Poniedzialek, 21 maja 2012 r.
Puls Medycyny
Szukaj »
Przetargowa zmora farmaceutów
Sekcja: informacje
Data publikacji: 2009-03-04
Inne artykuły:
Czym powinien się zajmować farmaceuta w aptece? Przede wszystkim lekiem i pacjentem - tak najczęściej odpowiadali zapytani przez Puls Farmacji aptekarze. A czym zajmuje się farmaceuta w aptece szpitalnej? Jednym z wielu zadań kierownika takiej placówki jest organizacja przetargów na zakup leków.
"Wiele moich koleżanek i kolegów na to narzeka, ale organizacja przetargów należy do naszych obowiązków - uważa dr farm. Barbara Uniejewska, kierownik apteki szpitalnej w 600-łóżkowym Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej. - Poza tym, to my najlepiej wiemy, jakie leki są w szpitalu potrzebne. Lekarze mogą mówić najwyżej o farmaceutykach wykorzystywanych na swoim oddziale, my zbieramy dane z całej placówki".

Przewlekła procedura

Jej zdaniem, aptekarze najczęściej narzekają na przewlekłość procedury przetargowej. "Ciągnie się całymi tygodniami: zbieranie ofert, odpowiadanie na zapytania oferentów, protesty, wybór oferty i w końcu czekanie na podpisanie umowy. To naprawdę nużące, choć przetargi są organizowane w różnych odstępach czasu, to zależy od szpitala, raz czy dwa razy do roku" - mówi dr Uniejewska.

"Ja robię dogrywkę w przetargach na leki dwa razy w ciągu trwania umowy - mówi mgr farm. Maria Piskorska, kierownik apteki w 200-łóżkowym Zamojskim Szpitalu Niepublicznym. - Ogłaszany jest jeden duży przetarg, a gdy jakieś leki są zużywane w większej ilości niż przewidziałam i prawdopodobnie nie wystarczy ich do końca umowy, albo gdy zapomniano uwzględnić w zapotrzebowaniu jakiś specyfik, to po pół roku ogłaszam drugi przetarg". Też roczny i w ten sposób umowy się zazębiają, a szpital ma zapewnione stałe dostawy leków.

Przydałby się jasnowidz

Inną bolączką szpitalnych farmaceutów odpowiedzialnych za przetargi jest konieczność oszacowania z dużym wyprzedzeniem ilości potrzebnych szpitalowi leków. "To zależy od wielkości kontraktu, jaki uda się podpisać szpitalowi. Na jego podstawie określa się liczbę świadczonych usług medycznych, a co za tym idzie, niezbędnych do tego leków i produktów leczniczych" - mówi dr Uniejewska.

Ten sam problem zgłaszają inni farmaceuci. "Ja robię zapotrzebowanie na podstawie dwóch ostatnich lat, a pod uwagę biorę jeszcze średnie zużycie z czterech. Z reguły się to sprawdza" - mówi mgr Piskorska. Zdarzają się jednak sytuacje, których nie można zaplanować. "Nie da się np. przewidzieć, że lek, który przez cztery lata był potrzebny w dużych ilościach, nagle przestanie być stosowany, bo na rynek wszedł nowy, którego nie zgłoszono w zapotrzebowaniu" - tłumaczy kierownik apteki jednego ze stołecznych szpitali.

Ważny schemat

Zdaniem farmaceutów, z którymi rozmawiał Puls Farmacji, najważniejszą kwestią usprawniającą procedurę przetargową jest określenie schematu postępowania przy przygotowaniu zamówienia. "Współpraca z lekarzami bywa trudna. Dlatego stworzyliśmy dla nich specjalne przejrzyste i proste formularze, na których wpisują potrzebne im leki, także nowe na rynku. My musimy dopilnować, by je wypełnili i złożyli. Potem to już tylko kwestia ściągnięcia danych z komputera i dobrego programu, który obliczy zapotrzebowanie" - mówi mgr Piskorska.

Dlaczego nie centralnie?

