Czwartek, 17 maja 2012 r.
Puls Medycyny
Szukaj »
Kamyczek do ogródka
Sekcja: Felietony
Data publikacji: 2008-09-30
Ministerstwo Zdrowia przygotowując rozporządzenie w sprawie reklamy leków, miało zapewne na względzie dobro pacjenta. W trosce o jego jak najlepszy dostęp do usług medycznych postanowiło zabronić przedstawicielom firm farmaceutycznych odwiedzać lekarzy w czasie godzin ich pracy. Spotkania mogą się odbywać, ale po pracy i za zgodą kierownika zakładu zatrudniającego lekarza.
Warto zauważyć, że ministerstwo nie kwestionuje potrzeby kontaktów przedstawicieli farmaceutycznych z lekarzami. Wiadomo, że spotkania te są często jedyną szansą na przekazanie lekarzom informacji o nowych lekach, formach ich podawania czy dawkowania, jak również o nowych lekach generycznych. To ważne, ponieważ pacjenci domagają się - i słusznie - dostępu do najnowszych terapii lekowych. Dla producentów leków spotkania te to także jedyna okazja do zebrania informacji na temat działania leków, w tym działań niepożądanych.
Jak się orientuję, opinie lekarzy na ten temat są podzielone. Większość podkreśla, że na spotkania z repami po godzinach pracy brakuje im czasu. Inni zastanawiają się, jakim prawem kierownik zakładu ma decydować o ich czasie wolnym. Wielu właścicieli NZOZ-ów pyta też, dlaczego przepisy mają regulować, kto będzie odwiedzać ich prywatne przychodnie. Firmy farmaceutyczne zaś zastanawiają się, gdzie ich przedstawiciele mają się spotykać z lekarzami. No, bo jeśli nie w przychodni, to pewnie w restauracji, a może na polu golfowym?
W efekcie skutki regulacji mogą okazać się zupełnie inne, niż zakładali jej twórcy. Rodzą się też obiekcje co do możliwości kontroli przestrzegania zapisów tego rozporządzenia. Jak rozumiem, intencją twórców rozporządzenia było, aby wizyty repów nie zakłócały przyjęć pacjentów. Może lepiej byłoby wprowadzić ogólny zapis, że odwiedziny przedstawicieli nie mogą zakłócać przyjęć pacjentów oraz w inny sposób utrudniać pracy lekarz.
Nie od rzeczy będzie też wspomnieć, iż same regulacje prawne nie wystarczą. Niezbędny jest pewien standard etyczny. Niestety, to kamyczek do naszego ogródka producentów leków. Firmy działające na bardzo konkurencyjnym rynku nie wypracowały wspólnego kodeksu etyki marketingowej, który byłby busolą dla wszystkich przedstawicieli medycznych. Egzekwowanie obowiązujących kodeksów pozostawia też wiele do życzenia. Pozostawiam to pod rozwagę firmom działającym na polskim rynku.



  Stopka autorska:
Autor: Cezary Śledziewski,
prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego

Artykuł opublikowany w numerze: PF 14(19)
Data publikacji: 2008-09-30
  Poleć znajomemu artykuł
email znajomego :
Redakcja         Reklama         Prenumerata         Kontakt         Napisz do nas         Nota prawna    
Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów Artykuł dostępny wyłącznie dla lekarzy