle nie chcieli się dokształcać?
Te liczby są jedynie mocnym argumentem za tym, by zmienić prawo. Każdy sposób zdobywania nowej wiedzy powinien być uznawany, punkty edukacyjne niekoniecznie trzeba dzielić na "twarde" i "miękkie". Chcemy się kształcić, lecz na innych zasadach. Wielu farmaceutom bardzo trudno pojechać gdzieś na kurs kończący się egzaminem, czyli jedyny dający tak zwane twarde punkty. Dokształcanie na wyjazdowych szkoleniach jest też dla wielu osób za drogie. Dlatego uważam, że podnoszenie kwalifikacji powinno być możliwe w każdej formie. Małopolski wynik nie jest najgorszy tylko dzięki uruchomieniu i promowaniu przez naszą izbę bezpłatnego internetowego portalu edukacyjnego.
Czy można wskazać grupy najbardziej i najmniej żądne wiedzy?
W naszym regionie przodują farmaceuci w tak zwanym średnim wieku - między czterdziestym a pięćdziesiątym rokiem życia. Młodsi mówią: "Przecież dopiero co uczyliśmy się tego na studiach", starszym, w wieku przedemerytalnym, często po prostu już się nie chce uczyć. Może młodzi farmaceuci, zaraz po studiach, powinni mieć nieco odroczony obowiązek dokształcania. Co do starszych - to właśnie jeden z powodów, dla których osobiście nie jestem zwolennikiem przedłużania w nieskończoność wieku, do jakiego farmaceuta może kierować apteką. To jednak moja prywatna opinia. Jako samorząd popieramy projekt tej zmiany, ale pod pewnymi warunkami, które powinien spełnić farmaceuta pragnący kierować apteką po siedemdziesiątym roku życia.
Wydaje się, że bez względu na wiek w tej pracy najważniejsza jest odporność na stres. A ten zwykle towarzyszy m.in. wprowadzaniu nowych list leków refundowanych. Jak było w tym roku?
Jeśli chodzi o aptekarzy, po raz pierwszy nową listę wprowadzono z wymaganym vacatio legis, dzięki czemu spokojnie dokonaliśmy zmian, odpowiednio zarządzaliśmy magazynem. Natomiast mocne nerwy potrzebne były i są nadal w kontaktach z pacjentami. Czują się ogromnie rozczarowani, bowiem nie odczuli zapowiadanej przez minister zdrowia ulgi w wydatkach na leki. Najbardziej skrzywdzono chorych na cukrzycę, którym obiecywano refundację analogów insuliny. W Krakowie mieszka wielu starszych, schorowanych ludzi i wielu chorych na cukrzycę, więc chyba nie ma apteki, w której aptekarze nie musieliby wysłuchiwać słów rozgoryczenia.
Wielu pacjentów chciałoby także sztywnych cen leków, by skończyły się wędrówki między aptekami w poszukiwaniu najtańszego opakowania. Farmaceuci sami mówią o nieuczciwej konkurencji, jednak po cichu nie zawsze są w tej sprawie zgodni. Jakie jest pana zdanie na temat propozycji przedstawianych przez rząd - wprowadzenia sztywnych cen i marż na leki refundowane?
Po raz kolejny trzeba zrewidować stanowisko odpowiednio do sytuacji, a mamy kryzys. I jeśli teraz, jako prezes rady aptekarskiej, zabiegałbym o zapewnienie stałych cen producentom leków i bardzo wysokiej marży hurtownikom, a jednocześnie godziłbym się na tabelkę marż detalicznych dla aptek na głodowym wręcz poziomie, występowałbym przeciwko interesom tych, którzy mnie wybrali, których reprezentuję. Moim zdaniem, nie można pozwolić na odebranie sobie wolności gospodarczej - choćby szansy zabiegania o upusty i rabaty - i na zabezpieczenie interesu wszystkich pozostałych uczestników rynku, jeżeli nie wywalczy się dla aptek godziwej marży detalicznej. Problem w tym, że w czasie kryzysu nikt nie podniesie aptekarzom zysków, ponieważ oznaczałoby to wzrost wydatków na refundację leków. Na dzień dzisiejszy wystarczyłoby więc dla dobra pacjentów zmienić zapis "cena maksymalna" na "cena stała". W każdym razie, w naszym interesie należało rozmowę z ministerstwem na ten temat rozpocząć od ustalenia poziomu zyskowności dla apteki.
Jednak nie chciał pan dłużej reprezentować wszystkich aptekarzy - złożył pan rezygnację z pracy w Naczelnej Radzie Aptekarskiej. Jakie były tego powody?
To nie tak, że nie chciałem reprezentować kolegów. Natomiast od pewnego czasu nawarstwiała się rozbieżność zdań między mną a prezesem Grzegorzem Kucharewiczem. Pełniłem też funkcję rzecznika prasowego władz samorządu aptekarskiego, więc powinniśmy byli mówić jednym głosem. Było to ostatnio trudne, toteż ostatecznie z tej jednej pracy Naczelna Rada - na moją prośbę - mnie zwolniła. Nowego rzecznika nie powołano. Rezygnacji z pozostałych funkcji - członka prezydium i szefa departamentu - Rada nie przyjęła. Chyba największy rozdźwięk między mną a prezesem dotyczył właśnie sprawy sztywnych marż i cen. Wyrażałem taką opinię, jak powyżej - w imieniu małopolskiej izby, w której odbyliśmy na ten temat bardzo szeroką dyskusję. Prezes prezentował inne stanowisko w tej kwestii. Nie mogliśmy dojść do porozumienia.
Nadal będziecie współpracować w Naczelnej Radzie...
I wierzę, że dobra współpraca między nami jest możliwa, chcę tej współpracy, choć na pewno nie mogę być rzecznikiem prezesa. Znamy się i chyba lubimy od lat, może tylko musimy więcej ze sobą rozmawiać. Może tego właśnie ostatnio brakowało. Tak czy inaczej, jak dla mnie cała ta historia to już przeszłość. Nie chcę o tym więcej mówić. Między mną a prezesem Kucharewiczem nie powinno być żadnego konfliktu i ufam, że nie będzie.