Konieczność przygotowywania przetargów odrywa kierowników szpitalnych aptek od ich zasadniczej pracy, co przy stałych brakach kadrowych - daje się mocno we znaki pozostałym farmaceutom, czy technikom zatrudnionym w szpitalnych aptekach. "Nie ma co ukrywać, jest nas po prostu mało" - stwierdza mgr Piskorska.
Na ten aspekt zwraca też uwagę dr farm. Tadeusz Bąbelek, prezes Wielkopolskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej: "Farmaceuci szpitalni powinni zajmować się chorymi na oddziałach, śledzić proces farmakoterapii, zajmować się jego optymalizacją, a nie bawić się w urzędników".

Podkreśla, że już wielokrotnie na forum prezydium samorządu aptekarskiego podnoszono kwestię nadmiernego obciążenia szpitalnych farmaceutów dodatkowymi obowiązkami. Jego zdaniem, warto byłoby wrócić do rozwiązania sprzed lat, gdy to Ministerstwo Zdrowia centralnie negocjowało z producentami ceny najważniejszych, strategicznych leków dla całego kraju. "Gdyby obowiązywały sztywne ceny leków, łatwiej byłoby ministrowi utrzymać je na jakimś rozsądnym poziomie, a nawet renegocjować w razie potrzeby. To dałoby kolosalne oszczędności - przekonuje prezes Bąbelek. - Ministerstwo miałoby wtedy większy wpływ na producenta, bo nie negocjuje dostawy jednego kartonu danego leku, ale np. kontenera. Obecnie zdarza się, że w jednym szpitalu drogi hormon sprowadzany dla grupy pacjentów kosztuje 600 zł, a w innym 900 zł. I to mimo że w obu przypadkach zorganizowane były przetargi i negocjowano cenę".

Pożyteczne szkolenia

Zdaniem prezesa WORA, wprowadzenie systemu tzw. zamówień centralnych, jaki obecnie obowiązuje np. w Niemczech, ograniczyłoby przypadki korupcji i ustawiania przetargów w szpitalach, a także odciążyło farmaceutów. "Proszę policzyć: w skali kraju i liczby szpitali w Polsce, jaka armia ludzi musi być do tego zatrudniona. Zwolnienie ich z konieczności organizowania przetargów także dałoby realne oszczędności" - uważa.

Inna sprawa, że aby dobrze przeprowadzić procedurę przetargową, trzeba być do tego odpowiednio przygotowanym. "Konieczne są profesjonalne szkolenia, a to oznacza olbrzymie pieniądze - uważa Tadeusz Bąbelek. - Który szpital będzie stać na to, żeby za dwudniowe szkolenie na temat, jak dobrze brać udział w przetargach, zapłacić 3,5 tys. zł, kiedy nie ma pieniędzy na leki?".

Inaczej patrzy na to mgr Piskorska, kierująca apteką szpitala - od pięciu lat - niepublicznego. "Wcześniej, już na dwa lata przed upadłością, mieliśmy problem z zaopatrzeniem w leki, bo byliśmy niewypłacalni i nikt do naszych przetargów nie przystępował" - mówi. Obecnie jest inaczej, a sama farmaceutka chętnie korzysta ze szkoleń nt. procedur przetargowych, organizowanych na zjazdach farmaceutycznych czy spotkaniach kierowników aptek szpitalnych w jej izbie aptekarskiej. "Sama sporządzam specyfikację do oferty przetargowej. Formalną, prawną stroną przetargu zajmują się przeszkolone osoby z działu obsługi szpitala" - mówi Maria Piskorska.

  Stopka autorska:
Autor: Edyta Szewerniak-Milewska

Artykuł opublikowany w numerze: PF 4(28)
Data publikacji: 2009-03-04
  Poleć znajomemu artykuł
email znajomego :
Redakcja         Reklama         Prenumerata         Kontakt         Napisz do nas         Nota prawna    
Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów Artykuł dostępny wyłącznie dla lekarzy